Od półtora wieku patrzymy na królów polskich oczyma Jana Matejki. Ten wielki malarz był także historykiem. Swoimi obrazami przedstwiającymi tryumfalne momenty historii Polski przyczynił się do utrzymania polskości w naszym kraju w czasie zaborów.
Nie tylko więc nasza odrębność religijna, polski język, literatura patriotyczna, księgi historyczne, które podkreślały wszystko co było dobre w naszej przeszłości, wyciszały akty głupoty władców, a przede wszystkim prywatę szlachty i magnatów, którzy faktycznie zafundowali narodowi niewolę, ale i malarstwo nie tylko Matejki brało udział w tej walce o polskość. Matejko poszedł dalej, wymalował dwie serie dydaktyczne: "Dzieje chrześcijaństwa i cywilizacji w Polsce" oraz słynny "Poczet królów polskich". Portrety są bardzo wyidealizowane, osoby na nich ukazane jawią się nam jako silni, brodaci i wąsaci Sarmaci z ogniem patriotycznym w oczach, podobni do greckich herosów, którzy niejako prosto z Olimpu zeszli na tron polski. Faktycznie ci królowie to zwykli ludzie, każdy inny, niektórzy mądrzy i patriotyczni, wielu to przeciętni, zepsuci przez władzę, dbający tylko o siebie i swe potomstwo skandaliści. I dobrze, że tak było, inaczej być nie mogło, bo to samo życie; strasznie nudno byłoby na świecie, gdyby żyli na nim sami cnotliwi idealiści.
Mieszko II (1025-1034) poszedł śladami dziadka i swego ojca Bolesława Chrobrego. Gal Anonim pisze że "oddając się hulankom i rozpuście zbeszcześcił prawo małżeńskie i godność królewską, obcując z nałożnicami". Tam gdzie jest wina musi być i kara. Dopadli go Czesi i w zemście za wydłubanie oczu ich księciu przez ojca Mieszka wykastrowali go i to w sposób bardzo bolesny za pomocą rzemyka zaciskanego coraz bardziej na jego przyrodzeniu. Kronikarz konkluduje: "Mieszko tedy powrócił wprawdzie z niewoli, lecz żony więcej nie zaznał".
Niedyskrecje seksualne królów były rzeczą tolerowaną przez naród - nie dotyczyło to jednak królowych. Jeden z największym nieudaczników na polskim tronie Władysław Herman (1079-1102) nie starał się nawet o koronę by się nie narazić cesarzowi. Oddał władzę w ręce niejakiego Sieciecha. Ten zawłaszczył nie tylko rządy, ale i drugą żonę króla. Król był już stary i chyba ta sytuacja mu nie przeszkadzała, przeszkadzało to jednak jego synom, którzy królową przepędzili poza granice Polski, a Sieciechowi wypalili oczy.
Królowie mieli przyzwolenie publiczne na wszelkie związki nielegalne, nawet spanie z żonami swoich urzędników i wojów, jedna rzecz była jednak im zabroniona - bo napawała horrorem - związki homoseksualne. Pierwszym gejem na polskim tronie, jeśli wierzyć Wincentowi Kadłubkowi i Janowi Długoszowi, był skandalista całą gębą Bolesław Śmiały (1058-1079), ten sam, który zgładził przy ołtarzu i poćwiartował ciało biskupa krakowskiego Św. Stanisława. Jan Długosz pisze: "...nie poprzestając na zwykłych miłostkach popadł w haniebny i plugawy grzech sodomski naśladując godne potępienia zwyczaje Rusinów, u których to zboczenie było pospolite". Może homoseksualizm bardziej niż inne liczne grzeszki króla były głównym powodem konfliktu z biskupem i przepędzenia go z Polski. Błogosławiony Wincenty dodaje z obrzydzeniem, że "okrutnik [był] ojczyźnie jak i ojcom obmierzły".
Szaleństwa, intrygi, rozpusta, zdrady i inne skandale były też chlebem powszednim na dworach wielu książąt w okresie rozbicia dzielnicowego Polski (1138-1306). Spójrzmy tylko na niektóre czyny dwóch z nich - wymienienie wszystkich zajęłoby kilka stron - Bolesława Rogatkę i Konrada Mazowieckiego.
Tatuś Bolesława Henryk II Pobożny, a jeszcze bardziej babka św Jadwiga od dzieciństwa przygotowywali go do życia cnotliwego. Zachowała się miniatura z kodeksu z XIV wieku poświęconego tej kobiecie przedstawiającego kąpiółkę małego Bolesława w wodzie, w której wcześniej myły nogi świątobliwe zakonniczki. Matka chłopca Anna Czeska z dezaprobatą patrzy na tę ceremonię. Święta woda niewiele zdziałała. Jako dorosły władca był nie tylko rozpustnikiem, ale jakieś niezdrowe związki łączyły go z "grajkiem" Surianem. Był fałszywy, zdradziecki, okrutny (w Środzie spalił kościół ze schronionymi tam mieszkańcami miasta), otoczył się awanturniczymi najemnikami niemieckimi, którym nie wystarczał żołd, więc łupili osiedla i miasteczka księstwa, frymarczył ziemiami polskimi. Wpadł w konflikt z biskupem wrocławskim Tomaszem, którego uwięził. Został nawet za to wyklęty, dopiero groźba biskupa Pełki zorganizowania wyprawy krzyżowej przeciwko niemu otrzeźwiła go i to ocaliło życie biskupowi Wrocławia.
Podobnym awanturnikiem był współczesny mu Konrad Mazowiecki. Sprzeciwiającemu się mu wojewodzie mazowieckiemu Krystynowi najpierw wydłubał oczy, a potem go zamordował. Jego żona Agafia była równie okrutna jak i on. Wspólnie powtórnie powiesili zwłoki kanonika Jana Czapli. Takich czynów było wiele, a największą zbrodnią narodową tej pary było sprowadzenie na tereny polskie Krzyżaków.
Władysław Pomarański












