Motto:
Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba
Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
Dla darów Nieba…
Tęskno mi Panie…!
C. K. Norwid
Chleb. Najbardziej podstawowy i powszechny składnik naszego pożywienia, symbol dostatku i pomyślności. Wszystkie nasze życiowe zmagania i troski koncentrują się właśnie na tym, żeby „chleb leżał na stole”, żeby go nikomu nie brakowało.
„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…”
Chleb w kulturze polskiej ma bogatą i długą tradycję, sięgającą czasów słowiańskiej wspólnoty. Słowiańska gościnność i obrzędowość w połączeniu z chrześcijańską tradycją uświęcającą chleb zaowocowała na gruncie polskim bogactwem zwyczajów, które stały się ważną częścią naszego dziedzictwa kulturowego. Pierwsi chrześcijanie spotykali się potajemnie na tzw. „łamanie chleba”, które odbywało się na pamiątkę tej pierwszej wielkoczwartkowej Eucharystii. W czasie tych spotkań zgromadzeni dzielili się między sobą chlebem. Zwyczaj ten przetrwał w tradycji chrześcijańskiej w postaci Komunii św. I pozostał w obrębie świątyni. W Polsce natomiast starochrześcijańskie „łamanie chleba” przekroczyło progi świątyni i weszło do każdego domu w postaci dzielenia się opłatkiem w Wigilię Bożego Narodzenia. Jesteśmy jedynym narodem, który pielęgnuje ten piękny obyczaj. Wiąże się to nie tylko z tradycją chrześcijańską, ale również z polską, słowiańską gościnnością. Wyciągnięta z opłatkiem ręka w wigilijny wieczór to symbol wzajemnej, ludzkiej życzliwości, znak, „że Cię kocham, że się z Tobą ostatnim kawałkiem chleba podzielę”. Staropolskie zwyczaj nakazywał bowiem dzielić się chlebem z każdym potrzebującym. Dlatego drzwi każdego domu były zawsze otwarte, nawet w czasie nieobecności gospodarzy, aby strudzony wędrowiec mógł w każdej chwili wejść i posilić się kawałkiem chleba, który leżał na widocznym, honorowym miejscu. Zwyczaj ten obowiązywał zarówno w zamożnych jak i biednych domach i przetrwał bardzo długo, aż do XX w.
Mickiewicz opisując w „Panu Tadeuszu” dwór soplicowski zwracał uwagę jako na fakt oczywisty, że „brama na wciąż otwarta przechodniom ogłasza, że gościnna i wszystkich w gościnę zaprasza”. Chleb nie zawsze wyglądał tak jak dzisiaj. Nie zawsze miał taki sam kształt i taki sam smak. Zawsze jednak był w Polsce świętością. Starochrześcijańskie „łamanie chleba” dawni Polacy rozumieli dosłownie.
Chleba nie wolno było kroić nożem ani żadnym innym ostrym narzędziem. Wolno go było tylko łamać. Krojenie chleba nożem, podobnie jak wyrzucanie do śmieci uważane było za ciężki grzech. Dzisiaj jeszcze w niektórych regionach kraju, zwłaszcza na wsi niedopuszczalne jest wbijanie noża w chleb, a dobry obyczaj nakazuje by najpierw uczynić nożem znak krzyża na chlebie, a dopiero potem kroić go. Spożywanie chleba było dawniej czymś w rodzaju komunii. Należało się do tego odpowiednio przygotować, to znaczy umyć ręce, pomodlić się i usiąść w godnym miejscu. Nie wolno było jeść w czapce na głowie ani bawić się chlebem. Jeżeli w czasie posiłku spadł przypadkiem kawałek chleba, należało go szybko podnieść, ucałować i zjeść. Szanowano każdą okruszynę chleba. Po każdym posiłku zbierano dokładnie wszystkie pozostałe na stole okruchy i wykorzystywano je albo do następnego posiłku, albo do karmienia zwierząt. W bogatych dworach i pałacach były nawet specjalne miotełki i srebrne lub złote szufelki do zmiatania ze stołu okruchów, które rozdawano później ubogim. Szczególne traktowanie chleba wynikało nie tylko z tradycji chrześcijańskiej, ale wiązało się również z jego leczniczymi właściwościami. Przez wiele stuleci chleb zmieszany ze śliną i pajęczyną był powszechnie stosowany, jako naturalny i skuteczny antybiotyk przyspieszający gojenie się ran i zapobiegający stanom zapalnym, zakażeniom itp.
Pieczeniu chleba towarzyszył zawsze bogaty ceremoniał połączono zarówno z modlitwą, znakiem krzyża na każdym bochenku jak i różnymi, magicznymi zaklęciami. Umiejętność wypieku chleba była cechą każdej gospodyni, a dla młodej dziewczyny warunkiem zamążpójścia. Jeśli młoda mężatka nie potrafiła upiec chleba, mogła być wypędzona z domu męża. Każda dobra gospodyni, a w późniejszych czasach piekarze mieli swoje sekrety dotyczące udanego wypieku, smaku i zapachu chleba. Starzy ludzie z rozrzewnieniem wspominają smak i zapach chleba z rodzinnego domu – bo taki był zawsze najlepszy, ale trafiają również wskazać miejsce, gdzie była kie- dyś piekarnia słynąca z dobrego chleba. Wybitny poeta emigracyjny Marian Hemar lwowianin w jednym ze swoich wierszy wspomina chleb z piekarni w Kulikowie koło Lwowa. Wspomnienie tego chleba jest dla niego równoznaczne z tęsknotą za Lwowem i utraconym rajem swojego dzieciństwa.
Jak kto jest z Warszawy,
Z Poznania albo Łodzi – nie szkodzi,
Ale przecież on wie, o co chodzi!
Ta skąd on może wiedzieć? Nawet jak si dowi, że milę od Lwowa
W miasteczku Kulikowie
Była cechowa piekarska osada
I piekli tam piekarze z dziada, pradziada.
Taki duży bochen, na bochnie skórka
Jak z wiśniowego drzewa, ale krucha, ale chrupka.
Po szesnastu latach, ja pamiętam jeszczy,
Jak świci, jak błyszczy si,
Jak chrzęszczy, jak trzeszczy.
I pachnie jak tylko si wejdzie do kuchni!
Ta ja wam więcej powim:
Jak czasem wiatr dmuchni na Rynku od straganów,
To naraz całym Rynkiem zajedzi tym zapachem,
Tą skórką i tym kminkiem.
Może kto z piekarzy, który z czeladników
Jeszcze gdzie pamięta, jaka to recepta?
Niech on ją zapisze i niech ją wyszepta
Dzieciom umierając – tak, by jego synek wiedział
Ili mąki, jakie drożdże, jaki kminek.
Niech to ocaleje, niech to si uchowa,
Ta mała cząsteczka prawdziwego Lwowa!
Bo Lwów to nie jest tylko okolica na mapach,
To ludzie, to piosenka, to ta mowa, to ten zapach!
Kulikowski chlib!
Dla polskich tułaczy rozsianych po całym świecie chleb był przypomnieniem ojczyzny i budził tęsknotę do kraju (…) gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi
przez uszanowanie dla darów nieba” Maria Konop-
noicka w swoim poemacie „Pan Balcer w Brazylii”
tak o tym opowiada:
„… Tu umilkł, dobył kozik z kamizelki,
I uczyniwszy przez bochen krzyż święty,
Stateczną k’sobie odwalać jął skibę,
Prószący łzami na nią. Tak był zjęty
Tą rzewliwością, co kiedy sadybę
Rodzoną spomni, to za sakramenty
Ma sobie każdą rzecz i jak przez szybę
Miesięczną patrzy, choć na żerdź u płota,
I wszystko jej się w łez srebrze migota.
A tak to po nas poszło, że my z płaczem
Chleb jak opłatek łamali, dzielili…
Człeku, co nigdy nie byłeś tułaczem,
Nie wyrozumiesz ty podobnej chwili!”
Jeden z powojennych pisarzy polskich Roman Brandstaetter w zbiorze opowiadań „Krąg biblijny” wspomina proste, zwyczajne zdarzenie ze swojego życia. Chleb spowodował, że zdarzenie to nabrało biblijnego, sakralnego znaczenia.
EMAUS W ZEBRZYDOWICACH
Po siedmiu latach wojennej tułaczki stanąłem wczesnym rankiem roku 1947 na polskiej ziemi. Gdy ośnieżony pociąg wtoczył się na stację w Zebrzydowicach, a ja, chuchając na ścięte lodem szyby, starałem się dojrzeć zarys tak dobrze znanego mi budynku stacyjnego drewnianej rozsypującej się budy – wydała mi się teraz złotymi wrotami prowadzącymi w głąb utraconego i nagle odzyskanego czasu – poczułem w sobie przypływ gorących i niecierpliwych uczuć, które są naszym udziałem, ilekroć witamy najdroższe i długo nie widziane osoby. Wybiegłem z wagonu. Ogarnęła mnie świeżość mroźnego poranka i przeraźliwa biel lasów uginających się pod ciężarem śnieżnej powały. Wszedłem do wnętrza dworca zalatującego zapachem machorki, wyziewami wilgotnych płaszczy i kożuchów i pogrążonego w tym szczególnym nastroju, należącym zarówno do dziedziny wrażeń zmysłowych jak i oderwanych, który emanują z siebie ludzie niewyspani znużeni przynaglani Pospiechem. Usiadłem za stołem i zamówiłem gorącą herbatę, chleb i kiełbasę. Herbata była nieco słomianego koloru i z pianką, kiełbasa tak jak ją opisuje Tuwim w „Kwiatach polskich”: „Kiełbasa w kabłąk – żmija śpiąca, własny swój ogon całująca”, a chleb był razowy, świeży, dobrze wypieczony, o ścisłym miąższu nieco przypalonej skórce, pokrajany w grube pajdy piramidalnie ułożone na talerzu. Sięgnąłem po jedną z nich i podniosłem do ust i nagle oślepiła mnie świadomość, która sparaliżowała ruch mojej ręki. Po raz pierwszy od wielu, wielu lat trzymałem w palcach ojczysty, polski chleb.
„I stało się, gdy spoczął z nimi przy stole,
Że wziąwszy chleb
Odmówił nad nim błogosławieństwo,
Przełamał go
I rozdawał im.
Wtedy otworzyły się im oczy
I poznali Go…”
(Ewangelia św. Łukasza 24, 30-31)
Przy stole nikt ze mną nie siedział, nikt nie błogosławił chleba leżącego przede mną, nikt go nie przełamał, ale mimo to ręka, w której trzymałem chleb mojej ziemi, drżała.
Przeobrażenia społeczne i cywilizacyjne XX w oraz upowszechnienie się przemysłowej produkcji pieczywa spowodowały, że zapomniano o wielu dawnych zwyczajach dotyczących chleba. Stało się tak, jak mówi w jednym ze swoich kazań ksiądz biskup Józef Zawitkowski*):
A ja gdy mszę odprawiam i chleb kładę na ołtarzu,mówię Bogu:
Dzięki Twej hojności otrzymaliśmy chleb,
Owoc ziemi i pracy rąk ludzkich.
Chleb kojarzy mi się wciąż z ziarnem, z siewem, ze żniwami,
Z pieczeniem chleba,
Ze świeżym podpłomykiem, który niosłem do chrzestnej
- bo chlebem trzeba się dzielić –
Z krzyżem na bochenku,
Z ucałowaniem okruszyny, która upadła na ziemię.
Dzisiaj chleb kojarzy się z traktorem-„bizonem”,
Piekarnią-gigantem, z produkcją,
z budą na samochodzie z napisem „Pieczywo”,
z wywieszką „chleb wczorajszy”,
z siatką na zakupy i, o zgrozo, ze śmietnikiem, gdzie leży stary chleb.
Bogaci jesteście chrześcijanie!
Tak szybko zapomnieliście, co to głód i chleb na kartki.
Brzydko jecie chleb, depczecie okruszyny.
Nie spostrzegacie, że łan dojrzewa, pachnie świeżym chlebem.
Nie spostrzegacie cudu rozmnożenia chleba.
Nie mówicie do Boga: Panie dawaj nam… tego chleba.
Nie prosicie Ojca w niebie:
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj…
Dlaczego straciliście tęsknotę za chlebem, którym jest Chrystus?
Mimo wszystko, dla nas, Polaków chleb wciąż stanowi pewnego rodzaju sacrum. Chlebem i solą wita się w Polsce ważnych gości, nowych gospodarzy, a przede wszystkim nowożeńców po ślubie w progu weselnego domu. Dawniej wszystkich weselników
częstowano chlebem, potem kołaczem, korowajem, pierogiem, a obecnie tortem. To obdzielanie biesiadników jakąś odmianą pieczywa ma swoją symbolikę
i jest kontynuacją starochrześcijańskiego „łamania chleba”. Trudno również wyobrazić sobie polskie dożynki bez ogromnego bochna chleba niesionego uroczyście przez chłopską gromadę do kościoła jako ofiarę dziękczynną za zebrane plony. Dożynkowy i weselny bochen chleba oraz wigilijny opłatek to nasz znak rozpoznawczy, nasza wizytówka w świecie, z której możemy być dumni.
*) Ks. bp J. Zawitkowski – jeden z najwybitniejszych współczesnych kaznodziei polskich. Jego literackie, pełne liryzmu kazania, wygłaszane wcześniej w kościele Św. Krzyża w Warszawie, przyciągają tłumy słuchaczy. Ks. bp Zawitkowski jest również autorem wielu modlitw i pieśni kościelnych, między innymi powszechnie śpiewanej w kościele w Polsce pieśni eucharystycznej „Panie, dobry jak chleb”.
KOMENTARZ
Powyższy materiał może być wykorzystany na zajęcia z tzw. kulturoznawstwa
Lekcja powinna mieć uroczysty charakter. Odświętne ubranie, stół nakryty białym obrusem i leżący na nim chleb mogą pomóc w stworzeniu odpowiedniego do tematu nastroju. Lekcje można zacząć od uroczystego wniesienia chleba, modlitwy „Ojcze nasz” lub powitania
chlebem i solą ewentualnych gości. W lekcji powinni brać udział wszyscy uczniowie. Po wstępnej pogadance nauczyciela uczniowie mogliby zaprezentować wcześniej zebrane informacje dotyczące wypieku chleba i rodzinnych tradycji związanych z chlebem. Można również wykorzystać znane teksty literackie, przysłowia ludowe i aforyzmy dotyczące chleba (np. wyjaśnić sens powiedzenia „z niejednego pieca chleb jadł”). Można się nawet pokusić o przygotowanie krótkiej inscenizacji przedstawiającej wypiek chleba w dawnym polskim domu, czy zwyczaje dotyczące chleba a obowiązujące w danym regionie. Każda metoda prowadzenia rej lekcji będzie dobra, jeżeli będzie miała na celu nie tylko zapoznanie uczniów z miejscem chleba w polskiej tradycji i kulturze, ale przede wszystkim głębokie przeżycie emocjonalne i patriotyczne.
Alicja Omiotek
Lublin
Ze strony Echo polesia - http://www.echapolesia.pl/













