KONTROWERSJE. Spory wokół Muzeum PRL-u w Krakowie nie milkną. Nie ma rozstrzygnięcia w sprawie scenariusza, bo członkowie Rady Programowej nie mogą się porozumieć, o czym właściwie ma opowiadać ekspozycja.
Węzeł niedomówień postanowił rozsupłać minister kultury - każdy członek Rady Programowej miał wysłać swoją opinię o projekcie wystawy, ale niektóre wciąż nie dotarły do resortu.
Muzeum PRL-u, dla którego już kilka lat temu miasto kupiło w Nowej Hucie budynek po dawnym kinie Światowid, wciąż budzi spory. Wszystko przez Radę Programową, w której zasiadają przedstawiciele różnych dziedzin, od historyków po filmoznawców. Jest m.in. Krystyna Zachwatowicz i Andrzej Wajda, prof. Andrzej Chwalba, prof. Andrzej Friszke, prof. Andrzej Paczkowski czy prof. Tadeusz Lubelski.
Jak się okazuje, członkowie rady różnie patrzą na okres PRL-u i trudno porozumieć im się co do tego, jak ekspozycja powinna wyglądać. Powstawały kolejne propozycje wystawy stałej, które za każdym razem uznawane były za źle opowiadające o PRL-u. Nie spodobała się więc koncepcja a la Bareja, wykpiwająca życie codzienne, ani ta, który zbyt mocno akcentowała terror i działania aparatu władzy. W końcu pojawił się projekt dr. Piotra Osęki. Miałaby to być ekspozycja, która oprócz pokazania tamtych czasów poprzez zdjęcia, filmy czy dokumenty rekonstruowałaby wnętrza z czasów PRL-u, jak komisariat, sklep czy prywatne mieszkania. W sumie ekspozycja miała zajmować powierzchnię 2-3 tys. mkw.
Ale do kompromisu nie doszło. - Wciąż powstają scenariusze, które nie są satysfakcjonujące - tłumaczyła pół roku temu, na spotkaniu z krakowskimi radnymi, prof. Krystyna Zachwatowicz, szefowa Rady Programowej wspomnianej placówki. Innego zdania są inni przedstawiciele rady, jak prof. Andrzej Paczkowski i prof. Andrzej Chwalba.
- Wydaje mi się, że to interesująca propozycja, opowiadająca o sferze polityki z jednej strony, ale nie pomijająca życia codziennego czy kulturalnego tamtych czasów. Właściwie każdy sam będzie mógł wysnuć wnioski, choć nie ukrywam, że chciałabym, by widzowie zobaczyli jednak, że był to czas hamujący rozwój. By mieli poczucie, że dobrze sie stało, iż to okres należący do przeszłości, zamknięty w muzeum - tłumaczy z kolei Jadwiga Emilewicz, kierownik Muzeum PRL-u.
Pat postanowił przeciąć minister Bogdan Zdrojewski. Na jego wniosek każdy z członków rady do końca sierpnia miał przesłać swoją opinię na temat projektu dr Piotra Osęki. Sam na razie nie zabiera głosu. I - jak twierdzą pracownicy resortu - nie ma szans, by sprawę rozstrzygnął w najbliższym czasie. I to z kilku powodów. Wiadomo na razie, że szef resortu wciąż czeka na opinie członków Rady Programowej, bo kilku wciąż nie ma.
Ale to nie jedyny problem. - Nie ma co kryć, minister nie będzie chciał rozstrzygać sprawy przed wyborami, by nie dawać argumentów w walce o fotel prezydenta Jackowi Majchrowskiemu, który mógłby używać argumentu, że Kraków zyskał nowe muzeum. Na oficjalne zdanie resortu trzeba będzie więc jeszcze poczekać - usłyszeliśmy.
Jeszcze niedawno plan był oczywisty: w Światowidzie powstać miał oddział Muzeum Historii Polski w Warszawie, finansowany przez ministra kultury. Rozpoczęto społeczną zbiórkę eksponatów oraz rozmaite akcje edukacyjne. Pół roku temu sprawa się skomplikowała. Radni z Komisji Kultury, za namową Andrzeja Wajdy, jednego z inicjatorów powstania placówki, podjęli uchwałę w sprawie wniosku do prezydenta Jacka Majchrowskiego o "powołanie w porozumieniu z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego samodzielnej instytucji kultury - Muzeum PRL-u". Ale na rozstrzygnięcie przyjdzie jeszcze poczekać.
ŁUKASZ GAZUR
Opinie o projekcie
Przypominamy opinie niektórych członków Rady Programowej o projekcie scenariusza dr Piotra Osęki:
- Prof. Krystyna Zachwatowicz, szefowa Rady Programowej:
Dla nas istotny w tym muzeum jest wątek krakowski i nowohucki, a w żadnej z propozycji, które trafiły w nasze ręce, nie jest wystarczająco wyeksponowany. Jeśli placówka by się usamodzielniła, moglibyśmy wreszcie stworzyć scenariusz, który odpowiednio zaakcentowałby miejsce Krakowa i Nowej Huty. Dzięki temu opisalibyśmy nie tylko historię PRL-u, ale i dróg Polaków do wolności
- Prof. Andrzej Paczkowski:
Dyskutowaliśmy kilka wersji scenariusza, ale doszliśmy do porozumienia. Oczywiście, zwracaliśmy uwagę, że trzeba dokonać drobnych szlifów, ale propozycja Piotra Osęki nam się podobała. Jej największą wartością jest umiejętność pogodzenia historii aparatu władzy z życiem codziennym, martyrologii z ośmieszaniem à la Bareja. Przecież to czasy, w których ludzie żyli, kochali, a tramwaje jeździły. O tym wszystkim musi opowiadać to muzeum - dodaje.
- Prof. Andrzej Chwalba:
Muzeum PRL-u w obecnym kształcie już wpisało się w panoramę miasta. Wystarczy przypomnieć, że muzeum to nie tylko ekspozycja, o której dyskutujemy. To także działalność edukacyjna. W dyskusjach organizowanych przez tę placówkę biorą udział Radosław Sikorski, Jerzy Fedorowicz czy Krzysztof Kozłowski. Często są to ludzie o odmiennych poglądach, którzy mają bardzo osobiste spojrzenie na te czasy. Są nie tylko świadkami, ale uczestnikami tych wydarzeń. Tu naprawdę dyskutuje się o historii. I to jest wartość, którą w krótkim czasie udało się wypracować. Chciałbym, żeby dorobek tej młodej instytucji nie został zmarnowany przez nieprzemyślane decyzje.
- Janusz Sepioł:
Byliśmy przekonani, że stworzenie tego muzeum jako filii Muzeum Historii Polski z jednej strony pozwoli zaoszczędzić wydatki Krakowowi, z drugiej - nada rozmach. Ale te dwa lata są rozczarowujące. Kolejne scenariusze są przyzwoitym podręcznikiem. Niestety, dotyczy to także propozycji dr. Piotra Osęki. Narzucana jest jedna, jasna interpretacja. Jestem przeciwnikiem takich jednoznacznych propozycji.













