W tym roku na festiwalu Bon Odori w Shimotakaido zdawać by się mogło, że przodkowie zstępują do nas po strugach deszczu. Wyobrażam sobie, jak przed przyłączeniem się do zabawy patrzyli z góry na patchwork z parasoli otoczony jasną ramą lampionów.
Tancerki z głowami osłoniętymi przd deszczem, wyciągające przed siebie ręce w tańcu, same przypominały duchy.
Proste, powtarzające się sekwencje ruchów przy głośnej muzyce i bębnieniu "taiko" wprowadzały w trans. Treść piosenek nie gra tu dużej roli. Nie musimy się wczuwać w sytuację górników, których księżyc razi w oczy, czy zagrzewanych do boju sportowców na olimpiadzie.Transowi ulegają tak profesjonalne tancerki w yukatach, jak i zwykli ludzie, którzy przyszli na festiwal w kurtkach przeciwdeszczowych.
Europejczykowi Bon Odori przywodzi na myśl zabawy przedszkolne albo tańce siedmiu krasnoludków z Królewny Śnieżki. Cóż... Europejczyku! Witaj w kraju kwitnącej wiśni, wiecznej młodości, niekończącego się dzieciństwa!
Hana Umeda
Zdjęcia Hanna Gumulińska













