W kraju o dobrą pracę trudno, więc gdy kolega zaproponował Rajmundowi pracę za granicą, ten bez wahania przyjął ofertę. Natychmiast podpisał umowę z jedną z warszawskich firm, która rekrutowała w Polsce pracowników do pracy we Francji. Na początku wszystko wyglądało całkiem dobrze. Pensja, może nie tak wysoka jak pracowników miejscowych, ale jak na nasze wynagrodzenia całkiem niezła. Zakwaterowanie, no cóż, znacznie odbiegało od obiecywanego, ale pojechał do pracy, a nie na wczasy. Już po kilku dniach zaczęły się schody. Nie wypłacano diet w wyznaczonym terminie i zaczęło brakować środków na życie. Pracodawca przerzucał ich z jednej części kraju na drugą, a na każdej kolejnej "robocie" było gorzej. Warunki socjalne nie tylko odbiegały od oferowanych, ale były skrajnie podłe. To wszystko go jeszcze nie zniechęciło.
"Wytrzyma i za parę miesięcy wróci do domu. Podpisał kontrakt tylko na sześć miesięcy, więc jakoś przetrwa. Zresztą do miasta daleko, pieniędzy nie ma gdzie wydać, to będzie można odłożyć parę złotych" - pomyślał. Nie było mu to jednak dane. 28 sierpnia 2008 roku stało się nieszczęście. Po niespełna trzech miesiącach pracy doszło do katastrofy budowlanej, w wyniku, której Rajmund został poważnie ranny. Wraz z zawalającym się budynkiem spadł z dużej wysokości i został przygnieciony olbrzymim ciężarem sześciometrowych szyn stalowych. Z poważnymi obrażeniami i po długotrwałej akcji ratunkowej został przetransportowany helikopterem 120 km do najbliższego szpitala, w którym można było udzielić mu pomocy. Wśród odniesionych obrażeń były między innymi :odcięty kawałek pięty, dwustronne złamanie kości miednicy, pęknięcie panewki lewego biodra, połamane żebra i wiele innych. O opiece we francuskim szpitalu nie może powiedzieć nic złego. Po wstępnym poskładaniu, pod opieką wykwalifikowanego personelu medycznego mógł wreszcie wrócić samolotem do kraju. I tu dopiero zaczyna się koszmar... Długotrwała rehabilitacja uniemożliwia do dziś podjęcie pracy zarobkowej, a polska firma, w której był zatrudniony nie dokonała do końca formalności ubezpieczeniowych. Mimo, ze podpisywał polisę, to w P.Z.U. nic o niej nie wiedzieli, a Z.U.S takich roszczeń nie wypłaca. Zresztą w celu jakiegokolwiek dalszego działania potrzebna była współpraca z pracodawcą, a ten zmienił telefon, siedzibę, a nawet nazwę... Dokumentów przygotowanych przez Z.U.S. nikt nie podpisał. Winy polskiego pracownika żadnej, a rachunki za leczenie we francuskim szpitalu przychodzą do dzisiaj i opiewają na niebagatelną kwotę ok. 8500 euro. Komisja, która badała sprawę nie miała wątpliwości i szybko ustaliła, że winnym zaniedbania był właściciel francuskiej firmy, do pracy, w której przydzielono Rajmunda i wielu innych Polaków. Niestety brak pieniędzy uniemożliwia zatrudnienie adwokata, który mógłby mu pomóc w rozwiązaniu całego problemu, a międzynarodowy charakter sprawy jeszcze bardziej utrudnia wyegzekwowanie kosztów od winnego katastrofy. Po długotrwałej rehabilitacji poszkodowany Polak nie tylko nie odzyskał pełnej sprawności, ale jeszcze znacznie się zadłużył, gdyż przez długi okres czasu nie mógł podjąć pracy. Sprawa musi się odbyć we Francji, a do tego potrzeba kogoś, kto w tamtych realiach będzie mógł ją poprowadzić. W tej sytuacji Rajmund nie tylko niedługo straci mieszkanie (od dłuższego czasu nie płaci czynszu), ale jeszcze zdrowie, gdyż od dawna nie ma, za co kontynuować leczenia.
Okazało się, że zatrudnienie w polskiej firmie oferującej pracę za granicą nie było dobrym pomysłem. Zamiast poprawienia swojej sytuacji materialnej popadł w ruinę, tak finansową, jak i zdrowotną. Po przyjrzeniu się kilku takim firmom mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że nie był to przypadek incydentalny, a firma, w której zatrudnił się Rajmund nie jest jedyną, która, żeby uciec przed odpowiedzialnością, zmienia nazwę i adres, aby w dalszym ciągu bezkarnie kontynuować ten nie do końca legalny proceder. Wszyscy zainteresowani pracą poza granicami kraju za pośrednictwem rodzimych pracodawców powinni uważnie sprawdzać wszystkie papiery i przed wyjazdem upewnić się, że naprawdę zostali ubezpieczeni od nieszczęśliwych wypadków, a firma już długo działa na rynku i spełniła wszystkie kryteria, które są niezbędne do prowadzenia takiej działalności.
Tekst i foto :Piotr Żyła













