Czy coś onieśmiela? Wprawia w zakłopotanie? Raczej maluję z dystansem do swojego odczucia, wspomnienia, koloru, formy, scen, języka. Jestem jednocześnie malarzem i obserwatorem, praktykiem i historykiem sztuki. Jeśli coś mnie onieśmiela to raczej nieznane, nie odkryte, nie napisane, nie odwiedzone, inne niż jest teraz. Nieistniejące mnie onieśmiela. Padam na kolana przed tymi wyspami, ciągle pozostającymi w przyszłości.
Jest przecież niepoliczona ilość interpretacji jednej i tej samej chwili. Nawet nie zamierzam namalować wszystkich obrazów świata. Postaram się jednak odwrócić wszystkie moje marynarki i koszule na lewe strony. Wyjąć z kieszeni ze spodni to, co kreator mody ukrył w nich za pomocą igły pomiędzy szwami. Kto jeszcze wie prócz mnie o tych tajemnicach?
Mam jeden dzień, ten sam, w tym samym pokoju na wieży, po której nie można się wspiąć inaczej jak przez światło szklanej piramidy.
Znam takich co najlepsze części deseru jedzą na końcu. Ja zjadam najsampierw wisienkę z ciastka, aby nie widziała jak znika reszta przysmaku. Dach, miły środek i ściółka, najczęściej z kruchego ciasta. Moja namiętność, jej obraz, schemat i pestka.
Codziennie parzę tę samą inną kawę, bo każdy dzień jest nowy. Gdybym zapytał śpiącą obok dziewczynę o samotność nie miałbym pewności, że obudzi się we mnie poranek, ciepła dłoń i miękka woda. Wtedy, gdyby woda była sucha mógłbym pisać wiersze pod prysznicem. Tym czasem stoisz obok okna i z dzbanka, lejesz świeże mleko wyciśnięte z pędzla Jana Vermeer van Delft.
Mam tylko jedno serce, to samo we śnie i na jawie. Dlatego cierpienie rodzi nadzieję. Pomaga drodze wspiąć się w ścieżkę. Przypomina , że obraz powinien być malowany „na miarę”.

Jerzy Treit, Fragment obrazu "Pieprzę starość" 100x80, olej, płótno













