POLITYKA. Prof. Tomasz Nałęcz, działacz lewicy, został doradcą prezydenta
Plotki o ludziach lewicy, którzy mają znaleźć się w Kancelarii Prezydenta, przestały być tylko plotkami. Wczoraj Tomasz Nałęcz z SdPL potwierdził, że otrzymał i przyjął propozycję udziału w zespole doradców Bronisława Komorowskiego.
Nałęcz popularność zyskał w latach 2003-2004, gdy przewodniczył sejmowej komisji śledczej ds. afery Rywina. To głównie na tle tej sprawy doszło do rozłamu na lewicy, a Nałęcz wraz z Markiem Borowskim odeszli z SLD i stworzyli SdPL, w której Nałęcz, z przerwami, pozostaje do dziś.
Od dłuższego czasu wiadomo było, że Komorowski chciałby składem swej kancelarii, zwłaszcza doradców (od których wszak niewiele zależy), podkreślić ponadpartyjny charakter swojej prezydentury. Zamierzał sięgnąć po ludzi kojarzonych i z lewicą, i z PiS. Z tymi drugimi jest jednak kłopot, bo nikt się specjalnie do współpracy z obecnym prezydentem nie pali. Podobno bliskie finału są jedynie rozmowy z prezesem PAN prof. Michałem Kleiberem, którego z PiS kojarzyć dość trudno, ale który w sprawach nauki doradzał także Lechowi Kaczyńskiemu.
Nałęcz to postać znacznie bardziej rozpoznawalna, ale według części mediów możliwa jest nominacja kolejnego doradcy, który Nałęcza przyćmi. Miałby nim zostać Ryszard Kalisz, poseł SLD, a przede wszystkim szef prezydenckiej kancelarii za czasów Aleksandra Kwaśniewskiego. Jego rola mogłaby być znacznie istotniejsza niż wyżej wymienionych, gdyż Kalisz uchodzi za eksperta od prawa konstytucyjnego i byłby zapewne ważnym ogniwem decyzji Komorowskiego o losie przedkładanych mu ustaw.
Kalisz ma się jednak wahać, obawiając się definitywnego rozstania ze swoją partią. Ani jego, ani Nałęcza nominacja nie są bowiem oczywiście gestami pod adresem SLD. Przeciwnie - oznaczają gest nieomalże wrogi wobec szefa Sojuszu Grzegorza Napieralskiego. Nałęcz od dawna, jako jeden z liderów konkurencyjnej partii lewicy, jest solą w oku SLD. Kalisz ostatnio znalazł się wśród tych, którzy otwarcie kwestionują zdolność Grzegorza Napieralskiego do kierowania partią i których szef chciałby się pozbyć lub przynajmniej zmarginalizować.
Nominacje Komorowskiego, niespecjalnie istotne z punktu widzenia funkcjonowania kancelarii, stanowić mają raczej gest pod adresem lewicowych wyborców, którzy niekoniecznie popierają Napieralskiego w wewnętrznych sporach na lewicy, lecz dla których i Kalisz, i w mniejszym stopniu Nałęcz, symbolizują lepsze czasy. Kalisz prowadził kancelarię Kwaśniewskiego, którego kadencje przedstawia się dziś często jako najlepsze prezydentury po roku 1989. Nałęcz parokrotnie starał się pełnić rolę sumienia lewicy, nie próbując np. zamiatać pod dywan sprawy Rywina.
Do wyborów prezydenckich wprawdzie daleko, ale kampania parlamentarna - już za rok.
KRZYSZTOF LESKI
* * *
http://www.dziennik.krakow.pl/pl/aktualnosci/kraj/1050523-wyborcza-kancelaria-prezydenta.html
Niewykluczone, że w gronie etatowych doradców prezydenta, oprócz Nałęcza, znajdą się jeszcze prof. Roman Kuźniar (ds. międzynarodowych) oraz Waldemar Strzałkowski (ds. kombatantów). Natomiast możliwe jest, że społecznie w kwestiach sportu Komorowskiemu mógłby doradzać Robert Korzeniowski.
O tym, że prezydent Bronisław Komorowski kompletuje grono najbliższych współpracowników, a kluczowe nominacje mają być znane jeszcze w tym tygodniu napisał wczoraj "Newsweek". Doradcą prezydenta Komorowskiego mieliby - zdaniem "Newsweeka" - zostać także prof. Witold Orłowski, były doradca gospodarczy Kwaśniewskiego, oraz dawny polityk Unii Wolności Jan Lityński.
Prof. Witold Orłowski, którego "Newsweek" wymienia w kontekście doradcy ds. gospodarczych, raczej nie będzie pracował na stałe w kancelarii. Niewykluczone jednak, że znajdzie się w Radzie Gospodarczej, której utworzenie Bronisław Komorowski zapowiedział podczas niedawnego Europejskiego Forum Gospodarczego. Według informacji PAP kancelaria nie ma na razie kandydata na stanowisko doradcy ds. gospodarczych. Niewykluczone, że w ogóle taki doradca nie zostanie powołany. Rozmówca PAP zaznaczył, że Komorowski wysoko ceni przewodniczącego Komitetu Stałego Rady Ministrów Michała Boniego i współpracujących z nim ekspertów ekonomicznych, więc niewykluczone, że w przyszłości to właśnie z nimi będzie doraźnie współpracował. Informacji na temat ewentualnej współpracy z Komorowskim nie chciał komentować Jan Lityński.
Trwają poszukiwania prezydenckiego prawnika. Ofertę pracy w kancelarii odrzucił Aleksander Proksa. Z informacji PAP wynika, że w tym kontekście brany pod uwagę jest też b. minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski, który jest obecnie wiceszefem Rady Nadzorczej PZU SA. Jak dodaje informator PAP, prezydencki prawnik musiałby się jednak zrzec swojej aktywności zawodowej i gospodarczej, a z tym w przypadku Ćwiąkalskiego jest problem.
Z informacji PAP wynika też, że kancelaria szuka jednej osoby, która byłaby jednocześnie specjalistą od PR i rzecznikiem prasowym. Otoczenie Komorowskiego ma bowiem świadomość, że polityka informacyjna nie jest jak na razie mocną stroną kancelarii.
Jak dowiedziała się PAP, otoczenie głowy państwa chciałoby także powierzyć znaczącą funkcję w kancelarii kobiecie. Informator PAP dodaje jednak, że musi być to ktoś z wiedzą, doświadczeniem i osobowością, aby uniknąć zarzutów, że spełnia ona tylko funkcję tzw. kwiatka do kożucha.
(PAP)












