BOŻE NARODZENIE. Święta Bożego Narodzenia w każdym kraju i religii obchodzone są inaczej. Łączy je betlejemska stajenka, wigilijna wieczerza i rodzinny charakter.
W prawosławiu Boże Narodzenie 7 stycznia
Inne są zwyczaje i daty świąt. Np. w religii prawosławnej i stosowanego w niej kalendarza gregoriańskiego, Boże Narodzenie przypada 7 stycznia - 13 dni później, niż święto wyznaczone w kalendarzu juliańskim, obowiązującym w Kościele Katolickim.
- Miało być obchodzone w okresie przesilenia zimowego, w najkrótsze dni w roku. W 45 r. p.n.e., gdy Juliusz Cezar, wprowadzał kalendarz juliański, najkrótszy dzień roku przypadał 24 grudnia. Wskutek niedoskonałości tego kalendarza, zaczęto notować coraz większe rozbieżności pomiędzy datami kalendarzowymi, a zjawiskami astronomicznymi, które były niezależne od przyjętych sposobów liczenia czasu - tłumaczy Marian Mikołajewicz, znawca kultury huculskiej, prowadzący w Nielepicach (gm. Zabierzów) Stadninę Koni Huculskich. Wiedzę zgłębia też z opracowań Oskara Kolberga oraz Włodzimierza Szuchiewicza.
Tajemnicza Wieczerza z duszami bliskich i nieznanych
W kulturze huculskiej, każde ważniejsze święto jest poprzedzane wigilią, a bożonarodzeniowe, nazywane jest przez nich Tajemniczą Wieczerzą. Wszystkie wigilie wiązały się z różnymi zabobonami i wierzeniami.
Podobnie jak w naszej tradycji, gospodyni przygotowywała 12 potraw, a gospodarz czyścił i oporządzał bydło, konie, owce, pasiekę.
Także w cerkwi odświeżano ołtarze, wymieniano świece w lichtarzach, odkurzano święte obrazy.
Na Wigilię do rodzinnego domu przybywali wszyscy. W wigilijny wieczór można było spotkać się nie tylko z najbliższymi, ale też z duszami tych, którzy już odeszli. - Huculi wierzyli, że w czasie uroczystej Wigilii ich dusze przysiadają na ławie koło pieca, zjadają pozostawione specjalnie dla nich okruszki i ze szczególnym upodobaniem słuchają muzyki, a osobliwie skrzypiec. Dlatego każdy, kto chciał usiąść koło pieca, musiał najpierw lekko zdmuchnąć siedzącą tam duszę, by nie zrobić jej krzywdy - opowiada Marian Mikołajczyk. Huculi pamiętali nie tylko o bliskich, ale też o zupełnie nieznanych im osobach, np. które zginęły w lesie, z rąk zbójników, utonęły podczas powodzi lub spławów drewna.
Bób pierwszą potrawą
Wigilię rozpoczynał gazda, rozpalając rano na dworze watrę, z której brano ogień do domowych pieców. Zadawał najlepsze siano zwierzętom, a pszczołom miód i wodę. Wieczorem wystrzałem z pistoletu dawał znać, że za chwilę rozpocznie się wieczerza. Gdy domownicy zakładali odświętne stroje, gazda z kagankiem napełnionym wonnymi ziołami, trzykrotnie okadzał całe obejście, aby nieszczęścia nie miały do niego dostępu.
Na stół pod obrus, ścielono siano, a pod nim, również na sianie, kładziono rząd koński i wołowe jarzmo. Uroczystą Wigilię zaczynano od solonego, moczonego bobu. Później były m.in. ryby, gotowane pierogi, gołąbki, suszone śliwki, kutia, kartofle z olejem lnianym i czosnkiem, groch z olejem i cebulą, kasza jęczmienna z miodem, fasola ze śliwkami.
Bez czarów święta nieważne
Po wieczerzy, gospodarz nabierał do naczynia trochę każdej potrawy, solił, mieszał z rozdrobnionym ziarnem i tą mieszanką karmił osobno każde zwierzę.
Odprawiał też różne zaklęcia, bo bez nich nie można było obchodzić żadnego święta. Z chlebem, miską maku i rozżarzonymi węglami z kadzidłem, obchodził zagrodę, przeganiając w ten sposób wiedźmę.
Udział w czarach, miała też gospodyni. Przy blasku świec, do nowej misy, przy zakupie której nie wolno się było targować, dawała jedzenie z dziewięciu potraw, kołacz oraz dwa gliniane garnuszki - jeden z miodem, drugi z wodą, dodając do nich orzechy i jabłka. Gazda, powróciwszy z okadzania domu, zabierał przygotowaną misę, siekierę i wychodził na dwór, dokładnie zamykając drzwi. Wzywał na wieczerzę wilki, niedźwiedzie, lisy oraz czarnoksiężników i diabły. Dzięki temu miały nie odwiedzać jego zagrody od świąt Bożego Narodzenia do Wielkiej Nocy.
W Wigilię wróżby o zamęściu i zabawa
Panny na wydaniu nie przepuściły okazji, by nie wywróżyć sobie w ten wieczór daty swego zamążpójścia. - Jeśli panna, wychodząc po wieczerzy na dwór, usłyszała głos trembity, oznaczało to rychły termin wesela. Jeśli był to odgłos szczekania psów, z wesela były nici - mówi Marian Mikołajewicz.
Wieczór wigilijny nie mógł obyć się bez picia wódki z miodem, kaliną, cynamonem, goździkami oraz pieprzem. Gaździna tymi słowami kierowała toast do męża: "Pij zdrów, daj Boże zdrowia nam i wszystkim chrzczonym".
Wzajemne wizyty i zabawa była też nieodłącznym elementem wigilijnego wieczoru. Huculi zatrzymywali się w tych domach, gdzie były skrzypce, przy których mogli tańczyć. Instrument ten miał do białego rana bawić ich i towarzyszące im dusze zmarłych.
Dzień Bożego Narodzenia
obchodzony jest bardzo spokojnie. Można już spożywać nabiał i mięso, a resztki z wigilijnego, postnego stołu dostają zwierzęta.
W drugi dzień świąt rozpoczyna się kolęda, która jest niezwykle mocno zakorzeniona wśród Hucułów. - Kolęda huculska ma prastary rodowód, z pewnością sięgający pogańskich czasów. Nie wiadomo np. czy tańce kolędnicze wywodzą się z prasłowiańskich, czy też ze starych, stepowych obyczajów. Mam na myśli m.in. tańce orężne w kręgach tanecznych z bronią - mówi Marian Mikołajewicz.
Nie bacząc na głębokie śniegi i zazwyczaj srogą zimę w huculskich górach, przez niemal dwa tygodnie (od 7 do 19 stycznia) , grupy kolędnicze odwiedzają najmniejsze nawet przysiółki, życząc w zdrowia, urodzaju i wszelkiej pomyślności mieszkańcom odwiedzanych domów. Do dzisiaj bereza czyli główny kolędnik każdej grupy, składającej się wyłącznie z mężczyzn, wywodzi się z najstarszego rodu lub dziedziczy tę godność. - Ten obrzęd, badany dzisiaj wnikliwie przez etnomuzykologów, stanowi największe bogactwo rodzimego folkloru huculskiego - dopowiada Marian Mikołajewicz.
Nowy Rok przypada 13 stycznia
Także poprzedza go wigilia. Ten wieczór Huculi w całości poświęcają na wróżby, tańce i śpiewy, którym nieodłącznie musi towarzyszyć skrzypek.
Wtedy wróżby dotyczą urodzaju w nadchodzącym roku, śmierci i chorób w rodzinie. Przewidują czy krowy będą dawały mleko, które miesiące będą deszczowe, czy zdarzy się coś dobrego czy będą same nieszczęścia.
Panny na wydaniu, powierzają swój los głodnym kotom. Przygotowują im pierogi z sutą omastą i zapraszają do uczy. Której panny pieróg zostanie pierwszy pożarty, ta z pewnością pierwsza wyjdzie za mąż.
- Także wróżono wdowom i pannom "bez wianka", ale koty zastępowały psy. Miały więc psy i koty szczególny powód by wyczekiwać tego święta - komentuje pan Marian.
Zwierzęta mówią ludzkim głosem w Nowy Rok
W Nowy Rok zwierzęta przemawiały ludzkim głosem. Ponieważ w ten sposób rozmawiały z Bogiem, któremu opowiadały o traktowaniu ich przez gospodarza, nie wolno było takiej rozmowy podsłuchiwać, pod groźbą śmierci w najbliższym roku.
Huculi w ten dzień pozdrawiali się pomiędzy sobą, szli na nabożeństwo do cerkwi, jednak szczególnych zabaw ani uroczystości związanych z Nowym Rokiem nie organizowano.
Jordan, Chrzest Pański czyli Trzech Króli
To święto, obchodzono bardzo uroczyście. Przypada ono w sześć dni po Nowym Roku, a więc podobnie jak u nas, święto Trzech Króli.
Zgodnie z nauką Kościoła Wschodniego, właśnie dzień Chrztu Pańskiego, a nie jego narodzin, był początkiem chrześcijaństwa i po raz pierwszy objawił wszystkim Świętą Trójcę. W wigilię tego święta, nazywanego Jordanem, także poszczono. Wykonywano krzyże z wosku, przyklejano je do ścian do sufitu. Umieszczano je także w dzbanach, w których noszono wodę. Dzbanki musiały być opasane czerwoną włóczką i pachnącym zielem, aby nie imały się ich czary. Dzbanki zanoszono do cerkwi, w której pop poświęcał wodę. Od trójramiennego, cerkiewnego świecznika, gazdowie rozpalali hubkę, którą trzeba było przynieść do domu dymiącą. Okadzano nią całe gospodarstwo i głowy domowników, by nic złego się im nie przydarzyło.
W dzień Jordanu po nabożeństwie w cerkwi, następuje uroczyste święcenie wody. Zanurzane są w niej płonące, trójramienne świeczniki, wszyscy nabierają do naczyń świętą wodę, i mimo mrozu obmywają się nią przy rzece. Mężczyźni zanurzają w wodzie nogi w obuwiu i władają je natychmiast do zmrożonego śniegu. Lodowa skorupa podobno chroni nogi przed przemarznięciem.
Po powrocie z cerkwi, z zapalonymi świecznikami, wszyscy pili święconą wodę, którą dawali także koniom i bydłu. Kropili nią sady, warzywniki i pasieki.
Na pamiątkę święta Jordanu, pod koniec dnia, w odrzwiach, gazdowie mocowali małe, drewniane krzyżyki.
Wiele z wierzeń na Huculszczyźnie zachowało się do dzisiaj i tradycjete przekazywane są z pokolenia na pokolenie.
Ewa Tyrpa
http://www.e-dp.pl/pl/region/region-podkrakowski/1105577-swieta-u-huculow-sa-pelne-wierzen.html,0:pag:2,0:pag:3#nav0













