
„Jaskółki” (gniazdo – pół ziarenka maku)
Najmniejszy na świecie portret – płaskorzeźbę papieża Jana Pawła II wykonał w tarninowej pestce Mykoła Siadrystyj, ukraiński artysta. Rozmiary tego portretu wynoszą trzy na trzy milimetry. Jednak zobaczenie go gołym okiem jest po prostu niemożliwe, dlatego też muzeum mikrominiatury Kijowsko – Peczerskiego Rezerwatu, gdzie są prezentowane prace artysty, jest zaopatrzone w specjalny sprzęt optyczny.

Mykoła Siadrystyj przed muzeum w Andorze
Wyzwanie rzucone globalizmowi
- Mikrominiatura to jedynie mała część tego, czym się zajmuję – mówi Mykoła Siadrystyj – to praca z martwą naturą, a mnie bardziej ciągnie do polityki, historii.
Artysta codziennie czyta i opracowuje setki stron różnych dokumentów, wyszukując między innymi te o komunistycznych zbrodniach. Ale to właśnie miniatura przyczyniła się do sławy pana Mykoły. Dokąd by nie przyjechał, na jego wystawach zjawiają się najważniejsze osoby w państwie.
Mykoła Siadrystyj urodził się na Charkowszczyźnie, następnie losy rzuciły go na Zakarpacie, gdzie pracował jako agronom, gdy awansował przeniósł się do Kijowa, już jako inżynier jednego z instytutów NAN (Narodowa Akademia Nauk) Ukrainy. Zafascynował się mikrominiaturą już znacznie wcześniej – podczas studiów w Charkowie na Akademii Rolniczej.
Przyszłego mistrza od zawsze zadziwiały prace chińskich i japońskich artystów, którzy tak starannie umieszczali hieroglify na ziarnkach ryżu. Jednak największe wrażenie wywarła na nim pewna publikacja o ormiańskim mikrominiaturzyście Edwardzie Kazarianie – na łamach gazety został zamieszczony list, w którym jego niemieccy koledzy wyrażali swe wątpliwości, co do stwarzania rzeczy nie widocznych gołym okiem. Kazarian nie odpowiedział od razu, ale po pewnym czasie jego niemieccy koledzy otrzymali przesyłkę, w środku znajdowała się niewielka marmurowa podstawka z dwoma rubinami i włosem ułożonym pomiędzy nimi. Na pierwszy rzut oka nic w tym dziwnego nie było, dopóty, dopóki na włosku nie odczytano: „Braterskie pozdrowienia dla niemieckiego narodu od ormiańskiego!”.

„Pamięci Oleksandra Grina” (długość regaty 3x5 mm)
Sąsiedzi Siadrystego w akademiku nie do końca wierzyli w całą historię, ale on sam stwierdził, że musi to sprawdzić osobiście. Na początku przyglądał się włosowi pod mikroskopem, potem szukał odpowiednich narzędzi do pisania. Ani igły, ani szpilki nie nadawały się do tego, były po prostu za duże. Okazało się, że do tego zadania najlepszym będzie proszek z papieru ściernego, którym to i u progu 1960 roku, napisał: „Najlepsze życzenia z okazji nadchodzącego Nowego Roku, Mykoła Serhijowycz”. Wtedy to i rozpoczęła się era mikrominiatury. Bo przed Siadrystym owe pojęcie nawet nie istniało. Ukraiński mistrz zapoczątkował ten nurt w sztuce, chociaż mikro miniatura jako taka już istniała, zachwycał się nią także znany rosyjski jubiler Piotr Karol Faberge. Chociaż jeśli porównamy prace obu, to u Rosjanina są one po prostu wielkie.
M. Siadrystyj mówi, że aby zajmować się mikrominiaturą przede wszystkim należy wiedzieć wszystko o materiałach i ich właściwościach. Miniatura, w świecie , który dąży co raz bardziej do gigantycznych rozmiarów i globalizmu, jest rzuceniem wyzwania społeczeństwu, a nawet i przyrodzie.
- W moich pracach staram się iść z duchem czasu – śmieje się rozmówca – rozejrzyjcie się dokoła. Rozmawiam z wami przez telefon i swobodnie przechodzę z pokoju do pokoju, bez różnych drutów. Teraz wszystko jest ustanowione na mikroschematach. Moje prace to te same mikroschematy, tylko, że trochę większe.

Karawan w uchu igielnym.
Artysta przyznał się, że czasami na przygotowanie narzędzi potrzeba więcej czasu, aniżeli na samo wykonanie pracy. Takim narzędziem może być i ziarenko pisaku, i diamentowe ostrze.

Złoty komar
Na przykład nad portretem matki pracował prawie rok. Zrobił prawie pół tysiąca szkiców, przed tym niż wykonał szklany kłos, na którym dosłownie w ciągu pięciu minut narysował diamentowym ostrzem z pamięci twarz matki.
W podziękowaniu za swój portret Jan Paweł II wysłał list.
Pierwszy raz Siadrystyj zasmakował sławy w 1967 roku, kiedy pojechał ze swoimi pracami na wystawę „Ekspo” do Montrealu. Dość ciężko było zwrócić na siebie uwagę, toczyła się akurat zimna wojna. Ale to nie może stanowić przeszkody dla osoby, która potrafi rozciąć na pół ziarnko maku i usadzić tam złote ptaszki. Chociaż odwiedzający szli przede wszystkim obejrzeć osiągnięcia radzieckiej kosmonautyki, ich wzrok przykuły także ustawione w rząd mikroskopy, przez szkła których można było zobaczyć niesamowite mikroskopijne rzeczy, stworzone ludzkimi rękoma. Amerykańskim inżynierom M. Siadrystyj musiał nawet udowadniać, że mikroskopy są prawdziwe. Sukces był niesamowity.
I wszystko ułożyło by się świetnie gdyby nie choroba, na którą zapadł po powrocie z Kanady. Do fizycznych bólów dołączyła depresja artystyczna. Morze okazało się być najlepszym lekarstwem – Siadrystyj całkowicie zachwycił się nurkowaniem. Nauczył się wstrzymywać oddech na tyle długo, by nawet zatrzymać pracę serca. Wkrótce hobby stało się życiową pasją. Mykoła Siadrystyj został mistrzem sportu w nurkowaniu na Ukrainie. Całkiem możliwe, że właśnie umiejętność kontrolowania oddechu i wstrzymywania pracy serca zaważyły na jego twórczości. Jedynie osoba o tak wysokim poziomie samokontroli potrafi wykonać tak delikatną pracę.
Po pewnym czasie znowu pojawił się zapał do tworzenia. Chyba najczęściej u M. Siadrystoho pytają o podkutą pchłę i porównują ze znaną postacią literacką „Liwszą”. Jednak takie porównania jedynie drażnią artystę:
- Też mi, wielka rzecz – pchłę podkułem. Najciężej było tę pchłę znaleźć, a dalej już leci – osiem nóżek, osiem podkówek i gwoździe. Nic skomplikowanego w tym nie było. Znacznie ciężej jest wykonać mikro miniaturowy statek.
Aby zrobić statek o wielkości 3,5 milimetra, rozmieścić tam około 300 szczegółów potrzeba około dwóch miesięcy. Na prostsze prace potrzebuje miesiąca.
- Nie da się tu dokładnie powiedzieć ile czasu zajmie ci ta, czy inna praca – przyznaje się Mykoła Siadrystyj - To może równie dobrze być rok, jak i miesiąc.
Każda jego praca zasługuje na przedrostek „naj”. Najmniejszy „Kobzar”, którego powierzchnia wynosi 0,6 milimetra, ma 12 stron, a na każdej znajduje się po osiem linijek wierszy Trzy takie książki zmieszczą się w ziarenku maku. Złoty komar (naturalnej wielkości), na nosie którego umieszczona jest dziewczynka z parasolem zadziwi największego sceptyka. Na szklanym płatku chryzantemy o wielkości 2x5 milimetrów mistrz zapisał polonez Ogińskiego, te melodię pokochał jeszcze jako dziecko, właśnie w taki sposób zdecydował się ją uwiecznić.

Polonez Ogińskiego
Najmniejsza bałałajka, najmniejsze na świecie szachy, najmniejszy rydwan umieszczony w uchu igły. Na tej liście znajduje się jeszcze wiele rzeczy, które mogłyby zadziwiać czytelnika oryginalnością, bo M. Siadrystyj pasjonuje się mikro miniaturą już od 40 lat, a w swoim dorobku ma ponad pół tysiąca egzemplarzy. Są też prace, które artysta traktuje szczególnie, jedną z nich jest portret Jana Pawła II.

Jan Paweł II
- Ten człowiek zrobił więcej niż dziesiątki prezydentów razem wziętych – mówi pan Mykoła – w 2002 roku otrzymałem od papieża przepiękny list napisany po ukraińsku. Jest dla mnie wyjątkowo cenny, obecnie znajduje się w muzeum.
Talent pana Siadrystoho ma nie tylko estetyczne znaczenie. Kiedyś nawet musiał ratować czyjeś życie. Do irkuckiego szpitala trafiło dziecko z jakimś przedmiotem w płucach. Lekarze nie mogli się z problemem uporać, ponieważ ich narzędzia były za duże, w pewnym momencie ktoś przypomniał sobie o ukraińskim artyście. Mykoła Siadrystyj wykonał mały bronchoskop, dzięki niemu uratowano życie dziecka.
Pomimo oryginalności i unikalności dzieł, Siadrystyj sam się nie dorobił. Prawdopodobnie po prostu nigdy nie stawiał sobie za cel robienie czegoś dla pieniędzy. Nie ma najmniejszych wątpliwości co do tego, że takie domy aukcyjne jak „Christi” czy „Sotheby” zabrałyby jego prace wraz z jego rękoma. Ale zamiast tego, by zarabiać na swoich pracach, artysta w 1977 r. otworzył Muzeum Miniatury. W czasach radzieckich, było to miejsce pielgrzymek moskiewskich funkcjonariuszy partyjnych. Teraz jakoś zapomniano o muzeum. M. Siadrystyj okrążył cały świat ze swoimi dziełami, spotykając się z prawie wszystkimi prezydentami tych krajów (m.in. z L. Wałęsą i W. Jaruzelskim). Niestety, jak to często bywa, tym talentem najmniej zainteresowani są ludzie z jego własnej Ojczyzny. Permanentna wystawa mieści się nie tylko w Kijowie, ale też i w Moskiewskiej Politechnice, i w Muzeum Mikrominiatury w Księstwie Andory, gdzie nawet wyrabia się wino „Siadristyj” i zachęca się do odwiedzenia kraju właśnie poprzez reklamę tej wystawy.
Tekst i zdjęcia Oksana Dudar

Czytaj najlepszy dziennik regionalny