Zasłynął jednak nie siłą fizyczną lecz tym, że był najjurniejszym wszetecznikiem na tronie. Nawet porównany do współczesnego mu Ludwika XV, człowieka uznanego przez wielu historyków za jednego z najbardziej rozpustnych królów Europy wszech czasów, wychodzi, w mojej opinii, zwycięsko - miał więcej eleganckich kochanek niż król Francji i kilkanaście razy więcej dzieci nieślubnych. Ta przewaga to zasługa tego, że był zdrowy fizycznie, gdy natomiast Ludwik XV borykał się przez swoje dorosłe lata z dwoma chorobami nieuleczalnymi w owych czasach, syfilisem i ospą. Sas nie przepuścił żadnej kobiecie. Mówiono, że miał tyle dzieci z tych "lewych" związków co jest dni w roku, czyli 365. Jeden z historyków dokonał bardzo żmudnych badań źródeł historycznych i zidentyfikował tylko 356 potomków. Myślę, że było ich więcej, bo przecież o dzieciach od wieśniaczek, służących, prostytutek kroniki się nie rozpisywały. Sam August, owszem, miał żonę, urodziła mu syna, następcę tronu i na tym jej rola się skończyła. Przyznawał się tylko do dziewięciorga dzieci spoza małżeństwa. Miał wiele kochanek "dobrze urodzonych". Były wśród nich żony jego urzędników na dworach polskim i saskim, jakaś magnatka szwedzka, jakaś Turczynka. Magnatki sporo go kosztowały. Nie był tak hojny jak caryca Katarzyna II dla swych byłych kochanków - był dużo biedniejszy od niej - ale wiemy, że np. na Hrabinę Cosel wydawał rocznie 100 tysięcy talarów, a to tyle co utrzymanie roczne ośmiotysięcznego oddziału wojska. Gdy został w 1697 r. królem Polski panowie polscy zasugerowali mu, by obdarzył swymi względami jakąś polską damę argumentując, że ma teraz dwa dwory, wypada, by na każdym z nich miał kochankę. Nie trudno się domyśleć, że król był bardzo zgodny z wolą panów.
August II rządził Polską przez ponad 30 lat. Nie ujarzmił magnaterii. Co prawda od czasu do czasu udało mu się wyrwać jakieś pieniądze od niej na cele wojenne, ale co drugi sejm za jego panowania był zrywany przez liberum veto, a sejmiki lokalne uchwalały często coś przeciwnego do tego, co sejm ogólny postanowił. Po jego śmierci w 1733 r. na tron wrócił na kilka miesięcy Stanisław Leszczyński, ale musiał znowu uciekać z kraju, bo Wettinowie mieli wsparcie wojsk pruskich i moskiewskich w czasie sejmu elekcyjnego. Od teraz, a nawet trochę wcześniej, od pierwszej elekcji Stanisława Leszczyńskiego, władcy ościenni siłą wymuszali wybór tego kandydata na króla Polski, który im najbardziej odpowiadał. Królem wybrano Augusta III, który był na tronie też przez 30 lat. To były najsmutniejsze lata wolnego jeszcze narodu. Armie obcych mocarstw przemieszczały się po Rzeczpospolitej bez żadnych przeszkód, żaden sejm za jego rządów nie doszedł do skutku. Był to człowiek niezdecydowany, prawdziwy nieudacznik na tronie, ale przynajmniej nie gorszył maluczkich rozpustą jak jego tata. Miał za żonę Marię Józefę, wnuczkę cesarza Leopolda I. Ta wydała na świat 14 potomstwa (dziwne to, bo przecież była Habsburżanką, członkinią rodziny biologicznie patologicznej) i mimo że okropnie się roztyła August III był jej wierny. Chyba szaleństwa seksualne ojca i spowodowane tym upokorzenia jego i jego matki trzymały go na drodze cnoty. Kiedyś wprowadzono do jego sypialni księżnę Lubomirską, przepędził w gniewie stręczycieli i ewentualną kochankę.
Królowi Leszczyńskiemu w okresie swego wygnania udało się ożenić swoją córkę Marię z młodszym od niej o sześć lat królem Francji Ludwikiem XV. Ludwik XV miał 15 lat w czasie ożenku. Maria była wykształcona i bardzo pobożna, choć niezbyt urodziwa. Imponowała swemu mężowi swoją dojrzałością umysłową i oddaniem. Urodziła mu kilkanościoro dzieciaków. Dorastanie fizyczne Ludwika szło w parze z jego regresem moralnym i intelektualnym. Prowadził wojny jak jego pradziadek Ludwik XIV, bo tak wypadało. Robili to jego doskonali wodzowie. W pewnym czasie honorowym ministrem wojny została jego najbardziej znana ze wszystkich metres pani de Pompadour. Pani ta litowała się nad losem królowej, upominała kochanka by jej nie zaniedbywał, na własny koszt odnowiła ciasne i zaniedbane pokoje Marii w Wersalu. Wyobrażam sobie piekło, przez jakie przechodziła ta mądra, pobożna kobieta w tym największym burdelu ówczesnego świata. Wyniosła się wreszcie z dziećmi z Wersalu do zamku Chambord, największego i najwspanialszego zamku Doliny Loary, do zamku, który podarował wcześniej jej ojcu jej mąż.
Władysław Pomarański
Adres strony : www.GazetaGazeta.com












