
Pisanie jest jak kreda, efemeryczne, kruche i białe. Możliwe staje się każde zapisywanie aż do czasu gdy ubranie zaczyna przeszkadzać, uwiera i znika. Podobnie jak ślady dziesięciu mokrych palców na gorącym kamieniu. Kiedy dorosnę i zaprzestanę marzeń o tym aby postrzelać sobie w rosyjskim filmie nakręcę o tym film dokumentalny. Wtedy gdy z chaosu trzeba by wyłoniła się harmonia, naiwna i romantyczna muszę chaos stworzyć. Określić, naprowadzić rozedrgane oczy na centrum zawirowania i łaskawego biegu czasu. Dlatego przędę i kroję białe ubrania. Pisząc rano staję w oczekiwaniach, wieczorem robię bilans i dojrzewam. To co mam w tym pudełku zniknie, za chwilę ukaże się dno i drewniany smak starej szkatułki pokropi ściany. Zgniecione pomarańcze i cynamon pozostaną na kliszy moich dłoni. Mam za sobą północ. Dotykam ręką żeberka zdobionej poręczy ,która pomaga wspiąć się na taras widokowy. Krok za mną szelest powiek mrużących zmarszczki na migdałach oczu. Zapomniałem że jestem, że trzeba upaść na podłogę i przytulić się do zasłon w teatrze, na scenie, przy zgaszonych światłach. Zmieniam scenariusz i maluję obrazy. Dość mam pisania kroplami wody ,którymi podalpejskie powietrze rozbija się o fale morskie. Z tarasu widzę dyliżans pocztowy, który przecina Myślenice i pędzi niezdecydowanie kilkoma drogami gdyż wiezie dla mnie list od Dorothee, pisany w jej pokoju pełnym poezji i pragnień przez Cherles Baudelaire.
Jedno z najistotniejszych olśnień jakie doznałem przed skończeniem czterdziestu lat to świadomość że wobec wojen, śmierci, umierania, jakie następują po sobie w tej wieczności ,że wobec tego co dla nas ludzi wydawałoby się najważniejsze – życie - Bóg pozostaje jakby w bezruchu. Jakby bez ingerencji, jakby bez wzroku. Dlatego być może życie ludzkie nie jest dla Niego najważniejsze. Że istnieje ważniejsze, wyższe, dłuższe, jaśniejsze, nieskończenie jaśniejsze. Wobec tego także i ja pozostanę prosty. Nie wiem na jak długo, nie wiem dlaczego, nie wiem czy słusznie. Taka postawa jest realna i wszelkie etyczne słowa i sławy maja tę zaletę, że pozostają w cieniu. Są jedynie intelektualne. Podobnie jak ciepłe ciasto lub Alpy w Nowym Jorku.
Przekręcam kurek z wodą i strużka płomienia wylewa się na gładką skórę. Zawsze kiedy jestem zmęczony, więc intelektualnie nieinteresujący dla samego siebie porzucam pisanie. Wprawne oko pilnuje mrówkę, pierwszą literę a zakreślone koło na jeziorze zmniejsza się i następuje cicha gładka skóra. Jest wieczór, kilka godzin po obiedzie. Podwinięte wcześniej rękawy zasłon schowane pod sufitem sięgają teraz podłogi. Czas postanowił pomilczeć moimi słowami. Łatwiej jest zniknąć niż się ujawnić. Woda, którą wylewam nie ma końca, zmienia się w rwący potok, w hrabalowskie pisanie, bez poprawek i zbytecznego myślenia. Historia ,którą ja tylko na papierze odtwarzam. Jestem pisarzem, na tę chwilę północy. Wrócę tu po przerwie na papierosa bo posiadam w pamięci unoszące się w lepkim i ciężkim powietrzu czułości ,których nie wypowiedziałem. Ponieważ umarłaś. Zastygłaś na moim ramieniu, stróżko. Chcę w znak ułożyć na płótnie opowieść o tym , że rozmawiałem z tobą przez całą tę podróż i na końcu zorientowałem się, że jesteś kobietą. Mieszam już na drewnianej palecie zapach cynamonu w pomarańczowej farbie.













