Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Reklama

Partnerzy:
Reklama

Lumping po polsku

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 

Szmateksy
}Wzdłuż ścian rzędy wieszaków Fot. Piotr KędzierskiiPoniedziałek, jeden z największych ciucholandów w Krakowie; czynny siedem dni w tygodniu. Ogromna hala. Wzdłuż ścian dwa rzędy wieszaków, na których ciasno, jedne przy drugich, wiszą ubrania. Ale dziś to nie wieszaki są w kręgu zainteresowania klientów. Dziś najważniejsze są wielkie drewniane skrzynie ustawione jedna za drugą w środku hali; ta na ciuszki dla dzieci, tamta na bluzki i spódnice, jeszcze inna na spodnie i płaszcze. Wokół nich stoją ludzie; człowiek przy człowieku. Gdy do hali wchodzi mężczyzna z wielkim worem wypchanym odzieżą ustaje gwar rozmów i zaraz rozlega się donośne: - dziecięcą dokładamy. Klienci błyskawicznie dopadają odpowiedniej skrzyni żeby zagarnąć jak najwięcej towaru, który wypada z worka a następnie z naręczem rzeczy przejść w spokojne miejsce i przepatrzyć zdobycz. Co się nie przyda, ląduje z powrotem w skrzyni. Gdy pojawia się kolejny worek i kolejny komunikat znowu liczy się dobre miejsce oraz szybkość.

Obrazek, jak z filmów Stanisława Barei.

 


 

 

W inne dni w ciucholandzie jest normalnie. Jola (20 lat) o tym wie, bo przychodzi tu w środy albo czwartki. - Zawsze się coś trafi. Czasami nawet nowe rzeczy, albo wcale nie zniszczone, markowe. Lubię tu robić zakupy, bo mogę zaszaleć. Jest znacznie taniej, niż na wyprzedażach w galeriach handlowych. I oryginalniej.

***

Lumpeksy zadomowiły się w Polsce na dobre po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. To wtedy pojawiły się na dużą skalę możliwości sprowadzania atrakcyjnej zachodniej odzieży z drugiej ręki. Polscy handlowcy wykorzystali to i dziś sklepy z odzieżą na wagę - kolorowe, widoczne z daleka, z wielkimi szyldami są dosłownie wszędzie; także przy głównych ulicach miast. Nawet tych największych.

Stali bywalcy znają ich adresy i wiedzą, do których warto zaglądać, a zakupy w lumpeksach nazywają "lumpingiem" (parafraza shoppingu - przyp. MLK). Te sklepy, to doskonała alternatywa dla ludzi nie tylko oszczędnych, ale i tych, którzy lubią mieć na sobie coś wyjątkowego i niepowtarzalnego.

Dlatego szperanie pośród wieszaków i koszy z używaną odzieżą jest swego rodzaju sztuką a niektórzy uważają, że to nawet dyscyplina sportowa wymagająca refleksu, spostrzegawczości i wytrwałości.

Powstało również wiele forów internetowych poświęconych second - hand'om, na których lumpeksowi wyszukiwacze dzielą się dokonaniami i wymieniają łupami. Prawdziwą gratką są marki ekskluzywne. Wśród taniej odzieży możemy znaleźć wszystkie światowe firmy takie jak: Hilfiger, Lacoste, Ralph Lauren, Zara, Jean Paul Gaultier. A Polacy wiedzą, czego szukać w second-handach. Elitę cenową stanowi Armani, Dolce&Gabana czy Chanel. To tzw. segment cream - ubrania z metkami kreatorów, tylko po 80 - 100 zł za sztukę; dziesięć razy taniej niż w firmowym sklepie.

***

Mniej wyszukane rzeczy kupuje się na wagę. Klient nie znajdzie tu metek sławnych projektantów, ale trafiają się rzeczy takich firm jak: H&M, KappAhl czy Marks&Spencer. Jeśli ma się szczęście, za spodnie czy torebkę zapłacić można nawet 2-3 razy mniej niż w sklepie.

Swoje zdobycze, niektórzy lumpeksowi szperacze odsprzedają później z dużym zyskiem znajomym.
- Barbara (42 lata) uchodzi za elegantkę. Zakłada rzeczy w doskonałym gatunku a jej jedwabne lub bawełniane szale są arcydziełami - opowiada Zofia, koleżanka Basi z pracy. - Przez długi czas nie przyszło mi do głowy, że to, co ona ma na sobie nie pochodzi z markowych sklepów. Zastanawiałam się nawet skąd bierze pieniądze, żeby tak wyglądać.

Basia przyznaje, że gdyby chciała kupować nowe rzeczy tych marek, które lubi - dawno poszłaby z torbami. A tak nie musi się ograniczać i w dodatku zawsze znajdzie coś, czego nie ma na żadnej sklepowej półce. Uważa, że zaopatrywanie się w ciucholandach to żaden dyshonor. Zresztą entuzjastów tanich i modnych zakupów można znaleźć wielu przedstawicieli zarówno polskiego, jak i światowego show-biznesu.

***

- To przecież sklepy, jak wszystkie inne, tylko, że lepsze - mówi Justyna, mama dwóch chłopców w wieku 4 i 6 lat. - Gdyby nie szmateksy, moje dzieci nie miałyby markowych dżinsów ani koszulek, bo wydanie 100 - 150 złotych na jedną parę w moim wypadku nie wchodzi w rachubę - mówi zwolenniczka grzebania w ubraniach z drugiej ręki, których pełno w: ciucholandach, modosferach, tanich sklepach lub dyskontach. Justyna uważa, że dzięki szmateksom nie czuje się gorsza od kobiet, które stać na markowe ciuchy z ekskluzywnych butików.

Marysia, studentka teatrologii z Krakowa buszuje w lumpeksach, ale nie obnosi się z tym. - Rodzice z trudem zdobywają pieniądze na moje studia i podręczniki, więc staram się ubierać fajnie i jak najtaniej.

Marysia wybiera szmateksy na odległych osiedlach, aby nie natknąć się na znajomych, chociaż wśród nich są i tacy, którzy przyznają się do odwiedzania tanich sklepów.

***

Mijam właśnie znany dyskont w centrum Krakowa. Jest dziesiąta rano, sprzedawczynie dołożyły już nowy towar i otwierają drzwi. Tłumek osób czekających na zewnątrz niemal wbiega do środka. Postawna kobieta zrzuca spódnicę i szybciutko wkłada spodnie, które przed chwilą wygrzebała w skrzyni. Potem błyskawicznie zdejmuje bluzkę i wsuwa głowę w sweter. - Przymierzalnia zajęta, szkoda czasu na czekanie - mówi.

Jakiś mężczyzna zerka przez ramię i uśmiecha się pod wąsem. - Tu i tam niczego sobie kobitka - wyrywa mu się komentarz.

Klientkami lumpeksów są też starsze kobiety, które kupują rzeczy nawet nie patrząc na rozmiary. W domu piorą towar, prasują i sprzedają na placach targowych. - Bywa, że i 200 złotych dorobię do emerytury - mówi pani Aniela spod Krakowa.

Od czasu do czasu w szmateksach wybuchają kłótnie i awantury. - Ostatnio pewna pani złapała jednego buta, a inna drugiego. Żadna nie chciała ustąpić, a przecież but bez pary żadnej na nic się nie przyda. Musiałam interweniować i jakoś się pogodziły - opowiada pani Irmina z lumpeksu na jednym z nowohuckich osiedli.

- Bardzo podoba mi się to, że ceny używanych towarów się zmieniają - mówi Jurek, student geografii. - Są takie sklepy, które w poniedziałki sprzedają każdą rzecz za złotówkę. Dzięki temu za bezcen kupiłem znakomity zielony sweter i spodnie bojówki w idealnym stanie.
- A ja w złotówkowy dzień wypatrzyłam piękną, ręcznie robioną na szydełku kremową serwetę na okrągły stolik. Za coś podobnego w jakiejś cepelii musiałabym zapłacić kilkaset złotych - mówi Asia z polonistyki.

Najdrożej za kilogram jest w dni dostawy, bo wtedy jest największy wybór. Ale jeśli się umie szukać to i złotówkowe dni też można się nieźle obłowić.

***

Eliza, po architekturze, woli tzw. szmateksy ucywilizowane, czyli z odzieżą na wieszakach, posegregowaną wedle asortymentu i koloru.

- Dzięki temu szybciej znajduję rzeczy, których szukam chociaż bywa, że idę po bluzkę, a wychodzę ze spodniami. Nie muszę wertować wszystkiego, zmierzam prosto do wieszaków z kolorami, w których dobrze się czuję. Zdarzyło mi się kupić za 30 zł skórzane, szafirowe szpilki po prostu cudo.

Ania lubi tak zwane grzebalce, bo odzież tam wygrzebuje się ze stert rzeczy, których wcześniej nikt nie sortował. - Na wieszakach jest to, co uważa za fajne ekspedientka lub właścicielka. A w stercie wypatrzę zawsze coś takiego, na co one nawet nie zwróciłyby uwagi. Tak było z pięknym, turkusowym żakiecikiem z grubej koronki. Gdy go wyprałam i założyłam na imprezę koleżanki oniemiały. A kosztował 4 złote.

***

Mężczyzn w tanich sklepach jest niezbyt wielu. Jakiś rodzynek, plastyk, wmiesza się w tłum od czasu do czasu i poprawia statystyki. - Nie sadzę, żeby moi koledzy się wstydzili tu zaglądać - mówi Jacek z ASP. - Nie chce im się szukać w stertach lub na wieszakach, więc przysyłają tu swoje dziewczyny. Ot, taka nasza leniwa natura.

Pan Zygmunt siedemdziesięciolatek, naturę ma zupełnie inną. Zjawia się w pobliskim ciucholandzie w każdy piątek i kupuje tam co najmniej trzy pary spodni, po złotówce za każde. - Tacie najbardziej podobają się ceny - śmieje się córka pana Zygmunta. - Tyle, że szafa już pęka w szwach od tych szmateksowych zakupów.

Tak czy inaczej, dla jednych wizyty w szmateksie to ekonomiczna konieczność, a dla innych dobra zabawa, której czasami towarzyszy dreszczyk emocji.

***

Od kilku lat możemy mówić nawet o second - hand'owym boomie. Tyle, że dawniej kojarzono takie sklepy z biedotą, a teraz odzież z drugiej ręki kupują przedstawiciele każdej grupy wiekowej, każdego środowiska i każdej subkultury. Prawdę powiedziawszy zaopatrują się tu niemal wszyscy, choć nie wszyscy się do wizyt w ciucholandach przyznają.

Według badań, jako społeczeństwo nie zbiednieliśmy, a jednak prawie 50 procent ludności Polski ubiera się w second-handach, z czego większość robi to często. Federacja Konsumentów szacuje, że 1/3 Polaków powyżej 15. roku życia tam właśnie robi zakupy.

W lumpeksach zaopatrują się nie tylko ci, którzy chcą zaoszczędzić, ale również osoby zamożne.

Jak zbadał TNS OBOP (w lipcu 2010 r), w szmateksach kupuje aż 42 proc. Polaków. Tyle samo badanych w ogóle tam nie zagląda, a 13 procent robi to wyjątkowo. Choć dwie trzecie klientów określa swoją sytuację materialną jako złą, to aż 33 procent pozostałych mówi, że powodzi im się dobrze lub średnio.
W rodzinach dobrze sytuowanych w ciucholandach kupuje się odzież nie z powodu ceny (42 proc.), ale dla przyjemności (54 proc.). Zamożni ludzie twierdzą, że ubrania są tam ciekawe, nietuzinkowe, modne, często przywożone prosto z Paryża, takie, których nie można dostać w sieciowych sklepach.

Spośród badanych przez OBOP, którzy w ogóle nie kupują w second-handach 49 proc. nie włożyłoby na siebie ubrania z takiego sklepu - nawet gdyby im się podobało, a 35 proc. - że owszem, ale pod warunkiem, że by się podobało.

Polaków, którzy robią zakupy w second-handach, najczęściej nęcą niskie ceny. Aż 60 proc. respondentów wskazało, że to podstawowe dla nich kryterium; 25 proc. podkreślało, że rzeczy w "szmateksach" są oryginalne, 7 proc. zaznaczało, że towar jest w dużym wyborze, 3 proc., że sprzedawane tam rzeczy są modne.

Armani, Dolce&Gabana czy Boss to luksus z drogich butików. Ale także szmateksy przyciągają dobrymi markami, ale też niskimi cenami, a dla najmniej zamożnych kryterium niskiej ceny jest praktycznie jedynym powodem zakupów. Tak powiedziało 88 proc. ankietowanych. Poza tym, jak pokazało badanie, w rodzinach będących w złej sytuacji, używaną odzież kupuje się dwa razy częściej niż w rodzinach będących w dobrej i średniej sytuacji.

***

Oszacowano, że roczne dochody branży związanej ze sprzedażą ubrań z drugiej ręki sięgają 5 mld zł. Wartość tego rynku stanowi prawie 1/6 krajowego rynku nowej odzieży i obuwia. Obserwatorzy prognozują, że chętnych na zakupy w ciucholandach będzie coraz więcej, bo z roku na rok obroty tych sklepów rosną o 10-15 proc. Dwa lata temu, kiedy rozpoczął się kryzys i ceny euro wzrosły wielu wieszczyło koniec tego interesu. A on kwitnie. Profesor Antoni Sułek z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, który konsultował badania OBOP-u mówi, że w społeczeństwach dobrobytu obserwuje się tzw. zjawisko "going poor", czyli "ubieranie się na dziada".

Symptomatyczne jest to, że ludzie mniej zasobni wolą kupić coś markowego nawet ponad stan i w ten sposób poprawić - choćby we własnych oczach - swoją pozycję. Ale bogatsi nie muszą niczego sobie udowadniać i nie widzą w kupowaniu w szmateksach nic, co mogłoby naruszyć ich wizerunek. "Going poor" zaczyna być modne także w Polsce. Bo zakupy w second-handzie to styl, a nie żaden wstyd.

MAJKA LISIŃSKA-KOZIOŁ

Czytaj dziennik polski

http://www.dziennik.krakow.pl/pl/magazyny/pejzaz-rodzinny/1156244-lumping-po-polsku.html,0:pag:3,0:pag:4#nav0

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Opinie Hyde Park Lumping po polsku