Z cyklu: Przemyślane pod prysznicem
Chciałbym dziś podzielić się z Czytelnikami moimi wrażeniami po przeczytaniu książki, która mną wstrząsnęła. Nie należy moich słów źle zrozumieć. Książka napisana jest bardzo dobrze, tylko tematyka bulwersuje i - moim zdaniem - powinna bulwersować każdego normalnego człowieka. Tytuł brzmi: "Biała cisza". Jej autorką jest absolwentka filologii polskiej Uniwersytetu Gdańskiego, Ela Sidi, Polka, jak pisze o sobie, "Gojka" mieszkająca w Izraelu.
Wbrew, wydawałoby się oczywistym skojarzeniom, książka ta nie ma nic wspólnego z tematyką polsko-żydowską. Dotyczy ona bowiem problemu ponadczasowego i ponadnarodowego, jakim jest alkoholizm w rodzinie. Na kanwie własnych doświadczeń z czasów dzieciństwa, aczkolwiek w sposób zbeletryzowany i zapewne z koniecznymi zmianami okoliczności, Ela Sidi maluje obraz koszmaru, jaki panuje w rodzinnym domu z ojcem alkoholikiem, którego dziecko się boi, a jednak kocha. Ta dramatyczna historia osadzona jest na terenie robotniczego Śląska ery gierkowskiej. Jest ona tym bardziej dramatyczna, że opowiedziana głosem dziewczynki, językiem celowo naiwnym, nawet miejscami infantylnym. Problem alkoholizmu i rozkładu rodziny widziany jest oczyma dziecka, które przedwcześnie zmuszone jest bronić się przed często okrutnym światem dorosłych. Tak dzieje się, pomimo występujących w książce także momentów dziecięcej radości.
Matka Ani - bohaterki książki - umiera wkrótce po urodzeniu młodszego brata. Od tej chwili ona i starszy brat zdani są na zachowanie i humory ojca, który z pijaństwa nie potrafi wyjść, a w pijanym widzie nie liczy się ze słowami, potrafi terroryzować i znieważać słownie. Dochodzi też do rękoczynów. Kiedy, co mu się czasem zdarza, nie jest pijany, stara się dzieciom sprawiać przyjemności, ale przeważnie kończą się one tak, jak można było z góry przewidzieć.
Znamienny jest opis, jak to ojciec zabiera dzieci do wesołego miasteczka. Wygrywa dla nich nawet jakieś nagrody, strzelając do celu. Jednak wieczorem, kiedy dzieci, znużone, chcą wracać do domu, słyszą, że "tylko jeszcze jedno piwko i zaraz jedziemy". Kiedy wreszcie mają już jechać, zjawia się kumpel ojca, więc trzeba koniecznie spotkanie opić. Znów dzieci słyszą, że mają kolejną chwilkę zaczekać. A kiedy ojciec już nieprzytomny zasypia z głową na śmierdzącym piwem stole, dzieci za wszystkie swoje zaoszczędzone kieszonkowe wracają same taksówką do domu, ponieważ ostatni autobus już odjechał. Opowiedziana tu przez mnie scena należy do tych absolutnie najłagodniejszych. Autorka nie oszczędza czytelnika, nie chroni go przed wulgaryzmami bez skrótów, bez wykropkowania. Wali wszystko ostro i wyraźnie, tak, jak to brzmiało. Te wulgaryzmy, a przewijają się one przez całą książkę, wydają się być niemal częścią normalnej międzyludzkiej komunikacji, a już z pewnością pewnym znakiem tożsamościowym ojca. Autorka stwarza tym samym atmosferę autentyzmu. Opisy kolejnych awantur są tak sugestywne, że czytelnik, a przynajmniej ja, czułem się, jakbym był tam na miejscu. Mała bohaterka i jej brat błąkają się po różnych domach, są raz u jednej babci, drugi raz u drugiej, już jako dzieci zmuszone są uczyć się zachowań obronnych, żeby tylko mieć spokój. W dysfunkcjonalnej rodzinie zagrożenie przychodzi nie tylko ze strony ojca alkoholika. Jako zaledwie siedmioletnie dziecko, mała bohaterka książki doznaje molestowania seksualnego. Jest przerażona tym, co z nią zrobiono, ale jeszcze bardziej boi się o tym głośno powiedzieć, poskarżyć się komukolwiek, ponieważ została w perfidny sposób zaprzysiężona do zatajenia incydentu i sterroryzowana groźbą smażenia się po wieki w piekle za złamanie przysięgi.
Kiedy ojciec żeni się po raz drugi, nadzieje na normalniejsze życie też szybko okazują się płonne. Ojciec bije nową żonę, a dzieci niejednokrotnie stają w jej obronie, pomimo doznania od niej też poniżenia i krzywd.
Gehenna dnia powszedniego bynajmniej nie ogranicza się do tzw. domu rodzinnego, jeśli go tak można nazwać. Oto nadchodzi czas pierwszej komunii. Siostra katechetka złości się na dziecko, że nie przyprowadziło rodziców na próbę. A co dziewczynka ma odpowiedzieć? Że matki nie ma, a ojca wstydziłaby się pokazać? Dziecko, przedwcześnie dojrzewające umysłowo i emocjonalnie, zaczyna widzieć rozdźwięk między pustymi frazesami i rytuałami religijnymi a tym, czego religia uczy.
Autorka książki jest jednocześnie bystrym obserwatorem życia w PRL-u, z jego szarzyzną, brakami, kolejkami od piątej rano pod sklepem, w których dziecko, w lichych i przemakających butach, zmuszone jest wystawać, czasem daremnie. Przy jednej takiej okazji dochodzi do awantury między ludźmi wystającymi w kolejce, w której pobita zostaje kobieta w ciąży. Dziecko patrzyło, obserwowało i uczyło się. Książka "Biała cisza" ukazuje proces zwątpienia w autorytet, czy przykład dorosłych, odchodzenia od religii, zanik wiary w rodzinę, w innych ludzi, w wartości.
Samo pojęcie: biała cisza, które autorka przyjęła jako tytuł książki, to w moim zrozumieniu psychologiczna ucieczka dziewczynki od koszmaru, który wokół niej wybucha, wyłączenie się z rzeczywistości i wyobrażenie sobie jakiejś białej oazy błogości i spokoju, zagłuszającej krzyki, złość, ból i wstyd, które zmuszona jest zbyt często przeżywać.
Wydaje mi się, że po latach, kiedy ma już własną, normalną rodzinę, Ela Sidi "dojrzała" do momentu, kiedy może opowiedzieć o tych trudnych doświadczeniach sprzed lat. W książce pokazane są też rzadkie, ale radosne chwile, nostalgicznie zapamiętane z czasów dzieciństwa. Książka ta spełnia też ważną funkcję uświadomienia społeczeństwa o problemie dzieci z rodzin nawiedzonych alkoholizmem. Pamiętajmy: to jest nie tylko problem alkoholika - to jest przede wszystkim wielki problem niewinnych dzieci!!!
Jest to książka, którą powinien przeczytać każdy. Otwiera oczy na ogrom tragedii, jakie ukrywane są w wielu rodzinach. W Kanadzie mówi się o tym coraz więcej i bardziej otwarcie. W Polsce książka taka, jak tu opisywana, należy do nielicznych. Książkę tę, jak na razie można dostać tylko w Polsce. Można ją jednak zamówić bądź przez Internet, bądź, jak sądzę, poprzez nasze lokalne polonijne księgarnie. Ażeby ją znaleźć, wystarczy w wyszukiwarce internetowej wpisać: "Ela Sidi", bądź "Biała Cisza", a otworzą się strony, na których znajdują się wszelkie informacje potrzebne do sprowadzenia tej książki. Można wejść też na stronę: http://semper.pl/bialacisza/.
Niezależnie od książki, Ela Sidi pisze ciekawy blog zatytułowany "Gojka z Izraela", który można przeczytać na stronie: http://gojka.blog.onet.pl/. Polecam zarówno książkę, jak i blog, który rzuca ciekawe światło na życie w Izraelu.
Czytaj www.gazetagazeta.com













