Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Che

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Legenda, symbol - kim był?

Ernesto Che Guevara
Ernesto Che Guevara
Che (czytaj cze) to rewolucyjny pseudonim Ernesto Rafaela Guevary de la Serna, Argentyńczyka z matki Irlandki i ojca Baska. W świecie latynoskim już po długości pełnego nazwiska człowieka można się domyślać jego stanu społecznego i bogactwa. Złożone nazwisko i dwa imiona tego człowieka są średnio długie (arystokracja i latyfundyści szczycą się przynajmniej dwukrotnie dłuższymi), należał, więc do klasy średniej. Rodziców stać było, by go wysłać na studia medyczne. Trudno znaleźć inną postać o tak kolorowej biografii jak Che.

Dim lights Embed Embed this video on your site

 

Całe życie miał problemy z astmą, a jednak uprawiał wiele sportów jak futbol, pływanie, szermierkę, był świetny jako zawodnik drużyny rugby. Nosiło go. Pożerał książki wielkich współczesnych powieściopisarzy, poetów i modnych w jego czasach słynnych filozofów. Dwa razy przerwał studia na podróże. W 1950 r. rowerem z doprawionym przez siebie silniczkiem objechał trasę 5000 km po północnej Argentynie. W rok później zdobył motocykl, który nazwał Poderosa (siłaczka) i razem z przyjacielem przejechał nim tysiące kilometrów przez całą Południową i Centralną Amerykę aż po Miami. Ta wielomiesięczna podróż, bardziej niż jakiekolwiek inne wydarzenie w życiu Ernesto Guevary, ukształtowała jego światopogląd. Napatrzył się na wołającą o pomstę do nieba nędzę, upodlenie, brak jakiejkolwiek opieki społecznej i medycznej nad masami ludzkimi prawie w każdym kraju, który odwiedził, i na przeogromne bogactwo i luksusowy styl życia latyfundystów. Na jakiś czas z kolegą zatrzymali się w kolonii trędowatych w Peru. Za doraźną pomoc medyczną dostali w darze od tych chorych tratwę drewnianą przezwaną Mambo i nią docierali do terenów, gdzie nawet motorem nie dało się dojechać.

W czasie tej podróży Che z romantyka z głową we chmurach powoli zaczyna przeobrażać się w zajadłego marksistę, przekonanego, że tylko krwawa rewolucja może coś zmienić na tym świecie. Trzeba po prostu świat spalić, by z popiołów jak legendarny feniks wyłoniło się jedno światowe sprawiedliwe społeczeństwo. Po powrocie do Argentyny i ukończeniu studiów medycznych Che jedzie do Gwatemali, jednego z pierwszych krajów, który coś zaczął robić, by ograniczyć nędzę najbiedniejszych. Wybrany w wyborach demokratycznych prezydent kraju Jacobo Albenz Guzman wprowadził w kraju reformę rolną. Kraj był podzielony między latyfundystów. Wielkie obszary w tym małym kraju tworzyły nieużytki, bo ich właścicielom nie opłacało się ich uprawiać. Guzman przekazał te tereny biednym rolnikom. Jednej tylko firmie United Fruit Company odebrał prawie ćwierć miliona akrów pól nie uprawianych. Sama angielska nazwa tego latyfundium wskazuje, że jej właścicielami byli bogaci Amerykanie. Pachniało im to rewolucją, choć faktycznie nic na tej reformie nie tracili, bo to przecież nieużytki. Sprawna i wszechmocna w owych czasach CIA zrobiła to, co niejednokrotnie robiła w innych państewkach latynoskich - obaliła rząd. Cofnięto reformę.

Che przeniósł się do Meksyku - kraju, gdzie socjalistyczne idee były popularne od ponad wieku, a więc kraju, gdzie wszechwładne Stany Zjednoczone miały raczej niewielkie wpływy. Tu został zwerbowany przez Fidela i Raula Castro do prawdziwej roboty rewolucyjnej, obalenia w ich kraju na Kubie znienawidzonego i skorumpowanego reżimu Batisty.

Dwa lata zajęło tej trójce by reżim obalić. Oczytany Che dostał polecenie od El Comandante by przygotował partyzantów do próby odbicia kraju. Udało się, przy dużej zasłudze Che, utopić we krwi uczestników takiego najazdu w Zatoce Świń. On był głównym negocjatorem sprowadzenia na Kubę broni nuklearnej z Rosji, co o mało nie doprowadziło do trzeciej wojny światowej i w razie wojny nuklearnej, prawdopodobnie do kompletnego wyniszczenia rasy ludzkiej na ziemi. Che w swym zapale czy amoku rewolucyjnym nie zdawał sobie sprawy, że podpalając świat począwszy od Stanów Zjednoczonych, sam w tym pożarze spłonie. Ogromnej presji ze strony amerykańskiego prezydenta Kennedy'ego Chruszczow nie wytrzymał i wyniósł się z Kuby ze swoim arsenałem. Che go serdecznie znienawidził za to i od tego momentu stał się on człowiekiem niewygodnym, bo nieobliczalnym dla Kremla.

W przybranym kraju Kubie Che staje się bardzo popularny, przyćmiewa swym entuzjazmem rewolucyjnym Fidela. Staje się "second in command". Szkoli kubańskie wojsko i milicję w systemie obronnej walki partyzanckiej, jest jako minister spraw wewnętrznych bezlitosny w czyszczeniu Kuby z jawnych i domniemanych zwolenników Batisty. Do niego napływają wnioski o ułaskawienia po wyrokach śmierci, ale nikogo nie ułaskawia. Formuje nawet oddziały egzekucyjne i pilnuje ich sprawności.

gazeta _Kanada
gazeta _Kanada

Che (2)

Kochany i nienawidzony
Gdy wybito wszystkich jawnych i domniemanych przeciwników Rewolucji, Che zabiera się razem z Fidelem do czyszczenia własnych szeregów. Chodziło o wyciszenie ważniejszych rewolucjonistów, by ich sława nie przećmiewała sławy jego i Fidela. Pod sfabrykowanymi zarzutami Che domaga się kary śmierci takich działaczy jak Ochoa, Abrantes, Cienfuegos, Pineiro. Gdy sąd nie miał odwagi wydać na kogoś wyroku śmierci, ginie zamordowany skrytobójczo. Tylko niewielu z wierchuszki rewolucyjnej znalazło schronienie w więzieniach. Ponieważ uchodzi za człowieka oczytanego i o wszystkim miał swoje zdanie, Che przejmuje teki ministra przemysłu, potem rolnictwa, chciaż nie ma najmniejszego pojęcia o tych sprawach. Coraz bardziej ciąży Fidelowi, więc ten często go wysyła z misjami do ZSSR, Chin, Północnej Korei i innych krajów popierających Kubę.

Dużo wiemy o Che, bo poza niezliczonymi zajęciami dużo pisał, szczególnie o sprawach, w których uczestniczył - był grafomanem. Z romantyka współczującego biednym, leczącego trędowatych zmienił się w bezdusznego aparatczyka, bez moralności, bez skrupułów. Chyba nawet w swoim ferworze rewolucyjnym nie zdawał sobie sprawy, że cały kraj - Kubę doprowadza razem z Fidelem do ruiny, a jej obywateli, jak to określił więziony bohater Rewolucji Huber Margos, zmienia "w nędzarzy, pariasów, obcych we własnym kraju, w naród złodziei i donosicieli". Fidel miał go już dosyć, wyperswadował mu by wybrał się do Afryki, by od Kongo podpalić ten kontynent. Wybrał się tam w obstawie 100 bojowników-podpalaczy. Był to akt samobójczy. Wrócił jednak cały i zdrowy na Kubę. Afryka nie spłonęła, nawet nie zaiskrzyła. Następnym kontynentem do podpalenia jest Ameryka Południowa. Castro wysyła go do Boliwii jeszcze w mniejszej obstawie, do kraju, który uznano za piersi kontynentu, a płomień od piersi rozprzestrzeni się we wszystkich kierunkach. Boliwia była w tym czasie krajem rządzonym przez reżim narzucony przez CIA. Czekały już na niego specjalne oddziały antyterrorystyczne i ich mentorzy amerykańscy. Chyba jeszcze do dzisiaj nie wiadomo na pewno kto wystawił Che, bo to że wystawił, to pewnik. Może był to sam Castro, bo już zaczynał obrastać tłuszczem aparatczyka, a ten już popularniejszy od niego idealista rewolucyjny mieszał mu szyki, może Rosja, a może nawet jeden z nazistów hitlerowskich, który znalazł schronienie w Boliwii. Otoczony przez tysiące agentów poddał się, prosił, by nie strzelali do niego, bo jest dużo więcej warty jako żywy niż jako trup. Przeliczył się: za dużo był warty, na liście CIA był wrogiem nr 1. Jak szalonego, wściekłego zwierzaka bez sądu rozstrzelano go w październiku 1967 r. w wieku 39 lat. Dokonał tego jakiś pijany Boliwijczyk. Miał upozorować, że to rany odniesione w czasie walki, pijana ręka zawiodła, gołym okiem widać jednak było, że to egzekucja. Ciało więc natychmiast schowano, później długo go poszukiwano i wreszcie oddano Kubie, ale czy to faktycznie ciało Che - nie wiadomo.

Zresztą to nieważne, ważniejszym jest, że idea wróciła. Teraz już Che nie był zagrożeniem dla Comandante, przeciwnie, apoteoza Che podtrzymuje umierającą ideologię. Fidel pławi się do dzisiaj w glorii tego "męczennika", buduje mu pomniki, gmach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Hawanie, w którym Che pracował, zakrył pięciopiętrową stalową płytą z wypalonymi rysami tego człowieka. Wygląda to trochę monstrualnie.

5 marca 1960 r. niejaki Alberto Korda w czasie uroczystości państwowej na Kubie pstryknął zdjęcie Che Guevarze i to dość niezręcznie, bo zahaczył o kawałek głowy kogoś innego. Ten dodatek odcięto i, dziw nad dziwy, zdjęcie to stało się najpopularniejszym zdjęciem XX w. Kopiowano je już nie w milionach, ale w miliardach egzemplarzy na koszulkach, plakatach, na ludzkich ciałach w formie tatuaży. Powiela się je na drewnie, w kamieniu, metalu, papierze, płótnie, wycina na trawie: od ponad 40 lat od śmierci tego człowieka to szaleństwo do dziś nie ustaje. Takie sobie zwyczajne zdjęcie twarzy obrośniętego, brodatego mężczyzny w czarnym berecie z czerwoną gwiazdą. Byli ważniejsi, mądrzejsi, łagodniejsi czy bardziej okrutni komuniści, przeszli wszyscy do lamusa, tylko on jest nieprzemijającym, spersonifikowanym, uniwersalnym i ponadpokoleniowym emblematem lewicy. Lewica komunistyczna ideologicznie i w praktyce się wypaliła i skompromitowała. To już przeszłość, zachowało się na świecie tylko kilka jej skansenów. Przedstawiciele młodszego pokolenia może znają nazwiska Lenina, Stalina, Marksa i Engelsa, ale już niewiele mogą o nich powiedzieć. O innych słynnych w swoim czasie jak Ho Chi Minh czy Mao Tse-tung nawet starsi ludzie nie pamiętają, nie mówiąc o Dolores Ibarruri, Maurice Thorez, Palmiro Togliatti, i dziesiątkach innych. Ich popiersia są wstydliwie schowane w piwnicach muzeów, świat o nich zapomniał. Che ciągle żyje w pamięci mas i nie wiadomo, kiedy ta pamięć się wypali.

Che ( dokończenie)

Skąd ta pamięć, ba, szaleńcze zafascynowanie tym człowiekiem nawet dzisiaj, w prawie pół wieku po jego śmierci?

Chyba adekwatnej odpowiedzi na to pytanie nie da się znaleźć. Jakiś wgląd w to zjawisko może nam dać analiza lat sześćdziesiątych XX w. Odstawiając lata wojen światowych na bok, lata sześćdziesiąte prawie na całym świecie były latami najbardziej burzliwymi w 20. stuleciu. To lata triumfu rewolucji na Kubie, dekolonizacji Afryki, wojny w Kongo i w Wietnamie, interwencji wojsk komunistycznych w Czechosłowacji, zakończenia II Watykańskiego Soboru, który znacznie zmienił oblicze Kościoła katolickiego. Tym dramatycznym wydarzeniom politycznym i religijnym towarzyszy rewolucja obyczajowa, jakiej świat dotychczas nie widział. Radio i telewizja wreszcie obalają bariery komunikacyjne, więc to co dzieje się na świecie, dzieje się na oczach wszystkich. To czas swobody seksualnej, kontrkultur, narkotyków, mocnego uderzenia The Rolling Stones i The Beatles. Młodzież po raz pierwszy masowo wyrwała się ze zhierarchizowanego świata dorosłych z własną obyczajowością, kultem młodości, językiem, muzyką, modą, stylem życia i własnym pojmowaniem wartości życiowych. Ta niesforna młodzież szukała swego idola, swej osobowej personifikacji. Znalazła go w Che. Chociaż miał 39 lat, w chwili śmierci wyglądał dużo młodziej, bo to twarz z zarostem prawie dziecięca, zawadiacki i niechlujny styl noszenia się, pogarda dla wody do mycia się (już w szkole podstawowej nosił przydomek chancho - wieprzek - z tego powodu), rozchełstana oliwkowa bluza, czarny młodzieżowy beret wszystko to go upodobniało do młodych, był akceptowany jako jeden z nich. Myślę, że odszedł z życia w odpowiednim momencie, zanim nabrał nawyków aparatczyka, że jego rozstrzelanie bez udowodnienia winy i niemrawe skrywanie tego faktu dodało mu aureoli męczennika idei. Odszedł wcześniej nim zaczęła narastać świadomość ideologicznej klęski komunizmu na Kubie. Za krótko tam rezydował, by zebrać majątek i wpaść w rutynę typowego bogatego kapitalisty, jak to się stało z braćmi Castro. Przy takim stopniu idealizacji zapominano o jego zbrodniach, mordowaniu wszystkich, którzy nie myśleli tak jak on. Zresztą te fakty były kryte przed światem w hermetycznie zamkniętym kraju. Do dziś w kilku małych społecznościach w Południowej Ameryce uważa go się za świętego i ludzie modlą się do niego. A więc w mentalności młodych zapisał się jako ofiara wzniosłej sprawy, męczennik ideowy, apostoł wolności, szlachetny buntownik, idealista, lekarz pomagający bezinteresownie najbiedniejszym. Był Argentyńczykiem, związał się z Kubą, a więc był internacjonalistą, sam identyfikował się jako "proletariusz świata", a to był bardzo chwytliwy dla młodych uszu slogan. Na barykadach studenckich nowych czasów jego portret i jego powiedzenia jak np. "bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego", choć dość idiotyczne, były nośnymi hasłami. Nawoływał do nienawiści, co też chwytało młodzież, szczególnie dzieci ludzi bogatych, którzy identyfikując się z nim, robili na złość mamie i tacie. Fenomen tego szaleństwa na punkcie Che jest największą mistyfikacją epoki, mistyfikacją, która się jeszcze nie skończyła i przelała się na XXI wiek. To jedno z największych kłamstw czasów współczesnych.

W Polsce Che nigdy nie był tak popularny jak na Zachodzie. Nasza młodzież była w latach 60-tych podobna do zachodniej, walczyła jednak o swoją niezależność nie z ideami, ale z realem: komunizm w Polsce kruszył się i zaczął po prostu śmierdzieć. Młodzi, a szczególnie studenci, uznali, że muszą mu się mu przeciwstawić, by zachować godność własną. W roku 1968, gdy młodzież świata szalała, polscy chłopcy i dziewczyny zakrywali głowy przed pałkami władzy ludowej. Był to rok przełomu, był to rok, kiedy cały naród wreszcie zrozumiał, że władza jest wrogiem narodu i prędzej czy później musi upaść. Tylko niektórzy, którzy mieli kontakty zagraniczne, legalne czy nielegalne, słyszeli o Che, gromadzili jego portrety, plakaty, niekoniecznie z miłości do niego, ale ze snobizmu. Było ich wielu, ale nie tłum. Jednym z nich był młody magister wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim, obecny ideolog PiS-u złotousty Antoni Macierewicz. Jego kolega Adam Michnik wspomina, że Macierewicz nie tylko uwielbiał Che, ale był także entuzjastą skrajnej lewackiej organizacji MIR w Chile, chwalił akcję Czarnego Września, w której wymordowano izraelskich sportowców w czasie olimpiady w Monachium w 1972 r. Będąc asystentem iberystyki na UW, co ładniejsze studentki zapraszał na oględziny (czy tylko?!) swojej sypialni obwieszonej plakatami z Che, tym bardziej miłym dawał takie plakaty, by rozwieszały je nad swoimi łóżkami. Tę fascynację Macierewicza postacią Che potwierdza inny jego kompan z uniwersytetu, znany dziennikarz Tomasz Wołek i kilka innych osób.

Od dwudziestu lat jestem prawie codziennie w siłowni. W przebieralni u kilkunastu osób widziałem słynne zdjęcie Che wytatuowane na plecach, barkach, piersiach, i to u ludzi zarówno młodych jak i starszych. Nie prowadzę statystyk, ale tatuaż twarzy człowieka jest raczej rzadkością na ciałach mężczyzn: niekiedy tylko jest to twarz Chrystusa w cierniowej koronie u osób bardzo pobożnych, niekiedy twarz dziewczyny tatuowanego. Twarz Che jest najczęstszym przypadkiem. Raz wpadła mi w oko twarz Che na pośladku jakiegoś faceta. Zapytałem czy go tak nie znosi, że aż tam go umieścił. Odpowiedź była, że to najpiękniejsza część jego ciała i że wytatuował go, bo to najwspanialszy człowiek pod słońcem. Rzuciłem okiem jeszcze raz na włochate i pryszczate ciało delikwenta i nie miałem wyjścia, musiałem się zgodzić z jego odpowiedzią odnośnie miejsca tatuażu.

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Kultura Historia Che