Prawo i bezprawie
Ryszard Rydiger, 51-letni adwokat z Krakowa, zasłynął niedawno jako gorliwy obrońca dobrego imienia Lecha Wałęsy, jego rodziny i własnych uczuć. Urażonych przez Pawła Zyzaka, autora głośnej książki "Lech Wałęsa. Idea i historia" oraz spółkę Arcana, jej wydawcę. Niektórzy pamiętają Ryszarda Rydigera jako kandydata do Sejmu z listy Samoobrony - w czasach, gdy Andrzej Lepper publicznie atakował pierwszego przywódcę "Solidarności". I mówią: ironia losu.
- Tego, co wypowiedziałem wydawnictwu Arcana, nie nazwałbym wojną, bo wojna kojarzy się negatywnie - tłumaczy mecenas. - Był to impuls. Instynktowne oburzenie. W obronie Lecha Wałęsy. Pierwszy raz w życiu zrobiłem coś, czego nie przemyślałem. Reszta jest tego konsekwencją, ale drugi i trzeci raz postąpiłbym tak samo.
Książka "Lech Wałęsa. Idea i historia" oparta jest na pracy magisterskiej obronionej przez Pawła Zyzaka na Uniwersytecie Jagiellońskim w czerwcu 2008 roku. Promotorem pracy był prof. Andrzej Nowak, a recenzentem prof. Zdzisław Zblewski. Pisząc o Lechu Wałęsie, Zyzak korzystał z kilkuset wcześniej opublikowanych źródeł oraz z materiałów archiwalnych i wywiadów z 53 osobami. 13 odpytanych osób zastrzegło sobie anonimowość. Zyzak chciał też porozmawiać z głównym bohaterem książki, ale spotkał się z odmową.
Książka wywołała wiele kontrowersji, przede wszystkim z uwagi na dowody mające świadczyć o współpracy Lecha Wałęsy z bezpieką. Były prezydent nie krył oburzenia. Mówił, że jeśli te wątki nadal będą opisywane, wyjedzie z kraju. "Instynktowne oburzenie" poczuł również mec. Rydiger. Złożył pozew przeciw wydawnictwu, które opublikowało książkę. Gdy wyrok okazał się dla adwokata niekorzystny, pozwał Arcana jeszcze raz. W imieniu kolejnej pokrzywdzonej publikacją: Anny Domińskiej, córki Lecha Wałęsy.
- Kto kogo znalazł? Pan ją czy ona pana?
- Nigdy nie szukałem klienta - zapewnia Rydiger.
- To znaczy pani Anna pana znalazła i poprosiła o reprezentowanie w tej sprawie?
- Po prostu cieszę się, że mogę tę sprawę prowadzić. To dla mnie zaszczyt i nie wątpię, że zakończy się sukcesem.
Być może to nie adwokat, lecz medialny szum wokół niego i wokół sprawy Zyzaka przyciąga kolejnych pokrzywdzonych. Po Annie dołączył do tego grona Józef Drogoń, jej ojciec chrzestny, autor kilku zdjęć umieszczonych w książce.
Mecenasa Rydigera łatwo znaleźć nie tylko za sprawą medialnego szumu, ale także dlatego, że jako jeden z nielicznych adwokatów na swojej stronie internetowej oferuje usługi przez telefon 0-700... Płatne 7,63 zł brutto za minutę.
Arcana kontra Arcana
W październiku zeszłego roku mec. Rydiger założył wydawnictwo, by być - jak tłumaczył mediom - obrzydliwie bogatym wydawcą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby powołanej przez siebie spółki nie nazwał "Wydawnictwo Arcana Sp. z o.o.". Wydawca książki Zyzaka, z którym Rydiger toczy spór, nazywa się "Arcana sp. z o.o.". Jedyną różnicą w nazwie spółek jest więc słowo "Wydawnictwo".
- Mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją - uważa Zuzanna Dawidowicz, dyrektor spółki "Arcana". - Wydaliśmy już ponad 240 różnych tytułów, a pan Rydiger nie wydał niczego. Chodzi mu tylko o zniszczenie i skompromitowanie naszej firmy.
Spółka "Wydawnictwo Arcana" mieści się na... dwóch metrach kwadratowych korytarza kancelarii Rydigera. Te dwa metry mecenas wynajmuje sam sobie. Za 100 złotych. Kapitał zakładowy "Wydawnictwa Arcana" to 5 tysięcy złotych, ale mecenas zapowiada jego powiększenie do 5 milionów zł.
ak dotąd mecenas wysłał zakładom graficznym, Empikowi, drukarni na Zabłociu i wielu innym listę książek wydanych przez "Arcana" Zuzanny Dawidowicz, które - według niego - powinny mu być obowiązkowo odesłane, ponieważ ukazały się po powołaniu przez niego własnych "Arcanów". Wywołał tym potworny zamęt w środowisku wydawniczo-drukarskim. Zuzanna Dawidowicz obawiała się nawet o swoją wiarygodność, gdyż jej partnerzy handlowi nie wiedzieli, jak się w tej sytuacji zachować.
- Pan mecenas rozsyła pisma do naszych kontrahentów, żądając niedrukowania naszych książek. I zwrotu drugiego wydania książki Zyzaka swojej spółce - opisuje szefowa spółki "Arcana".
Gdy w rozmowie z mecenasem poruszam sprawę jego wydawnictwa, wyraźnie się ożywia...
- Czy powołanie do życia "Wydawnictwa Arcana" to prowokacja prawna? Nie widzi pan tu nieuczciwej konkurencji?
- Na rynku krakowskim są cztery firmy, które mają w swej nazwie słowo "Arcana"... Jedna to zarząd nieruchomości, jedna Instytut Arcana. Dwie wydają książki...
- Jedna z nich to pana firma..?
- Mam udziały w tej firmie. Jest to niepodległy podmiot.
- Jeszcze raz zapytam: czy to prowokacja?
- Pyta pani prawnika, czy łamie prawo?
- Jak to możliwe, że pisał pan do kontrahentów spółki Arcana, zakazywał pan druku książek spółki pani Dawidowicz?
- To wszystko zgodnie z prawem. To taki odruch z naszej strony. Ja nazywam się Ryszard Rydiger i mówię "Ryszard Rydiger jestem". Uczciwie. A jak ktoś się nazywa Jan Kowalski i przedstawia się "Jan III Sobieski", to jest to nieuczciwe.
Mecenas tłumaczy, że drugie wydanie książki Zyzaka wyszło, kiedy wydawnictwo, w którym ma udziały, już istniało. Twierdzi, że spółka Zuzanny Dawidowicz firmowała tę książkę nazwą jego spółki: "Wydawnictwo Arcana", zamiast własną - "Arcana" bez "Wydawnictwo".
- Dla mnie, jako prawnika, to niedopuszczalne. Wszelkie prawa przechodzą na podmiot, który widnieje w książce, czyli wydawnictwo, w którym mam udziały - wyjaśnia Rydiger.
Sprytnie... Ale czy etycznie?
- Zgodnie z literą prawa - odpowiada.
Przyznaje, że jeszcze nie wydał żadnej książki. Ale "wydaje serwis". I rości sobie prawa do książek spółki "Arcana" opatrzonych nazwą "Wydawnictwa Arcana".
- No, mam prawo... Zresztą nie ja roszczę, tylko wydawnictwo, w którym mam udziały i któremu odnajmuję kawałeczek mojej kancelarii.
Pytamy, czy chciał wykorzystać nieścisłość w nazwie, by coś komuś uświadomić albo zyskać rozgłos jako sprytny prawnik? Odpowiada, że wcale nie czuje się sprytny. Nie widzi się też w roli wychowawcy narodu.
- Nie mam takiej misji. Każdy w tym kraju ma prawo zarejestrować każdy podmiot, sąd jest zobowiązany do tego, aby badać, czy mieści się to w granicach prawa...
W tej chwili nie jestem zgromadzeniem
Pytany o plany wydawnicze odpowiada, że musi najpierw zebrać wspólników i się z nimi naradzić.
- A ilu ma pan wspólników?
- Jeden jest wspólnik.
- To znaczy pan i kto jeszcze?
- Jeden jest tylko człowiek.
- Jeden w ogóle? Pan?
- Tak, to ja, ale w tej chwili nie występuję w roli zgromadzenia, więc trudno mi się wypowiedzieć.
- A można liczyć na spotkanie z panem jako zgromadzeniem? Żeby zgromadzenie odpowiedziało mi na pytanie o plany?
- Na razie nie. Firma jest w początkowym stanie, bardzo ważne są kwestie marketingowe... Szukam marketingowca... Może pani złoży CV?
CV nie złożyłam, ale poprosiłam o receptę, jak stać się obrzydliwie bogatym. Wszak od prawie roku mecenas obrzydliwie bogatym się staje. Tak w każdym razie mówi w mediach. Ktoś mógłby sobie pomyśleć, że to bogactwo rodzi się na rozgłosie związanym z "obrazą Wałęsów".
- Nie przyszło mi to do głowy - odpowiada mecenas. - Kręgi skojarzeniowe trzeba mieć szerokie, żeby tak pomyśleć... Ja takich nie mam.
- Ale sam pan mówił, że chce być obrzydliwie bogaty...
- Podoba mi się ten tekst, więc mówię go dziennikarzom.
Czarne i białe
- Podczas rozpraw i spotkań w korytarzu sądowym był bardzo niemiły, zachowywał się niegrzecznie względem mnie - mówi Zuzanna Dawidowicz. Na pytanie sądu, dlaczego powódka, córka Lecha Wałęsy, nie przybyła na żadną z rozpraw, powiedział: "To by był zbyt duży honor dla pani Dawidowicz, gdyby pani Anna się pojawiła". Innym razem na cały głos na sali sądowej mówił o mnie i wydawnictwie: "Otaczają nas siły ciemności i musimy z nimi walczyć".
- Na mnie wpływają emocje - tłumaczy adwokat. - Może pod wpływem stresu, adrenaliny inaczej postrzegam rzeczywistość? Kolory zanikają, wszystko robi się czarne i białe.
W trzecim pozwie mecenas reprezentuje Józefa Drogonia z Gdańska, autora kilku zdjęć zamieszczonych w książce Zyzaka. Pan Józef przed laty był bliskim znajomym Lecha Wałęsy i jego współpracownikiem. Podarował kilka swoich zdjęć autorowi książki o Wałęsie, zgodził się na ich publikację w pracy magisterskiej. Ale, jak zastrzega, że nie było mowy o ich zamieszczeniu w książce, dlatego chce, by je usunięto z publikacji Zyzaka. Nie walczy o pieniądze.
W pozwie z 16 września reprezentowany przez mec. Rydigera Drogoń domaga się m.in. "trwałego usunięcia" z kart książki Zyzaka wszystkich swoich fotografii oraz zakazu ich używania w przyszłości przez spółkę Arcana "w jakiejkolwiek formie".
Zuzanna Dawidowicz jest zszokowana:
- Żąda chyba, byśmy wyrywali kartki z książek.
Jak dodaje, sam Józef Drogoń od czasu ukazania książki nie odezwał się ani do wydawcy książki, ani do jej autora. Pierwszy kontakt był dopiero w liście z propozycją ugody. Do której w końcu nie doszło, stąd proces. Trzeci.
Zuzanna Dawidowicz zapewnia, że z następnych wydań książki, jeśli takowe będą, usunie zdjęcia. Te deklaracje nie wystarczają jednak ani Drogoniowi, ani jego pełnomocnikowi.
- Teraz dopiero wychodzi na jaw - mówi mec. Rydiger - że jestem chyba jedynym człowiekiem w kraju, który przeczytał tę książkę ze zrozumieniem i obejrzał wnikliwie zdjęcia.
Internetowy serwis "wobronielechawalesy.pl" zamieszcza historię procesów wytoczonych spółce Arcana, pisma sądowe, nawet stenogramy rozpraw i dane świadków. - Na upublicznianie danych prywatnych z adresami i personaliami serwis musi mieć naszą zgodę i zgodę świadków. A jej nie ma - oburza się Zuzanna Dawidowicz.
Jej spółka złożyła oficjalną skargę na działalność mecenasa Rydigera do Okręgowej Rady Adwokackiej. Postępowanie trwa od maja. Jak dotąd adwokatowi nie postawiono jednak żadnych zarzutów. Do czasu zakończenia procesu mecenas Wojciech Sobczak, zajmujący się sprawą Rydigera, nie chce wygłaszać żadnych komentarzy.
Sam Rydiger obiecuje, że wszelkie zarzuty Zuzanny Dawidowicz "weźmie sobie do serca i rozpatrzy."
Naiwność w sensie publicznym
A może chodzi mu o rozgłos? Zbliżają się wybory samorządowe, potem parlamentarne...
- Ciągnie pana do polityki, prawda? Pamiętam pańską reklamę wyborczą z 2007 roku, wisiała na rondzie Matecznym. Kandydował pan z listy Samoobrony.
- To była naiwność w sensie publicznym - odpowiada mecenas. - Zabawa, żart, można nawet powiedzieć: happening.
- Nie chciałby pan być "obrzydliwie bogatym" politykiem?
- Nie. Chcę być obrzydliwie bogatym wydawcą.
- Dlatego po Samoobronie przyszła kolej na obronę Wałęsy?
- Koncentruję się na celach, a nie na środkach... Sprawa obrony Wałęsy jest na etapie osiągania celów. I cel zostanie osiągnięty.
Katarzyna Handerek
http://www.dziennik.krakow.pl/pl/magazyny/magazyn-piatek/1068177-obrzydliwie-bogaty-wydawca.html,0:pag:3,0:pag:4#nav0
Kalendarium bojów sądowych
* 31 marca 2009 mec. Ryszard Rydiger pozwał spółkę Arcana o naruszenie "dobra osobistego, jakim jest pamięć i szacunek dla osoby Lecha Wałęsy"
* 14 października 2009 mec. Rydiger wniósł pozew przeciwko spółce Arcana w imieniu Anny Domińskiej, córki Lecha Wałęsy
* 26 stycznia 2010 Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił powództwo Rydigera przeciwko spółce Arcana, uznając, że książka Pawła Zyzaka o Lechu Wałęsie nie narusza dóbr osobistych adwokata. 11 maja Sąd Apelacyjny podtrzymał ten wyrok.
* 15 lipca 2010 Sąd Apelacyjny, zmieniając marcowy wyrok Sądu Okręgowego w drugiej prowadzonej przez mec. Rydigera sprawie, oddalił powództwo Anny Domińskiej, uznając, że nie wykazano, iż publikacja Zyzaka naruszyła jej dobra. Córka Lecha Wałęsy nie stawiła się bowiem w sądzie, by przedstawić swoje racje. Rydiger zapowiedział kasację.
* 16 września 2010 mec. Rydiger złożył pozew przeciwko spółce Arcana w imieniu Józefa Drogonia, autora części zdjęć zamieszczonych w książce Zyzaka. (ZB)













