"Uprawiaj miłość, nie wojnę" - to nie jest oryginalne powiedzenie współczesnych nam hippisów, to zasada praktykowana przez jeden z najsłynniejszych rodów Europy - Habsburgów, rodu bez którego historia Europy byłaby kompletnie różna od tej, jaką znamy.
Pojawiają się w X w. jako skromny ród książęcy dzisiejszej Szwajcarii. Niezbyt przywiązywali uwagę do swego nazwiska rodowego, bo po wybudowaniu zamku dumnie zwanego Jastrzębim Grodem (Habichtsburg) i po wykreśleniu z nazwy kilku liter przyjęli tę nazwę jako nazwisko rodowe. Już w XI w. zaczęły się ciekawe manipulacje w rodzinie obliczone na wzbogacenie rodu. Płodzono dzieci i wyszukiwano w całej Europie najbogatszych współmałżonków dla swego potomstwa. Tym sposobem nabyto dzisiejszą Austrię, Burgundię i jej posiadłości Niderlandy - państwo przez długi czas potężniejsze od Francji. W czasie niemieckiego bezkrólewia byli na tyle silni, że jeden z Habsburgów Rudolf został w r. 1273 królem Niemiec. Po ostatecznym rozpadnięciu się państwa niemieckiego zatrzymano fikcję potęgi germańskiej pod nazwą Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Cesarza wybierali arcyksiążęta niemieccy, czyli najpotężniejsi z książąt. Ten tytuł arcyksiążąt elektorów przywłaszczyli sobie Habsburgowie i po raz pierwszy tym nowym cesarzem w r. 1440 został Fryderyk III i od tej pory utrzymali tę pozycję przez cały czas trwania tej instytucji, mimo że po śmierci każdego cesarza następny był wybierany, a pretendentów na to honorowe stanowisko było wielu.
Największym dobroczyńcą rodziny był Maksymilian I (1459-1519). Uczynił swój ród najpotężniejszym w Europie. Sam ożenił się z księżniczką burgundzką dodając do skarbca rodzinnego bogatą Burgundię i Niderlandy. Syna Filipa Pięknego ożenił z następczynią tronu hiszpańskiego Joanną Szaloną (Juana la Lo-ca), wnuków złączył związkiem małżeńskim z dziećmi królów czeskiego i węgierskiego. Habsburgowie próbowali wcisnąć się na tron polski w czasie panowania królów elekcyjnych: żadne manipulacje, przekupstwa, najazdy, wysyłanie do Polski córek cesarskich jako żon królów nie pomogły, nie udało im się to. Już za życia Maksymiliana I wszystkie wymienione posiadłości i kilka innych, a również zdobycze w Amerykach i w Azji były w rękach rodziny, tak że w roku jego śmierci 1519, a równocześnie roku wstąpienia na tron cesarski jego wnuka Karola V słońce nigdy nie zachodziło nad ich posiadłościami. Doliczyłem się, że w okresie swej największej ekspansji nosili tytuł złożony z nazw 10 królestw różnych ziem i dwóch cesarskich (ten drugi dotyczył Brazylii, którą rządzili przez jakiś czas). Karol V, jeden z najdzielniejszych ludzi w historii Europy, nie schodził z konia by te posiadłości utrzymać. Zdesperowany i wyczerpany fizycznie zrezygnował ze swoich tytułów i posiadłości w r. 1556 i przeniósł się do klasztoru. Dawne ziemie cesarstwa wraz z tytułem cesarza rzymsko-niemieckiego oddał młodszemu bratu Ferdynandowi I, który ożenił się z Anną Jagiellonką. Hiszpanię, Burgundię, Niderlandy, połowę Półwyspu Apenińskiego oraz tereny zaoceaniczne przekazał swemu synowi Filipowi II, który jeszcze bardziej powiększył posiadłości Habsburgów odziedziczywszy Portugalię po wymarciu ostatniego męskiego potomka rodziny królewskiej oraz jej zaoceaniczne terytoria, m. in. Brazylię. W ten sposób dynastia podzieliła się na dwie linie: austriacką i hiszpańską.
Na długo przed tym podziałem nad rodem zawisła czarna chmura, której w owych czasach nikt nie potrafił logicznie wyjaśnić. W rodzie, który manipulacjami małżeńskimi zdobył większość terytorium ówczesnej Europy coraz trudniej było z rodzeniem dzieci, szczególnie rodzaju męskiego, choć odpowiednio dobierano żony dla synów czy wnuków cesarzy, a jedyną ważną funkcją życiową tych żon było danie rodzinie męskiego potomka. Te dzieci, które się rodziły, zarówno chłopcy jak i dziewczęta, były obciążone różnymi chorobami dziedzicznymi; w męskiej linii pojawił się bardzo widoczny znak rodzinny, tzw. warga habsburska - dolna szczęka wysuwała się coraz bardziej do przodu, tak że przed wygaśnięciem dynastii niektórzy potomkowie męscy nie mieli normalnego czy w ogóle żadnego zgryzu zębów. Obie żony Zygmunta Augusta siostry Harbsburżanki cierpiały na padaczkę, żona przedostatniego króla polskiego Augusta III była tak chorobliwie otyła, że nie przez każde drzwi mogła przejść. To przekleństwo dotknęło bardziej linię hiszpańską niż austriacką, bo ci drudzy od czasu do czasu powiększali pulę genetyczną rodziny przez małżeństwa z Polkami, Czeszkami, Węgierkami i innymi. W linii hiszpańskiej na przestrzeni prawie 200 lat z dwunastu małżeństw królewskich dziewięć było kazirodczych: były to związki z siostrzenicami, bratanicami, kuzynkami. Do tego w głównej mierze przyczyniła się wspomniana Joanna Szalona (lub jeśli ktoś woli Obłąkana): chociaż sama mocno obciążona dziedzicznie, szczególnie od strony matki, słynnej Izabeli z rodziny Trastamara, choć była psychicznie chora, to jednak urodziła szóstkę dzieci, dwóch chłopców, którzy zostali później cesarzami rzymsko-niemieckimi i cztery córy wydane za czterech ważniejszych władców ówczesnej Europy.
Faktycznie prawie wszystkie rody królewskie i książęce były wtedy w Europie w jakimś stopniu spokrewnione ze sobą. Ostatni męski potomek linii hiszpańskiej król Karol II to już prawdziwy biologiczny wrak człowieka. Urodzony w 1661 r. z matki Mariany Austriackiej, która była równocześnie jego cioteczną siostrą, zostaje królem po śmierci ojca Filipa IV w czwartym roku życia. W tym roku wypowiada pierwsze słowa; przez resztę życia na skutek wysuniętej do przodu szczęki mówił tak niewyraźnie, że go trudno było zrozumieć. Zbyt duży język wystawał mu z ust, ślinił się ciągle, żywiony był całe życie pokarmami przeważnie w stanie płynnym lub bardzo rozdrobnionymi, gdyż nie był w stanie gryźć, bo szczęki się nie stykały. Chuchano na niego bardzo, wiadomo było, że jak nie da dynastii potomka, wybuchnie wojna o sukcesję między Francją a Cesarstwem. Już jako król ssie pierś mamki jeszcze przez rok czy dwa, dopiero po 4 następnych latach pozwolono mu stanąć na własne nogi. By się nie przemęczał nie musiał się myć, nie pobierał żadnych nauk. Gdy na jakiś czas nieślubny syn Filipa IV Jan z Austrii przepędził z Madrytu wszechwładną matkę króla, zatykał nos przechodząc koło Karola, nakazał, by mu przynajmniej czesano bujną czuprynę.
Gdy król skończył 15 lat znaleziono mu narzeczoną - śliczną Marię Luizę Orleańską - która po dowiedzeniu się kto będzie jej małżonkiem zemdlała. Niedługo zagościła na tronie hiszpańskim, zmarła na skutek zapalenia wyrostka robaczkowego. W jej śmierci pomogli jej lekarze nadworni swoimi praktykami przedpotopowymi. Nie urodziła syna - w ogóle nie mogła mieć stosunku z mężem.
Chów wsobny Habsburgów( dokończenie)
Współcześni naukowcy, a szczególnie trzech genetyków z uniwersytetu w Santiago de Compostela pod przewodnictwem profesora Ganzolo Alvareza, po przyjrzeniu się ok. 3000 osobom nawet tym daleko związanym genetycznie z królem i z innymi Habsburgami hiszpańskimi, wykryli u Karola II całą litanię chorób wewnętrznych, których nie będę tu wymieniał. Z punktu widzenia genetyki był to potworek.
Specjaliści od kojarzenia małżeństw królewskich podpowiedzieli, że najbardziej płodną rodziną w Europie jest bawarska rodzina książęca von Neuburg: kobieta z tego rodu ma największe szanse urodzenia następcy tronu. Karol poślubił, więc w tym celu Annę Marię Neuburg, żył z nią 11 lat, ale nie spełniła pokładanych w niej nadziei, bo, jak wiemy, do tanga trzeba dwojga. Te wszystkie nieszczęścia, które spadły na Karola II, przypisywano czarom. Męczono go ciągłymi oczyszczeniami, zaklęciami. Gdy to nic nie pomogło, uznano, że jakiś uparty czart posiadł jego ciało. Zastosowano skomplikowane egzorcyzmy, a domniemany czart ani myślał wychodzić z ciała królewskiego. Święta Inkwizycja zainteresowała się królem, uznała, że tak uporczywego diabła można przepędzić tylko przez spalenie ciała ofiary. I choć była drugą potężną władzą w kraju nie odważyła się na spalenie ostatniego potomka umierającej dynastii. Karol II, na skutek nalegań prymasa Hiszpanii, scedował tron na wnuka Ludwika XIV po swej śmierci. Ostatnie lata życia, gdy już nie był zdolny uprawiać jedynej rozrywki: strzelania do zwierzaków napędzanych w kierunku jego stanowiska na polowaniu, nakazał otworzyć trumny wszystkich osób, które kochał. Najdłuższe chwile spędzał przy trumnie pierwszej żony, dawnej ślicznotki Orleańskiej. Zmarł w wieku 39 lat, duże dziecko przez całe życie, dziecko, które starzało się szybciej od innych.
Nie uszanowano jego woli. Po jego śmierci nastąpiła krwawa i wyniszczająca wojna o sukcesję hiszpańską. Ostatecznie na tron wstąpił Bourbon Filip książę d’Anjou, ten, którego desygnował Karola II. Wstąpił na tron jako Filip V. Wojna ta ostatecznie złamała potęgę Hiszpanii, osłabiła Cesarstwo i Francję. Panujący w Austrii cesarz Karol VI, któremu też nie udawało się spłodzić potomka męskiego, widząc dewastacje wojny sukcesyjnej w Hiszpanii, już w 1713 r. wydał dekret zwany „sankcją pragmatyczną”, na mocy, którego w Cesarstwie po wygaśnięciu linii męskiej pełną władzę przejmuje najbliższa genetycznie do zmarłego cesarza kobieta z rodu. I tak to po jego śmierci, 40 lat po wygaśnięciu linii hiszpańskiej, cesarzową została jego córka, słynna Maria Teresa. Założyła nową linię habsbursko-lotaryńską, a władcy tej odnogi Habsburgów utrzymali Cesarstwo aż do końca I wojny światowej, do roku 1918.
By lepiej zrozumieć tragedię Habsburgów trzeba przypomnieć sobie podstawowe zasady genetyki. Jądro każdej komórki zawiera podwójny zestaw genów, jeden od ojca, drugi od matki. Natura jest rozrzutna, tych genów w każdej naszej komórce jest bardzo wiele, nas interesuje tylko pierwsze 20 tysięcy (inne są uśpione), które decydują o naszym wyglądzie, zdrowiu lub chorobie, zdolnościach czy umysłowej tępocie, czy jesteśmy romantyczni, kochliwi, czy zwyczajni nudziarze bez polotu. One powodują, że różnimy się nie tylko od innych ludzi (z wyjątkiem bliźniaków jednojajowych), ale i od rodziców. Niektóre geny ulegają szkodliwym mutacjom. W wypadku gdy gen np. odpowiedzialny za kolor naszych oczu jest wadliwy, organizm wybiera alternatywny gen zdrowy, dominujący, a zmutowany pozostaje uśpiony w naszym ciele. Geny ludzi blisko spokrewnionych są bardziej podobne do siebie, dlatego jest rzeczą częstszą, że oba identyczne geny mogą być niepełnosprawne. Organizm nie ma wtedy wyboru, musi wybrać jeden z nich i negatywna cecha, często w formie choroby genetycznej, jest przenoszona na potomstwo. Genetyka współczesna potrafi przewidzieć dość dokładnie te negatywne procesy w małżeństwach ludzi blisko spokrewnionych. Wypracowano nawet rodzaj skali zagrożenia zwanej współczynnikiem wsobności. I tak w małżeństwie brata z siostrą ten współczynnik wynosi 0,25, innymi słowy jest jedna na cztery groźba przeniesienia negatywnego genu na dziecko.
Wspomniani hiszpańscy genetycy wyliczyli, że współczynnik wsobności w małżeństwie pierwszej pary Habsburgów - hiszpańskich Filipa Pięknego i Joanny Szalonej - wynosił 0,025, czyli był bardzo mały. Wiemy, że obie rodziny - Habsburgów i Trastamarów - były dość obciążone dziedzicznie, ale stopień pokrewieństwa małżonków był tak daleki, że bezpośredniego niebezpieczeństwa genetycznego prawie nie było. W ciągu krótkiego trwania tego burzliwego małżeństwa, kiedy Filip szalał za spódniczkami, a Joanna była śmiertelnie zazdrosna o niego, spłodzili szóstkę zdrowych dzieci. Ta zazdrość była powodem pełnego wybuchu jej choroby psychicznej. Nawet po śmierci nie odstępowała małżonka w trumnie na krok i dopiero, chyba po dwóch latach, udało się jej ojcu zaaranżować fikcyjny napad bandycki, który wreszcie oddzielił małżonków, bo "bandyci" zarekwirowali trumnę z jej ukochanym. Niebezpieczeństwa genetyczne kumulują się, jeśli małżeństwa bliskich krewnych są wielokrotne. I tak współczynnik wsobności biednego Karola II był wyższy niż dziecka brata i siostry, wynosił, bowiem 0,254.
Po utracie cesarstwa i wielu dóbr materialnych Habsburgowie wynormalnieli. Żenili się i wychodzili za mąż już nie tylko poza rodziną, ale zawierali nawet tzw. małżeństwa morganatyczne, czyli z osobami z ludu, bez herbów. Habsburżanką z takiego małżeństwa najbardziej znaną obecnie w Polsce jest Maria Krystyna z Żywca. Choć pełne jej nazwisko brzmi odstraszająco skomplikowanie (Maria Krystyna Immakulata Elżbieta Renata Alicja Gabriela Habsburg-Lotaryńska, księżniczka von Altenburg), jest niezwykle sympatyczną, przystępną i kochaną przez mieszkańców Żywca osobą. Jest bardzo aktywna w działalności charytatywnej. Dopóki mogła chodzić, była przewodniczką po swym pałacu zamienionym w muzeum. Zamieszkała w skromnej służbówce przy pałacu. Teraz na wózku inwalidzkim jest ciągle bardzo czynna. Przepędzona przez komunistów z Polski po wojnie, mieszkała w Szwecji u matki i w Szwajcarii. Była bezpaństwowcem, bo czując się rodowitą Polką nie przyjęła żadnego innego obywatelstwa.
W 1993 r. odzyskała polskie obywatelstwo i wróciła na stałe do Polski. Nie narzeka, a nawet chwali sobie swoje małe lokum, jest dumna z tego, że Polacy z jej Nowego Zamku zrobili muzeum i że wszelkimi wspaniałościami tam zachowanymi może dzielić się z mieszkańcami Żywca oraz dziesiątkami tysięcy turystów tam przybywających.
Władysław Pomarański












