Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Reklama

Partnerzy:
Reklama

Pieśń o ziemi, miłości i śmierci

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 


Gustav Mahler
Gustav Mahler
Na całym świecie rok 2010 był Rokiem Fryderyka Chopina. Ale również Rokiem Gustava Mahlera, dla upamiętnienia 150. rocznicy urodzin kompozytora.

"Moje czasy jeszcze nadejdą" - mawiał Mahler. Znakomity dyrygent, specjalista od Mozarta i Wagnera, który Filharmonię Nowojorską przekształcił w jedną z czołowych orkiestr, nie był za życia uznawany za wybitnego kompozytora. Pół wieku po śmierci w programach koncertowych trudno było znaleźć jego utwory. Dopiero kolejne półwiecze przyniosło renesans jego twórczości. Teraz, w 150-lecie urodzin i prawie 100-lecie śmierci (zmarł 18 maja 1911 r.), Rok Mahlera obchodzony jest hucznie nie tylko w Europie i Stanach Zjednoczonych, ale również w Chinach, Korei czy Australii, przyciągając tłumy pragnące przeżywać muzyczne misterium. W jego symfoniach świat rzeczywisty miesza się ze sztuką, muzyka "wysoka" z popularną, a trywialność, banał i ironia sąsiadują z patosem. Kiedyś z tego powodu wyśmiewano twórczość Mahlera. Dziś tak pisze wielu kompozytorów i cechy te stały się znamionami postmodernizmu, a Mahler awansował do rangi proroków nowej epoki.

 

 

 

 


 

 

 

 

Jego życie - naznaczone śmiercią rodzeństwa (w tym samobójstwem brata) i córki oraz własną nieuleczalną chorobą, a także trudną miłością do Almy Schindler - obfituje w dramaty i skrajne emocje. Jego muzyka - ograniczona prawie wyłącznie do symfonii i pieśni - wiąże się ze światem zewnętrznym wyjątkowo silnie, stanowiąc wdzięczne pole do pozamuzycznych interpretacji.

Gustav Mahler urodził się 7 lipca 1860 r. na Morawach w niezamożnej niemieckojęzycznej rodzinie żydowskiej jako drugie z czternaściorga dzieci, z których połowa zmarła w dzieciństwie. Talent do muzyki zdradzał od wczesnego dzieciństwa i ojciec inwestował wszystkie swe skromne środki w jego edukację. Po studiach w Wiedeńskim Konserwatorium wspinał się po szczeblach kariery dyrygenta teatrów operowych w Lubljanie na Słowenii, w Ołomuńcu na Morawach, w Pradze, w Lipsku, Budapeszcie i Hamburgu. Kulminacją tej kariery była najbardziej prestiżowa posada w muzycznym środowisku monarchii austro-węgierskiej - dyrektora opery w Wiedniu (Hofoper), którą objął w 1897 r. i dla uzyskania której przeszedł na katolicyzm.

NA SCENIE ŚWIĘCIŁ TRYUMFY. Jego produkcje cieszyły się uznaniem tak krytyków, jak i publiczności. Mahler tchnął do wiedeńskiej opery nowe życie i wyprowadził ją z długów. Mimo to nie cieszył się sympatią. Mówiono, że traktuje muzyków niczym pogromca lwów swoje zwierzęta. Z jednej strony osobowość Mahlera, a z drugiej nacjonalistyczne nastroje, które panowały wówczas w Wiedniu, przyczyniły się do rezygnacji z funkcji dyrektora i wyjazdu do Nowego Jorku w grudniu 1907 r. Na Dworcu Zachodnim żegnało Gustava i Almę około dwustu osób, w tym Arnold Schönberg, Alban Berg, Anton Webern, Gustav Klimt, Carl Moll i Arnold Rosé.

Atrakcyjna, pewna siebie Alma, była młodsza od Mahlera o 19 lat. W listopadzie 1901 r., gdy się związali, on miał 41 lat, ona 22. Dobrze znana postać wiedeńskich salonów, zaprzyjaźniona z artystami z kręgu secesji, przelotnie związana z malarzem Gustavem Klimtem, dyrektorem teatru Maxem Burckhardem i kompozytorem Alexandrem von Zemlinskym, u którego pobierała lekcje kompozycji, Alma miała się wyrzec swych ambicji artystycznych i od tej pory zająć się wyłącznie "uszczęśliwianiem męża". Takie warunki postawił Almie przed ślubem Gustav Mahler w 20-stronicowym liście z 19 grudnia 1901 r., twierdząc, że w jednym domu nie ma miejsca dla dwojga kompozytorów.

Temu małżeństwu od początku nie wróżono dobrze. Rodzina Mahlera uważała Almę za kobietę zbyt skłonną do flirtów, nieodpowiedzialną i łasą na czułe spojrzenia młodych mężczyzn. Faktycznie, Mahler nie znalazł w Almie towarzyszki życia, a Alma nie odnalazła się w roli pani domu w jego uporządkowanym świecie. Nie zmieniło tego przyjście na świat córek: Marii Anny (2 listopada 1902 r.) i Anny Justyny (15 czerwca 1904 r.).

Jednym z adoratorów Almy był młody kompozytor Hanz Pfitzner. Mimo zazdrości Mahler uległ namowom żony i wystawił w Wiedniu jego operę Róża z ogrodu miłości. Podczas próby Pfitzner wymknął się z teatru pod pretekstem ważnego spotkania. Mahler, coś przeczuwając, wcześniej zakończył próbę. Gdy wszedł do domu, zobaczył Pfitznera z czerwoną różą u stóp Almy.

PRZEŁOMOWYM ROKIEM DLA MAHLERÓW był 1907. Przyniósł nie tylko dymisję Gustava ze stanowiska dyrektora opery wiedeńskiej, ale też śmierć starszej córki Marii. W dodatku u Mahlera wykryto poważną chorobę serca, która położyła kres jego ulubionym wycieczkom górskim, pływaniu i przejażdżkom rowerowym. Od śmierci córki przepaść między małżonkami zaczęła narastać. W maju 1910 r. Alma znalazła ukojenie w ramionach Waltera Gropiusa, młodego, świetnie zapowiadającego się architekta. O ich związku Mahler dowiedział się z listu miłosnego do Almy, który Gropius, nie wiadomo, czy przez roztargnienie, czy celowo, zaadresował do Gustava.

W obliczu poważnego kryzysu małżeńskiego Mahler szukał pomocy u Zygmunta Freuda, z którym odbył jedną czterogodzinną sesję psychoanalityczną. Swojej studentce, Marie Bonaparte, Freud miał wyznać: "Żona Mahlera, Alma, kochała swego ojca Rudolfa Schindlera i mogła poszukiwać i kochać wyłącznie kogoś w jego typie. Wiek Mahlera, którego on się tak obawiał, był akurat tym, co czyniło go tak atrakcyjnym w oczach żony. Mahler kochał swoją matkę i w każdej kobiecie szukał kogoś takiego. Jego matka miała życie pełne zmartwień i cierpienia, więc podświadomie oczekiwał tego również od swojej żony Almy". Ta analiza pomogła małżonkom spędzić razem ostatnie szczęśliwe miesiące.

Mahler, który zwykle tego nie robił, zadedykował Almie swą VIII symfonię. Jej entuzjastyczne przyjęcie podczas premiery 12 września 1910 r. było największym sukcesem w całej jego kompozytorskiej karierze. Zakazanie Almie komponowania uznał za swój największy błąd. Doprowadził do wydania pięciu jej pieśni, które miały premierę w Wiedniu i Nowym Jorku. Niestety, na początku 1911 r. stan zdrowia Mahlera znacznie się pogorszył. Ani lekarze w USA, ani w Paryżu i Wiedniu nie byli w stanie mu pomóc. Zmarł 18 maja w Wiedniu w wieku 50 lat. Spoczął, zgodnie z życzeniem, obok córki Marii na cmentarzu Grinzig.

Alma przeżyła go o pół wieku. Nawet jako żona Waltera Gropiusa, a potem pisarza Franza Werfla, "pełniła obowiązki" wdowy po Mahlerze.

CO SPRAWIA, ŻE MAHLER - za życia ceniony jako dyrygent, ale wyśmiewany jako kompozytor - powraca dziś tryumfalnie do sal koncertowych, zajmując miejsce Beethovena w rzędzie wielkich symfoników? Jego symfonie są niezwykłych, wręcz przytłaczających rozmiarów: najkrótsza (IV) trwa około 55 minut, najdłuższa (III) - prawie dwie godziny. Wymagają ogromnego aparatu wykonawczego, przekraczającego możliwości większości filharmonii. VIII symfonia nazwana została Symfonią tysiąca ze względu na wymaganą liczbę wykonawców.

Symfonie Mahlera podobne są do romantycznej powieści. Posługują się rozbudowaną wieloplanową narracją, sugerują opowiadanie o czymś, rozgrywają się w epickiej czasoprzestrzeni, z jej mnogością akcji równoległych i nawrotami tematów. W jego utworach hymny, chorały czy marsze żałobne splatają się z piosenką ulicy, marszem wojskowym, fanfarami myśliwskimi, odgłosami jarmarku. Tytuły czy komentarze, które planował lub umieścił w partyturze, też wahają się między wzniosłością i naiwnością. II symfonia "Zmartwychwstanie" zawiera nawet polski akcent - Mahler sięgnął w niej po teksty Adama Mickiewicza z II części Dziadów.

Wzorem Beethovena Mahler starał się wznieść ponad przeciętność i poszukiwał wartości uniwersalnych. "Symfonia znaczy dla mnie budowanie świata wszelkimi środkami dostępnych technik" - wyznał. Nawiązując do IX Beethovena, oprócz orkiestry, wykorzystywał też chór i głosy solowe. Nie miał jednak oporów przed wprowadzaniem zmian w partyturach swego mistrza, twierdząc, że głuchy Beethoven nie był w stanie wyrazić nawału nowych myśli muzycznych, a ponadto był ograniczony możliwościami instrumentów dętych, które zostały dopiero później udoskonalone. IX symfonia Beethovena w wersji poprawionej przez Mahlera spotkała się jednak z tak złym przyjęciem, że przyczyniła się do jego rezygnacji z funkcji dyrygenta Stadttheater w Hamburgu.

Mahler bał się "klątwy dziewiątej symfonii", która począwszy od sławnego dzieła Beethovena miała okazać się ostatnią także dla Dvorąka, Brucknera, Vaughana Williamsa i paru innych kompozytorów. Starał się jej uniknąć i po napisaniu VIII symfonii skomponował Pieśń o ziemi - monumentalny (trwający ok. 65 minut) cykl sześciu pieśni na dwa głosy solowe i orkiestrę. Nosi ona podtytuł Symfonia na tenor i alt (albo baryton) i orkiestrę, ale nie ma numeru dziewięć. IX symfonię ukończył w 1909 roku, wierząc, że przechytrzył los. Dziesiątej nie udało mu się jednak ukończyć.

WIELKI RENESANS twórczości Mahlera przyniósł film Śmierć w Wenecji Luchino Viscontiego (1971 r.) z Dirkiem Bogarde'em w roli Gustava von Aschenbacha. Wprawdzie już w lat 60. sporadycznie wykonywano cykle jego symfonii, jednak do szerokiej publiczności ta muzyka dotarła dopiero za sprawą filmu Viscontiego. W ekranizacji słynnej noweli Tomasza Manna muzyka Mahlera (Adagietto z V symfonii na początku i na końcu filmu oraz fragmenty III symfonii) posłużyła za ścieżkę dźwiękową nieprzypadkowo. Mahler, którego Mann spotkał w 1910 r. w Monachium, wywarł na pisarzu tak wielkie wrażenie, że nazwał go "największym człowiekiem, jakiego w życiu spotkałem". Nieprzypadkowo też główny bohater nosi imię Gustav i bardzo przypomina postać Mahlera. Zmiana w filmie profesji Aschenbacha z literata na kompozytora pozwoliła nie tylko podkreślić ten związek, ale i nadać ważną rolę w opowieści muzyce Mahlera.

Z jednej strony Śmierć w Wenecji przyczyniła się do popularyzacji twórczości Mahlera, z drugiej w powszechnej świadomości niesłusznie skojarzyła muzykę Mahlera ze śmiercią. W jego muzyce jest bowiem zawsze kilka warstw znaczeniowych, które mogą być wzajemnie sprzeczne. Wspomniane Adagietto pisane było jako list miłosny do ślicznej młodej Almy. Jednak pieśń o miłości jest jednocześnie pieśnią o śmierci, bowiem im bardziej się kogoś kocha, tym większa obawa utraty ukochanej osoby. U Mahlera wyjątkowo trudno rozstrzygnąć, "czy to się miłość, czy śmierć tak odzywa".

 RENATA PASTERNAK-MAZUR

nowy-dziennik
nowy-dziennik

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Kultura Muzyka Pieśń o ziemi, miłości i śmierci