W ostatnich latach w Polsce wszędzie mnożą się i tworzą przeróżne aquaparki. Wabią i zachęcają potencjalnych klientów rzekomymi licznymi atrakcjami wodnymi i nie tylko, zapewniają o możliwych godzinach spędzonych na relaksie i rozrywce. Czy faktycznie warto? Czy owa polska wodno-rozrywkowa rzeczywistość choć po części dorównuje nazwie zaczerpniętej od wielkich zagranicznych kompleksów wodnych?
Dim lights Embed Embed this video on your site
Na te pytania z pewnością szybko odpowiedziałby każdy, kto choć raz odwiedził polski i zagraniczny aquapark. Wchodząc do obiektu opatrzonego angielsko-brzmiącą nazwą „park wodny", przeciętny turysta spodziewa się zazwyczaj licznych basenów na różnych poziomach, zjeżdżalni, grot, przejść, wodospadów, jacuzzi i wielu innych atrakcji. Co zastaje? W standardzie mamy zazwyczaj trzy baseny – sportowy, zwykły i dziecięcy, dwie, trzy bąbelkowe wanny, kilka wodnych biczów, jedną małą zjeżdżalnię dla dzieci i jedną dużą, dla tych „rządniejszych wrażeń". Wszystko czyste, jasne, proste i - po maksymalnie godzinie - nudne.
Co prawda nie kłóci się to z ogólnie przyjętą definicją aquaparku. Generalnie przyjmuje się, że park wodny jest obiektem sportowo-rekreacyjnym, którego główną część stanowią baseny o różnych głębokościach i temperaturach wody, a dodatkowo oferującym takie atrakcje jak: zjeżdżalnie, sztuczne rzeki, sauny, czy solaria. W minimalnej wersji oferują to teraz niemal wszystkie obiekty, w każdym większym mieście w Polsce.
Gdzie w takim razie warto się udać, by zobaczyć aquapark w pełnym formacie?
Dla tych z zachodu i południa kraju najciekawszym rozwiązaniem będzie na pewno nowy obiekt we Wrocławiu. Wnętrze ma skomplikowaną formę: różne poziomy, przejścia, kolory, groty, schowki, sztuczne palmy. Do bardziej niestandardowych atrakcji należy zaliczyć basen z imitacją morskich fal (do 70 cm wysokości), jacuzzi pod gwiazdami, zjeżdżalnię turbo (na której osiąga się ogromne prędkości), czy skocznię (dająca imitację narciarskich skoków). Atrakcji jest sporo, a klimat niesamowity.
Osoby z północy i wchodu Polski nie chcąc przemierzać całego kraju, prawdziwych wodnych atrakcji poszukają już raczej za granicą, a dokładniej na Litwie. W miejscowości Druskienniki niedaleko polskiej granicy na powierzchni 9000m2 znajduje się spory kompleks oferujący godziny rozrywki. Dziewięć zjeżdżalni o różnej tematyce, długości i nachyleniu, zapewniających zróżnicowane emocje. Podobnie jak we Wrocławiu znajdziemy basen z falami morskimi, rzekę, basen ze skałami i kilkupiętrowymi jacuzzi, strumieniami masażowymi i wodnymi kaskadami. Dodatkowa nowość w Druskiennikach to plaża nudystów.
Atrakcje, z których możemy skorzystać w okolicach niestety długo jeszcze nie dorównają egzotycznym obiektom. Ogromne aquaparki na świeżym powietrzu, jak choćby najbardziej znany Lloret de Mar na Costa Brava w Hiszpanii, to przeżycie, na które warto sobie choć raz pozwolić. Gigantyczne kompleksy ze zjeżdżalnią w rodzaju kolejki górskiej, sztormem, zapierającym dech w piersiach kamikadze (zjeżdżalnia o wysokości 22 metrów), metrowymi falami, zjeżdżalniami zbiorowymi, na oponach, w grotach i na powietrzu, z zamkami i budowlami, rurami i kolorowymi ozdobami. Otoczone zielenią, zbudowane z ogromnym rozmachem i przepychem. Fontanny, bicze, skały, groty, przejścia, poziomy i wodospady – wszystko z promieniach południowego słońca. Bez duszącego zapachu chloru, z czystym powietrzem. To coś, czego w polskich realiach niestety ciężko doświadczyć.
Iwona Pajewska













