Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Reklama

Partnerzy:
Reklama

Sposób na sztukę

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

art
art
Za każdym razem, gdy wchodzę do Tate Modern, uderza mnie wibrujący tam tłum – wycieczki szkolne (to zrozumiałe), turyści z najrozmaitszych krajów (to także), młodzi ludzie trzymający się za ręce na pierwszej randce (czy nie mają nic lepszego do roboty?) i wreszcie mamuśki z wózkami lub dziećmi w wieku przedszkolnym. Ta ostatnia grupa jest najbardziej zadziwiająca. Dzieci biegają, a ich obecność tutaj jest tak samo pożądana, jak słoni w sklepie z porcelaną i równie bezpieczna. W salach wystawowych chcą dotknąć wszystkiego, czego dotykać nie należy. Wreszcie ciągną matki na górę i tam siadają w zachwycie, nagle spokojne, patrząc z podziwem na wibrującą i żywą o każdej porze dnia Tamizę. Za każdym razem, gdy widzę takich właśnie małych zwiedzających, zastanawiam się, co wynoszą z tego kontaktu ze sztuką.

 


Podziw i zabawa
Nie chcę być źle zrozumiana: nie jestem przeciwna obecności dzieci w galerii. Jestem zdecydowanie za. Sama zresztą uprawiałam ten sposób zwiedzania wszelkich muzeów i galerii. Moja córka była włóczona po tych świątyniach sztuki od małego. Gdy miała pięć lat, na pytanie co woli robić w niedzielę – iść do zoo czy do galerii – niezmiennie wybierała galerie. Zaoponowała tylko raz, gdy z równie zwariowanymi na punkcie sztuki przyjaciółmi zwiedzaliśmy Paryż. Zaczęła tupać nogami bliska płaczu. Przed ostatecznym wybuchem ocaliło nas to, że kątem oka dostrzegła karuzelę, taką typowo francuską, na nadsekawńskim bulwarze. Ale było to już po piątej galerii tego dnia. A potem dziwiłam się, dlaczego wybrała studia na historii sztuki, a nie coś, co daje lepszy i pewniejszy kawałek chleba. Chyba jednak nie wybrała źle. Pracuje obecnie w Tate Modern właśnie. I jest to jeden z powodów, dlaczego odwiedzam tę galerię częściej niż kiedyś. A jest tam zawsze co zwiedzać.

Owa moda na sztukę współczesną to niewątpliwie ogromny sukces Tate Modern. To jeden z tych pozytywnych snobizmów, podobny do tego, jak w PRL-u modne było mieć w domu książki i to „odpowiednie” książki. I może właśnie fakt, że ta galeria sztuki nowoczesnej – pierwsza tego typu placówka z prawdziwego zdarzenia w Londynie – otworzyła się na młodych, a także na dzieci sprawia, że coraz więcej ludzi nie patrzy na współczesną sztukę jak na dziedzinę uprawianą przez grupę dziwaków dla dziwaków. Instalacje, o których wcześniej tylko się słyszało, właśnie w Tate Modern znalazły swe właściwe miejsce, a artyści uprawiający tę dziedzinę mają prawdziwe pole do popisu.
Jednak ta popularność sztuki nowoczesnej sprawia, że galerie takie jak Tate Modern przerodziły się w coś w rodzaju parków rozrywki. Sztuka ma nie tylko być podziwiana. Ma także bawić.

Przykładem jest to, co dzieje się w hali głównej tej galerii. Nie wiem, czy większość zwiedzających (a w ciągu dziesięciu lat istnienia Tate Modern te główne, zmieniane co pół roku instalacje obejrzały 24 miliony osób) zastanawia się nad tym, co „autor miał na myśli”. Najlepszym przykładem było ogromne słońce, które zaświeciło w tej ciemnej przestrzeni za sprawą Olafura Eliassona. Ludzie kładli się na ziemi, a nawet przynosili składane krzesełka, by ogrzać się w tym sztucznym blasku. Zabawa na zjeżdżalniach Carstena Hollera była przepyszna, choć skończyło się to kilkoma, na szczęście niewielkimi, urazami. I wreszcie pęknięcie w betnowej podłodze, które prowadziło od cienkiej nitki aż po głęboką wyrwę prowadzącą w przepaść. W założeniu Dors Salcedo miała ona symbolizować podzielone społeczeństwo, ale widziałam tam ojca z synem, którzy stosując specjalne ustawienia kamery, fotografowali się przy Wielkim Kanionie.

Tate Modern pokazało, że do galerii można chodzić nie po to, by przeżyć estetyczne wzruszenie, znaleźć kamień milowy w estetycznym rozwoju cywilizacji, ale po to, by się zabawić. Wielkie dzieła sztuki, jak „Sąd Ostateczny” Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej czy „Guernica” Pablo Picasso nie są śmieszne. Nie śmieszył też kontener Mirosława Bałki, który jednym kojarzył się z bydlęcymi wagonami wiozącymi więźniów do obozów śmierci, a innymi z przewozem nielegalnych emigrantów. Może dlatego, że „How It Is” zmuszało do odpowiedzi na pytania, jak czuje się człowiek na krawędzi niekończącej się ciemności, ta wystawa wzbudziła więcej kontrowersji niż inne.

Muzeum wszystkiego
Tate Modern wrosła w turystyczny krajobraz Londynu. Jej znakomite położenie, naprzeciwko Katedry św. Pawła, z którą połączona jest kładką dla pieszych, zapewnia zainteresowanie turystów. Ale jest w tym coś jeszcze. Samo prezentowanie eksponatów jest w tej galerii tak samo niekonwencjonalne, jak budynek elektrowni jako obiekt muzealny. Tu nie ma chronologii, która zabija większość wielkich galerii sztuki. Kuratorzy Tate Modern starają się, by prezentowane eksponaty były dla siebie wzajemnie kontrapunktami wzbudzającymi zainteresowanie. Dlatego na przykład różne formy realizmu można znaleźć obok surrealizmu, kubizmu i postimpresjonizmu. Nie ma też podziałów „terytorialnych” – prace artystów z Europy są coraz częściej wzbogacane dziełami twórców z innych kontynentów. Coraz większe jest też zainteresowanie sztuką z Europy centralnej.

Obchody urodzinowe Tate Modern zaplanowane zostały we właściwy dla tej instytucji sposób. Zorganizowana została specjalna impreza, która miała przyciągnąć lokalnych mieszkańców, także dzieci. Z drugiej strony Turbine Hall oddano w ręce współczesnych twórców z najróżniejszych krajów, od Islandii przez Tangier, aż po Wietnam. W rezultacie powstało skrzyżowanie targowiska rozmaitości z placem zabaw dla dzieci. Ta przedziwna prezentacja ruchów i twórców niezależnych nosiła tytuł „No Soule for Sale”, ale mnie bardziej pasowała nazwa jednego ze stoisk – „Muzeum Wszystkiego”.

Oryginalną Galerię Tate ufundował potentat cukrowy i mecenas sztuki. Została otwarta w 1897 roku tuż nad Tamizą, w eleganckiej dzielnicy Pimlico. W założeniu miała gromadzić dzieła twórców nowoczesnych, co w owym czasie oznaczało urodzonych po roku 1790. Z czasem stało się jasne, że budynek, nawet po rozbudowie, nie jest w stanie pomieścić wszystkich zgromadzonych prac. Zapadła decyzja o szukaniu nowej lokalizacji. W końcu wybór padł na nieużywaną od kilkunastu lat elektrownię. Nowatorską adaptacją zajęła się szwajcarska firma architektoniczna Herzog & De Meuron. Obecnie ta sama firma pracuje nad rozbudową Tate Modern. Obok obecnej siedziby ma powstać nowy budynek, a zaadaptowane mają być także dawne podziemne zbiorniki ropy naftowej. Z okazji „urodzin” odsłonięto je od góry, tak że zanim powstanie nowy budynek, można zobaczyć fundamenty przyszłej Tate Modern 2.

Zwiedzałam te wciąż pachnące ropą podziemia przed rokiem. Trudno było sobie wyobrazić, że mogą one stać się kiedyś salami wystawowymi. Ale zanim galeria nie została otwarta, nikt nie potrafił sobie wyobrazić, że dawna elektrownia może stać się świątynią sztuki. Tylko nadal bez odpowiedzi pozostaje pytanie, co jest, a co nie jest sztuką we współczesnym świecie.

                                                                       Katarzyna Bzowska
 Goniec.com

Czytaj ciekawą strone - prosto z Londynu.

Tagi:

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Kultura Wystawy Sposób na sztukę