Polacy, Ukraińcy, Żydzi – co nas dzieli? – Wszystko. Tradycje, kultura, nawet rozumienie historii. Co łączy? – Ziemia. Ta nasza, tutaj, na tym skrawku Wschodniej, niektórzy mówią, że Centralnej Europy.
Piąte Międzynarodowe Seminarium „Arka”, skupiło się w tym roku przede wszystkim na zagadnieniu sąsiedztwa. Zagadnieniu niezwykle istotnym i co najważniejsze niełatwym. Podejrzewam, że nie muszę tłumaczyć, dlaczego ten trójkąt polsko – żydowsko – ukraiński stanowi nie lada wyzwanie dla nie jednego historyka. Ważne tu jest jednak to, że ten trójkąt może stanowić nie lada fundament dla budowania przyszłości.
By zacząć myśleć o przyszłości, trzeba pozamykać wiele rozdziałów z przeszłości. Polityka II RP wobec Żydów, II wojna światowa, UPA, AK, Wołyń’43, Wisła’47…
- Siła czy słabości współistnienia, to wszystko składa się na nasze sąsiedztwo. To nasza wspólna historia, szkoda tylko, że słowo to nie oddaje pełni zagadnienia – tłumaczy dr Małgorzata Soszka – Różycka – Bo przecież historia to nie tylko suche podręcznikowe fakty, ale także historie rodzin, kochanków, przyjaciół. Teraz rozmawiając między sobą o Polakach, Żydach, Ukraińcach, Rosjanach, odkrywamy ten wymiar, bardzo istotny.
Między innymi film „Historia rodziny Kowalskich” daje nam możliwość spojrzenia z bardziej przyziemnego, ludzkiego punktu widzenia. na wydarzenia historyczne, a dokładniej wydarzenia II wojny światowej. Pamiętajmy jednak o tym, że życie samo pisze scenariusze. Tak więc to wszystko, co można było zobaczyć na ekranie w czasie jednej z sesji, nagle przeniosło się do sali konferencyjnej w postaci świadków tamtych tragicznych wydarzeń. Nasi sąsiedzi, zamieszkujący okolice Uniowa, odwiedzili prelegentów seminarium i opowiedzieli. Opowiedzieli o tym, co sami pamiętali, albo to, co im rodzice przekazali. Mówiło się o wojnie i śmierci, więc były i łzy. Mimo to rozmawiać i słuchać trzeba.
- Na „Arce” nie chodzi o tworzenie presji, by się koniecznie poznać, tylko o możliwość. Sąsiedztwo to jest szansa poznania. Zauważanie podobieństwa u drugiego – w wymiarze płci, narodowości, religii, tworzy bliskość, co jest nie do przecenienia, ponieważ podobnych bardziej się lubi – prof. dr hab. Barbara Waigl przeprowadziła w Uniowie serię warsztatów związanych z tematyką stereotypów, które w znacznym stopniu ukazały uczestnikom spotkania kwintesencję problemu.
Co się jednak dzieje, gdy się nie znamy, nie rozumiemy? Boimy się. Z kolei strach i niezrozumienie tworzą stereotypy – stare jak baśń i trwałe jak tradycja.
- Inne wcale nie oznacza wrogie – zaznacza dr Igor Szczupak, z Ukraińskiego Centrum Nauki o Holokauście „TKUMA” – Może słyszeliście pewną historię, która wydarzyła się za czasów carycy Katarzyny. Pewnego razu do carycy przyszedł list od kupców rosyjskich uskarżających się na swój los:
- Najdroższa Mateczko Caryco, błagamy Cię, byś się zajęła jakoś Żydami. Bo kiedy my świętujemy, oni nam kradną klientów.
Odpowiedź Katarzyny była zwięzła:
- A wy nie pijcie.
Odpowiedź i na to przyszła:
- My piliśmy, pijemy i pić będziemy. Ty się lepiej Żydami zajmij.
- Nacjonalizmy, fałszywie pojęte ideologie czy religie – to właśnie one tworzą kategorie wrogości. Dziecko w wieku pięciu lat ma już pewne wyobrażenie o konkretnych narodowościach – prof. Waigl - Daleko szukać nie trzeba – „wycyganić” wyraźnie pejoratywne słowo, utrwala momentalnie negatywny obraz narodowości romskiej.
Jednym z najlepszych lekarstw na międzynarodowe niesnaski była koncepcja Giedroycia.
- Recepta była bardzo prosta – jeśli pochylamy się nad Hutą Pieniacką, to pochylmy się nad Babim Jarem. Chodziło o rozmowę, nie o to, by przyznawać rację, tylko, żeby zrozumieć z czego wynika postawa drugiego. Nie zgadzaj się ze mną, ale wiedz dlaczego ja tak myślę – to jest podstawa dialogu – dr M. Suszka – Różycka jest jednym ze znawców założeń Giedroycia – Problem polega na tym, że koncepcja ta jest dla ludzi inteligentnych i pracowitych.
Było sześć lat po wojnie, kiedy Jerzy Giedroyć w „Kulturze” wystąpił z niezwykle odważnym postulatem – jeśli Polacy chcą mieć dobre stosunki z sąsiadami, muszą odżałować Lwów i Wilno. Tak, to wymagało nie tylko inteligencji, ale i odwagi. A wdrażanie tego pomysłu – cierpliwości i pracowitości.
- Giedroyciowi chodziło o gruntowne przeoranie naszych umysłów. Obecnie, mogę śmiało powiedzieć, że kawał roboty został wykonany. Tym momentem przełomowym z całą pewnością była Pomarańczowa Rewolucja. Polacy dostrzegli w Ukraińcach naród, kiedy ten wyszedł na ulice, walnął pięścią w stół i powiedział „Nie!” – dodaje dr Różycka.
Myślę, że swoistą kontynuacją założeń J. Giedroycia jest produkcja i ukazywanie takich filmów jak „Trudne braterstwo” czy „Złoty wrzesień”.
Pakt Piłsudski – Petlura do tej pory wzbudza ogromne emocje. Nie tylko wśród Polaków i Ukraińców, Żydów także. Semen Petlura jako zdrajca narodu i antysemita – najpowszechniej przyjęty jego wizerunek - został całkowicie przełamany w filmie „Trudne braterstwo”, co oczywiście wywołało nie lada dyskusję. Rzecz jasna – o to chodzi.
- Staraliśmy się nie naruszać w filmie granic obiektywizmu, ale zarazem chcieliśmy wywołać jakieś emocje – mówi Jerzy Lubach, reżyser – Strona żydowska nie była zadowolona z tego filmu, nie chcą uwierzyć w niewinność Petlury co do pogromu Żydów w 20 latach.
Przed pokazem filmu „Złoty wrzesień” zastanawiałam się nad reakcją uczestników ze wschodniej części kraju. W końcu w świadomości większości „wschodniaków” II wojna światowa rozpoczęła się w 1941 roku. Takie podejście obala film „Złoty wrzesień” w reżyserii Tarasa Chymycza. Ukazane tam fakty nie tylko zmuszają do zapoznania się z paktem Ribbentrop – Mołotow, ale wywołują w środowisku pytania o moralność i wartości. Czy tylko kiedyś ludzie potrafili bronić tego, co jest rzeczywiście ważne? Bardzo wiele na temat poświęcania się „dla sprawy” mówili byli sowieccy więźniowie polityczni, dysydenci ukraińscy Semen Gluzman i Myrosław Marynowycz.
- Kto by nie pamiętał zdania wypowiedzianego przez Scarlet O’Harę: „Pomyślę o tym jutro”? – mówi prof. M. Marynowycz w czasie słowa wstępnego – Odpowiedzialność jest obecnie traktowana jako ciężar, który psuje całą zabawę.
Pozwolę sobie nie zgodzić się z takim stwierdzeniem. Ojciec Rafał Kiernicki czy dr Aaron Weiss (gość seminarium w Uniowie) poświęcili się dla sprawy całkowicie i z oddaniem. Takich ludzi było znacznie więcej, ludzi wielkich. Dlaczego? – Bo niezwykłe czasy wymagają niezwykłych ludzi. Sam prof. Marynowycz w ostatnich dniach „Arki” mówi:
- Podczas jednego z podobnych młodzieżowych seminariów strofowałem studentów, że o ile nie są niczym zainteresowani, nie powinno się im w ogóle przyznawać pieniędzy na takie spotkania. Po paru miesiącach wybucha Pomarańczowa Rewolucja, a większość tych „znudzonych” studentów stawia się na Majdanie.
Zarówno podziemna działalność przeciwko reżimowi, czy Majdan – to formy sprzeciwu wobec zastanego i niechcianego stanu rzeczy. Krytykujemy po to, by uczyć się na błędach. Piłsudski mawiał: „Romantyzm celów, pragmatyzm środków”.
- Nasza przyszłość to Europa. Nie dlatego, że mieliśmy w kraju bohaterów, ale dlatego, że ludzie siedzieli za to, że na głos mówili: „Nie zgadzam się!” – Semen Gluzman, psychiatra, więzień polityczny.
- Chcieliśmy być Polską, chcieliśmy być Litwą – konstatuje prof. Marynowycz – Może po 20 latach wypada wreszcie zmienić strategię. Ukraina to Wschód i Zachód, cywilizacja bizantyjska i łacińska – może by je tak połączyć?
Po usłyszeniu tych wszystkich słów wśród seminarzystów pojawiło się pytanie: Gdzie są Rosjanie?
- To niesamowite, na pierwszej „Arce” nie do pomyślenia by było, że ktoś będzie upominał się o rosyjską mniejszość narodową – zastanawia się dr Suszka – Różycka – Teraz wyraźnie brakuje jeszcze jednej strony dialogu!
Ludzie nie rodzą się prawymi, dobrymi, otwartymi i porządnymi. Oni się takimi stają, lub nie.
Joanna Demcio tekst i zdjęcia
http://www.dziennik.krakow.pl/pl/warto-wiedziec/kurier-galicyjski/1051273-swoj-obcy-sasiad.html













