Czy nazywanie Rosjanki "Ruska" to obraza zasługująca na karę?
Lubow Dziubińska uważa, że tak i domaga się sprawiedliwości. Mała wieś pod Stąporkowem, w której mieszka, jest w tej sprawie podzielona. Sprawę rozstrzygnie we wtorek Sąd Okręgowy w Kielcach.
Lubow Dziubińska jest Rosjanką, urodzona w obwodzie Komstromskim na północny wschód od Moskwy. Do Polski przyjechała w 1991 r., za mężem, Polakiem, który w Moskwie pracował "na kontrakcie" z Exbudu.
- Ojciec zmarł jak miałam sześć lat, rok później mama ponownie wyszła za mąż, ale zaczęła pić. Z siostrą trafiliśmy do domu dziecka - wspomina Dziubińska. Gdy skończyła 18 lat zamieszkała w Moskwie. Tam poznała Polaka. - Wydawało mi się, że Rysio mnie kocha. A ja tak chciałam mieć rodzinę. Myślałam, Polska to nie Afryka, jak będzie źle, wrócę do Rosji - wspomina. Ale nie wróciła. - Choć mąż pił coraz bardziej i zaczął się też nade mną znęcać - mówi.
No i zawsze była "Ruska", obca. "Ten Ruski" zaczęły też wołać dzieci na ich syna, mimo że w Polsce urodzony, wychowany.
Ale najgorsze było poniżenie ze strony rodziny, gdy w małżeństwie było już tak źle, że doszło do sprawy rozwodowej i drugiej, o znęcanie się męża nad nią, psychiczne i fizyczne. - Co ja się nasłuchałam, "ruska k...", "ruska prostytutka", "ruska szmata" - mówi Lubow. W końcu nie wytrzymała. Przyszedł kwietniowy dzień 2009 r. Dziubińska stała na balkonie i robiła zdjęcia. - Lubię robić zdjęcia. Ale też chciałam mieć jakiś dowód, bo nie wiedziałam, co też ona może wymyślić - przyznaje. "Ona" to Teresa Cz., siostra męża Dziubińskiej.
Do matki powiedziała: "Powiedz tej Ruskiej, żeby zrobiła zdjęcie swojej p...y, a nie mojemu domowi". - Pamiętam, jak pani Dziubińska przyszła do mnie zaraz po tym zdarzeniu i widać było jak jest wzburzona. Słyszałam też, że jej tam we wsi wcześniej ubliżali, ale sama świadkiem tego nie byłam - mówi nauczycielka z gimnazjum, do którego chodził Filip, syn Dziubińskiej, dziś 16-letni. Rosjanka poszła na miejscowy posterunek policji. - Ja myślała [Dziubińska często stosuje rosyjskie końcówki - red.], że oni tylko pouczą, a tu się dowiaduję, że sprawa w sądzie będzie - opowiada.
Teresa Cz. została oskarżona z art. 216 par. 1 kodeksu karnego: "Kto znieważa inną osobę w jej obecności albo choćby pod jej nieobecność, lecz publicznie lub w zamiarze, aby zniewaga do osoby tej dotarła, podlega grzywnie albo karze pozbawienia wolności". Wieś pod Stąporkowem to kilkadziesiąt domów, o procesie wiedzieli wszyscy. Niektórzy zeznawali jako świadkowie. W pierwszej instancji Sąd Rejonowy w Końskich uniewinnił Teresę Cz. nie znajdując wystarczających dowodów, że zdanie takie padło. Dziubińska się odwołała, Sąd Okręgowy w Kielcach nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Tym razem, w wyroku z 2 sierpnia 2010 roku, konecki sąd przyznał, że zdanie takie padło. Ale obrazy w tym nie ma żadnej. „Słowo Rusek-Ruska to określenie zawierające pewien element niechęci i lekceważenia przedstawiciela narodu rosyjskiego, natomiast obraźliwym, pogardliwym określeniem jest np. Kacap. W przypadku oskarżycielki prywatnej i jej syna słowo »Ruska, Rusek" były powszechnie używane w środowisku wiejskim" - czytamy w uzasadnieniu wyroku. Lubow Dziubińska nie ukrywa, że w małżeństwie było źle. Mąż ma nieprawomocny wyrok za znęcanie się psychiczne i fizyczne, Lubow leczyła się z alkoholizmu.
- Bez względu na to, co kto w życiu robił, człowieka poniżać nie wolno. Nawet więźniowie mają swoje prawa, a jednym z podstawowych jest właśnie zakaz poniżania. A moim zdaniem i Luba, i jej syn byli poniżani całymi latami. Nie reagowali, bo ile można się odcinać - uważa Czesław Ulrich, terapeuta uzależnień z Kielc, który od lat zna Dziubińską. - Rozmawiałem z jej synem, jemu się nie podoba jak na niego "Ruski" wołają. "Ale wie pan, ja już się przyzwyczaiłem", powiedział do mnie. Ale ja widzę, że go to boli. Ulrich opowiada jak pewnego dnia jechał busem do Mniowa na dyżury terapeutyczne. - Jakoś tak zeszła rozmowa na temat Luby. I ci ludzie, do obcego w końcu mężczyzny, jakim dla nich byłem, w ogóle się nie krępowali.
Ruska to, ruska tamto, epitety, pamiętam ten rechot Leppera w całym busie. Wtedy zrozumiałem, jak Luba może się czuć na tej wsi - opowiada. Teresa Cz.: - Uważam, że to nie jest jakaś zniewaga, że "Ruska" na nią ludzie wołają. Sąd w Końskich sprawiedliwie sprawę rozpatrzył. Innego zdania jest nauczycielka: - Moim zdaniem takie przezywanie zasługuje na karę. Nie wysoką, ale żeby ta ukarana miała świadomość, że tak nie wolno. Żeby jakiś ślad pozostał. Co będzie, jeśli wyrok uniewinniający się utrzyma? - Ten proces nic nie zmieni, dalej ludzie będą "ruska" za nią wołać - uważa brat oskarżonej. - Obawiam się, że wtedy ci, co panią Lubę obrażają, poczują się swobodnie. Uważam, że zawsze takie wyzwiska były ubliżające, a to wydarzenie z kwietnia 2009 roku tylko przepełniło kielich goryczy - twierdzi Krzysztof Grabowski, adwokat Rosjanki. Przyznaje, że to tej pory nie miał sprawy o obrazę związaną z narodowością. - Zdziwił mnie ten fragment uzasadnienia wyroku, że gdyby oskarżona powiedziała "kacap", to by było obraźliwe, a "Ruska" to już nie. Niedawno usłyszałem w radiu, że jakaś dziewczyna poczuła się dotknięta, bo jej koleżanka wobec jej chłopaka użyła słowa "murzyn". Może coś się zaczyna zmieniać - zastanawia się Grabowski.
Rosjanka ręcznie napisała 25-stronicową apelację. "(...) Pochodzę z Rosji. Jestem Rosjanką! Jestem z tego dumna! A to, że tak ułożył się mój los i od 20 lat mieszkam w Polsce, to nie znaczy, że jestem gorsza i nie mam tu żadnych praw. (...) A wyrok sądu daje przyzwolenie, aby inni również mogli nazywać mnie pogardliwie i lekceważąco, nie ponosząc za to żadnych konsekwencji. (...)" - czytamy w niej. Wyrok w tej sprawie ma zapaść we wtorek. ziemowit.nowak@kielce.agora.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza Kielce













