Rok 2010 był według kalendarza chińskiego Rokiem Tygrysa.
I rzeczywiście – nawet najgłośniejsze skandale, jakich dopuścili się w ciągu minionych dwunastu miesięcy celebryci, bledną wobec afery medialnej, jaką sprowokował Tygrys.
Nikt nie dorównał, przynajmniej w tym roku, Tigerowi Woodsowi, światowej sławy gwieździe pól golfowych, ani w liczbie kochanek, z którymi zdradzał swoją (byłą już) małżonkę, ani w wysokości odszkodowania, jakie musiał jej wypłacić po rozwodzie.
Skandal rozpoczął się wprawdzie pod sam koniec ubiegłego roku, ale dramatyczny finał opowieści o tym, co Tygrysy lubią najbardziej (oraz ile to kosztuje, a kosztowało 100 mln dolarów) rozegrał się właśnie w ciągu minionych 12 miesięcy.
Jeśli porównywać medialny rozgłos afery rozpętanej przez Woodsa do innych skandali ujawniających – nazwijmy to – poligamiczną naturę ich autorów, to chyba tylko do wyczynu Jesse Jamesa, byłego męża aktorki Sandry Bullock – ze względu na popularność, urodę i talent oszukanej żony, skądinąd laureatki Oscara. Jesse zdradzał ją "niszowo", wyłącznie z młodymi nazistkami w stosownych do poglądów tatuażach.
W podobny kontekst wpisuje się jeszcze romans eksmałżonka innej aktorki, Evy Longorii, koszykarza Tony’ego Parkera, z... właściwie nie do końca wiadomo kim. Być może jest to jedynie zdrada literacka, bo opinia publiczna poznała jej przebieg wyłącznie za pośrednictwem SMS-ów, których wiarołomca Tony nie zdołał skasować, nim wpadły w ręce oficjalnej małżonki. A że jako jedna z czterech słynnych Kur Domowych (aktorka zyskała popularność dzięki udziałowi w serialu "Desperate Housewives") Longoria pozostaje w tej chwili w stanie permanentnej, wymaganej przez rolę, zawodowej "desperacji", więc natychmiast po tym odkryciu złożyła papiery rozwodowe.
W ten sposób nowego, aktualnego wymiaru nabrało stworzone w minionych wiekach przekonanie, że nic nie plami honoru równie skutecznie, jak atrament. Nawet jeśli chodzi o tusz (w tatuażach) oraz technologię LCD.
I to by chyba było na tyle, jeśli chodzi o zdrady celebryckie.
Ale może warto jeszcze w tym miejscu przypomnieć inną tegoroczną aferę z pogranicza między romansem i przemocą domową, którą rozpętał najbardziej znany rasista (i zarazem bigot, bo to się – jak się okazuje – wcale nie wyklucza) Hollywoodu, aktor i reżyser Mel Gibson. Otóż Gibson, w skłonnościach do skoków w bok tylko niewiele ustępujący Tygrysowi Woodsowi, jakiś czas temu znalazł sobie nową partnerkę, młodszą o ćwierć wieku Oksanę Grigoriewą. I ostatecznie rozstał się z jej powodu z żoną i gromadą (jak na praktykującego chrześcijanina przystało) dorosłych już dzieci. Kilka miesięcy później szczęśliwej parze urodziła się córeczka. Której – w zaledwie kilka miesięcy później – troskliwy tatuś zagroził śmiercią lub kalectwem, obiecując puścić z dymem zamieszkiwaną przez dziecko i jego matkę hollywoodzką rezydencję. Para zdążyła się już bowiem do tego czasu nie tylko rozstać, ale też dramatycznie skłócić. Po groźbach karalnych, wśród których znalazło się też życzenie zbiorowego afroamerykańskiego gwałtu na byłej narzeczonej, Mel – jak twierdzi pokrzywdzona – przeszedł do rękoczynów. Po czym Oksana trafiła do szpitala, a taśmy z nagraniem rozmowy byłych kochanków – do mediów i sądu.
Jak to mawiali Galicjanie: "Stary z młodą, grozi szkodą".
Wiekowi amanci zapominają często (zbyt często?), że młodsze roczniki pań wychowanych na standardach feministycznych nie mają już "mentalności haremowej" i zwykle nie tolerują domowej przemocy. Nawet ze strony mężczyzn słynnych ze skłonności do "Pasji".
W ten sposób, po rock and rollu i seksie, przyszła kolej na drugs oraz autorkę największego bodaj tegorocznego skandalu w tej dziedzinie. Skandalu, którego... nie było. Dożyliśmy oto czasów, kiedy – żeby zyskać popularność – celebryci udają, że ćpają! Konkretnie to udawała młodociana gwiazdka Disneylandu Miley Cyrus, którą fotoreporterzy "przyłapali" na zażywaniu halucynogennej szałwii. Potem wyszło na jaw, że to wszystko była zwyczajna ustawka, starannie wyreżyserowana na potrzeby medialnego wizerunku wokalistki, która chciała w ten sposób wysłać fanom komunikat, że nie jest już niewinną, małą dziewczynką z Mickey Mouse Channel.
Areszt dla Lindsay Lohan za jazdę "po spożyciu" oraz przymknięcie Paris Hilton za dilerkę to sytuacje tak banalne, że aż głupio o nich wspominać w kontekście najgłośniejszych skandali ostatnich miesięcy. Tym bardziej że żadnej z wymienionych pań nikt przytomny nie podejrzewa przecież o niewinność.
Rok 2010 przejdzie też do historii jako moment, kiedy do katalogu zabiegów wizerunkowych wymyślanych na potrzeby celebrytów, obok udawanych romansów, pozowanych zdrad, reżyserowanych napadów obłędu i starannie aranżowanych podskoków na kanapie, dopisana została fałszywa narkomania.
Tak więc autorką największego skandalu 2010 w Roku Tygrysa została mała disneyowska Myszka Miley.













