Wrześniowy wieczór wspomnień
Jak czytamy we wspomnieniach Jana Łukomskiego z Wilanowa, w XIX stuleciu w sobotnie wieczory września, w izbie czeladnej Tadeusza Tomasika, zbierali się okoliczni ziemianie, aby podtrzymać siebie na duchu opowiadali sobie o czasach, w których to nasza droga ojczyzna była potęgą ekonomiczną i militarną całej Europy. Co niektórzy z zebranych mężczyzn, mieli ze sobą stare książki, w których można było przeczytać o hołdzie pruskim mającym miejsce 8 kwietnia 1525 roku, czy też o ostatniej bitwie rozegranej w 1521 roku z zakonem krzyżackim.
- Pamiętam, jak przed wielu laty w pokoju jadalnym w domku moich rodziców, zbierali się okoliczni sąsiedzi, aby opowiadać o pierwszej wojnie światowej czy też o wygranej bitwie warszawskiej. Mój ojciec, aż podnosił się nerwowo z zajmowanego przez siebie krzesełka, gdy opowieści dotyczyły tego, jakim odważnym byliśmy narodem, jak ważną rolę odegrała bitwa warszawska dla całej Europy, o której oprócz Polaków, Europejczycy nawet nie wiedzą- dopowiada Tomasz Tomczyński z Paradyża.
- W moim rodzinnym domu, zawsze we wrześniowe wieczory, oglądaliśmy razem z przyjaciółmi obrazy dawnych mistrzów, którzy przedstawiali sceny dotyczące naszych żołnierzy w walce, czy też polskich szwoleżerów i partyzantów stacjonujących w lasach. Najwięcej obrazów mieliśmy pędzla Jana Nowaka, który malował polską wieś i ułanów. Każdy z oglądających te obrazy ludzi, miał niejednokrotnie w oczach łzy, które w ich pokoleniu skutecznie wytarła władza komunistyczna- wtrąca Sylwia Łomianowska.
-Wrześniowe wieczory, są bardzo odpowiednim czasem, do refleksji i zadumy. W niewielkim pokoiku mojej mamy, zawsze czuć było zapach świeżej herbaty, która podawana była do maślanych bułeczek z serem. Zaproszone do poczęstunku koleżanki mamy, zawsze zasiadały wokół stolika i opowiadały o swoich bohaterskich członkach rodziny lub znajomych, którzy poszczycić się mogli udziałem we wrześniowej bitwie obronnej w 1939 roku. Pamiętam, jak koleżanka mojej mamy, pani Klara Rostkowska, snuła długie opowieści o pułkowniku Stanisławie Dąbku, który bronił Kępy Oksywskiej i miasta Gdyni przed inwazją hitlerowską. Zaś pani Julia Wernerowa, prawiła w swoich wypowiedziach o Hubalu, który nigdy nie złożył broni, i walczył z najeźdźcą niemieckim do ostatnich dni swojego życia. Zawsze takie wieczorki, podsycały w moim, wówczas bardzo młodym życiu patriotyzm i to szczególne wyróżnienie od losu, że obdarzył nie polskością- dodaje Ewelina Czarnmecka.
Teraz też mamy piękny miesiąc wrzesień, kiedy to upalne dni już minęły i lekką piersią możemy odetchnąć w cieniu ogrodowej altany. Teraz też możemy powspominać o tych co odeszli, ale dali nam wolność.
Ewa Michałowska - Walkiewicz












