Choć komercyjny Christmas time trwa już prawie dwa miesiące – w Stanach zaczyna się po Thanksgiving, w Polsce trwa od Wszystkich Świętych, a kończy na Trzech Króli – i tak wielbiciele kolęd i choinki odczuwają niedosyt.
Niektórzy już tak bowiem mają, że najchętniej zamieszkaliby na stałe na biegunie północnym, biorąc etat w fabryce zabawek u Świętego Mikołaja.
Dla nich więc, a także dla wszystkich, którzy jeszcze nie dojrzeli do bożonarodzeniowego wypadu na Karaiby, ale też nie potrafią wytrzymać całego dnia przy stole, w otoczeniu rodziny, wymyślono Christmas Museums. Gdzie jest mniej więcej tak, jak w Macy’s w okresie między Thanksgiving i Nowym Rokiem. Tyle że Gwiazdka trwa tam jak rok długi, zupełnie niezależnie od kalendarza liturgicznego i harmonogramu fachowców od świątecznego marketingu.
Pomijając biegun, o permanentną atmosferę świąteczną najłatwiej powinno być chyba w Bethlehem – czyli zaledwie o sto mil od Nowego Jorku i 150 od Bostonu. W takiej właśnie właśnie odległości od obu największych miast Wschodniego Wybrzeża leży Bethlehem, CT, w którym już od trzech dekad w adwencie, zazwyczaj na samym początku grudnia, organizowany jest słynny na okolicę Christmas Town Festival.
W programie, obok zwiedzania bajkowego, osiemnastowiecznego miasteczka, na tę okazję udającego scenografię "Dziadka do orzechów", jest wieczorna procesja ze świecami, zakończona zapalaniem światełek na wielkiej choince, uroczyste powitanie Świętego Mikołaja, ekspozycja zabytkowej szopki neapolitańskiej (drugą taką ma w Ameryce już tylko nowojorskie Metropolitan Museum) oraz – oczywiście – wielki jarmark świątecznych różności.
A na co dzień Bethlehem w Connecticut to zwyczajne, prowincjonalne miasteczko.
Przez cały rok bożonarodzeniowych atrakcji można za to doświadczać w... Petersburgu. Z Nowego Jorku to będzie trochę dalej niż do Bethlehem, ale nie aż tak bardzo, bo chodzi o Petersburg w stanie Kentucky, gdzie mieści się The Nativity and Creation Museum. Tutaj nie uświadczy wprawdzie Świętego Mikołaja w otoczeniu Rudolfa i tuzina elfów, ale za to można uczestniczyć (w charakterze publiczności, oczywiście) w misterium Narodzenia Pańskiego, pomóc Trzem Królom pakować walizki przed podróżą do krainy króla Heroda i zajrzeć do domu Joachima i Anny, rodziców Jana Chrzciciela. Ale też spojrzeć, przez teleskop w lokalnym planetarium na trajektorię Gwiazdy Betlejemskiej, zerwać owoc z Drzewa Wiadomości Dobrego i Złego w tutejszym Rajskim Ogrodzie i sprawdzić, jak kreacjoniści godzą przekaz biblijny o Sześciu Dniach Stworzenia z niekwestionowaną już dzisiaj przez nikogo (poza Maciejem Giertychem) teorią ewolucji. A po wszystkim wypić kawę w Arce Noego. Od dziesiątego grudnia Nativity Museum zmienia się – podobnie jak Bethlehem – w Christmas Town. Tyle że jest to Christmas Town w wydaniu bliskowschodnim raczej niż północnobiegunowym. Rażącą nieobecność świty Santa Clausa próbują więc – jak mogą – wypełnić żywe owieczki spacerujące pod naturalnymi palmami w doniczkach. Z dyskusyjnym rezultatem.
Toteż Amerykanie, którzy nad historię biblijną przedkładają narrację na temat bieguna północnego, zamiast do Kentucky powinni się raczej udać do stanu Indiana, do miasteczka Santa Claus.
Ale tak naprawdę, to świąteczna atmosfera, do jakiej przyzwyczaił nas wystrój sklepów na Herald Square, panuje jak rok długi tylko w Paradise.
Czyli niedaleko, bo jak wiadomo lokalny Raj mamy tuż za nowojorską miedzą, w Pensylwanii. Mieszczące się tu National Christmas Center jest ekspozycja stałą, zrealizowaną w formacie ulubionych przez Amerykanów "parków tematycznych".
Toteż, owszem, część ekspozycji zadowoli najbardziej nawet wybrednych miłośników historii biblijnej, ale nieopodal znają też coś dla siebie wielbiciele Santa Clausa i renifera Rudolfa. A nawet globaliści głoszący ideę Bożego Narodzenia ponad etnicznymi podziałami, takiego z szopką (Christmas), menorą (Chanuka), rogiem obfitości (Kwanza) i bałwankiem (Winter Holidays).
Santa Claus Museum, Santa Claus, IN
Ale tak naprawdę, to nie warto wyjeżdżać w święta ani do Bethlehem, ani tym bardziej do Petersburga. Bowiem w rankingu Travel Channel dotyczącym The Most Christmasy Places in America, obok Paradise, PA, i Santa Claus, IN, znajdziemy także... Nowy Jork. Na liście znalazł się wprawdzie tylko sklep FAO Schwartz, ale spokojnie można by na nią wpisać także okolice Rockefeller Center, Herald Square i cały środkowy Manhattan.
A zresztą trudno, żeby miało być inaczej, skoro jedyny prawdziwy Święty Mikołaj z bieguna przyjeżdża na święta właśnie do Nowego Jorku. Kto nie wierzy, w tych dniach zawsze może spotkać się z nim w Macy’s













