Ludwik Mycielski, benedyktyn, autor między innymi "Jak czytać Pismo Święte", "Mój szary różaniec", "Dziennik mnicha", "Ewangelia w Ewangelii", "Głoście Ewangelię", "Cztery Święte Znaki", "Vademecum benedyktyńskiego oblata", tym razem oddaje do rąk czytelnika książkę niezwykłą – opowieść autobiograficzną, kronikarską...
W jednym z wywiadów na pytanie do kogo Ojciec adresuje swoje książki, przeczytałam takie oto słowa:
"Nie ukrywam, że było moim marzeniem – choć wydawało mi się ono nie do urzeczywistnienia – żeby pisać książki, które wciągają swoim autentyzmem, które wzbudzają ciekawość. Myślałem: „Może kiedyś właśnie na haczyk tego zaciekawienia złapię czytelnika tak, że krok po kroku doprowadzę go do treści Bożych, do treści Ewangelii, do których by nie sięgnął, gdyby nie jego zaciekawienie? Może ktoś przez to pokocha Pana Jezusa?". " – i taka właśnie jest książka "Jak mi przyszło być żołnierzem".
Ile musi mieć w sobie człowiek wiary, by nie zwątpić w Boga i człowieka? Kim są ludzie, którzy wspierają – zdawałoby się człowieka niestrudzonego w jego powołaniu? Jak wielkie jest działanie Pana Boga, by człowiek podniósł się z upokorzenia? Każdy z nas postawiony wobec takich pytań udzieli innej odpowiedzi, ojciec Ludwik przede wszystkim nikogo w swojej książce nie oskarża, nie wyrokuje, nie jest sędzią i nie jest katem. Mówiąc wprost z faktograficzną dokładnością, opowiada nam o prawie 50 latach życia zakonnego. Osobiście podzieliłabym "Jak mi przyszło być żołnierzem" na trzy części -
- życie we wspólnocie
- studia i co z nich wynikało
- oraz trzecią część pod moim tytułem "Kochać mimo wszystko".
O ile Czytelnikowi pozostawiam do oceny dwie pierwsze, o tyle chciałabym zwrócić uwagę na "tą moją trzecią część". Wiemy doskonale, że Kościół katolicki w okresie socjalizmu i komunizmu w Polsce był prześladowany, wiemy o działalności zarówno "księży patriotów" jak i o osobach konsekrowanych, które nie ugięły się przed SB, poznajemy nazwiska tych, którzy mimo swojego powołania – zdradziły ... W lutym 2006 Tadeusz Isakowicz-Zaleski wystąpił z postulatem
ujawnienia konfidentów SB działających wśród duchowieństwa archidiecezji krakowskiej, w swoich pracach, artykułach, na swojej stronie internetowej wprost mówi o prześladowcach i prześladowanych. Ojciec Ludwik nie stawia siebie w roli pokrzywdzonego – a takim był – ani też nie powie, nie nazwie po imieniu człowieka, który grając rolę dobroczyńcy, przeora, wychowawcy – donosił na swoich współbraci.
Przyzwyczaiłeś się już do faktu, że wciąż pojawiają się nowe dowody, nowi oskarżeni, nowi TW ? Przyzwyczaiłeś się do ludzkiej krzywdy wynikającej z lustracji, masz już wyrobione zdanie w tym temacie? Jeśli Twoja odpowiedz jest twierdząca, to polecam właśnie Tobie do przeczytania to, co przeżył ojciec Ludwik, a pewnie zmienisz zdanie!
I na koniec słowa Ojca: "prawda zwycięża, nadto – że wyzwala i rodzi dobro".
POLECAM !!!
Wydawca: Ordo et Pax
Biskupów 2009













