Kronikarz - magazyn obywatelski

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Nowości

Załóż swoje konto! Tylko dla zarejestrowanych użytkowników są widoczne wszystkie artykuły magazynu obywatelskiego "KRONIKARZ". Rejestracja jest BEZPŁATNA. Formularz rejestracji znajduje się pod lewym menu, w sekcji Logowanie, link Załóż swoje konto!.

 

Reklama

Partnerzy:
Reklama

MT Kościuszko

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Dzień dzisiejszy: Kosciuszko National Park

Janusz Rygielski

(…)

alt
alt


Dziś imię Kościuszki wiąże się nie tylko z najwyższym wierzchołkiem kontynentu, ale również z ważnym potokiem Śnieżnych Gór i jednym z największych parków narodowych Australii.

Nazwisko Strzeleckiego występuje na mapie Australii kilkanaście razy, między innymi przypisano je do potoku płynącego na północ od Mt Townsend. Niedaleko płynie Potok Geodetów (Surveyors Creek), poświęcony zapewne tym wszystkim australijskim geodetom, którzy w imię prawdy i rzetelności zawodowej przez sto lat konsekwentnie bronili osiągnięcia nieznanego im Polaka i wprowadzonej przez niego na najwyższy szczyt kontynentu obcej im nazwy.

Tablica na szczycie odsłonięta przez polskiego ambasadora Noskowskiego w 1940 r. (!), z okazji setnej rocznicy wejścia P. E. Strzeleckiego na Mt Kosciuszko została usunięta przez wandali. W 1994 r. Rada Naczelna Polskich Organizacji w Australii ufundowała nową tablicę [7].
W 1997 r Służba Parków Narodowych w Nowej Południowej Walii zwróciła się do Rady Naczelnej z prośbą o pomoc finansową społeczeństwa polskiego w Australii przy rekultywacji szczytu Mt Kościuszko, zapewniając przy tym odpowiednie uhonorowanie Strzeleckiego (m. in. szlak na szczyt miał być wyznakowany kwiatem, który Strzelecki wysłał z Gór Śnieżnych Adynie Turno) oraz obecność przedstawiciela Polonii w Radzie Parku. Niestety, ówczesne Prezydium, mimo moich nalegań, nie podjęło tej inicjatywy.
Rekultywacja szczytu odbyła się bez polskiego udziału.
Polska tablica zniknęła. W jej miejsce pojawiła się nowa, informująca, że Strzelecki nie był pierwszy, bo przed nim wchodzili na szczyt Aborygeni i miejscowe pastuchy. Krótko po tym, pojawiła się propozycja zmiany nazwy szczytu.

Fragment artykułu dr Janusza Rygielskiego pt.
„Geodezyjne aspekty wejścia P. E. Strzeleckiego na Mt Kosciuszko”, opublikowanego w Przeglądzie Geodezyjnym w Polsce w roku 1985

Tekst [7] pochodzi ze źródła do sprawdzenia w: „Literaturze”

 

Zdobycie Mt Kosciuszko

Janusz Rygielski

dwa kopce
dwa kopce
W dniu 12 marca 1840 roku Paweł Edmund Strzelecki wszedł samotnie na najwyższy szczyt Australii.

W listopadzie 1983 i styczniu 1985 roku, korzystając ze stypendiów Narodowej Rady Kultury Australii (Literature Board of Australia Council) odwiedziłem Park Narodowy Kosciuszko i, między innymi, przewędrowałem samotnie trasę Strzeleckiego, wiodącą przez nadal dzikie zachodnie stoki najwyższych szczytów Australii. W niniejszym opracowaniu prezentuję zebrane informacje o technicznych aspektach tej wyprawy oraz nieco własnych refleksji.

Na szczycie Mt. Kosciuszko do 1999 r. tkwiła w jednym z granitowych głazów, wmurowana w 1940 r., tablica poświęcona pamięci Strzeleckiego, z datą jego wejścia zapisaną w raporcie do gubernatora Nowej Południowej Walii G. Gipps'a - 15 lutego 1840 roku -zobacz- [8] xx

Kontrowersje wokół polskiego podróżnika zaczynają się od tej daty, gdyż jest ona niewątpliwie fałszywa. Zarówno jego własne dane przedstawione w podstawowym opracowaniu Physical Description of New South Wales and Van Diemen's Land [9], jak i dziennik współtowarzysza podróży Mcarthura [11] oraz inne fakty wskazują dobitnie, iż najwyższy szczyt Australii został zdobyty w dniu 12 marca 1840 roku.

(Dla wyjaśnienia tej kontrowersji próbowano, między innymi, wykorzystać pozycję Księżyca opisaną, ale nie zmierzoną, przez Mcarthura. Jednak różnica między 15 lutego i 12 marca - 26 dni - jest zbyt bliska cyklowi księżycowemu i nie pozwala na sformułowanie żadnych wniosków.)

Po pokonaniu około 1800 m różnicy wysokości, po przejściu przez gęste lasy eukaliptusowe, zarośla strefy alpejskiej i rumowiska skalne - Strzelecki i Mcarthur weszli na drugi co do wysokości szczyt Australii - Mt. Townsend, 2209 m n.p.m. Strzelecki wniósł tam, między innymi, kompas Schmaldersa o dokładności 31/2", który połączony z klinometrem zastąpił mu teodolit. Za pomocą tego instrumentu podróżnik ocenił, iż w kierunku południowym znajduje się szczyt wyższy. Według współczesnych danych, Mt. Kosciuszko jest odległy o ok. 7,5 km od Mt. Townsend, a różnica wysokości między nimi wynosi 19 m, co daje około 9'. Posiadane przez Strzeleckiego instrumenty posiadały tę dokładność i powinny umożliwić identyfikację najwyższego szczytu bez wątpliwości.

Mcarthur zapisał w swym dzienniku, że Strzelecki poinformował go wówczas, że zamierza nadać imię Kościuszki najwyższemu szczytowi Australii, uzasadniając to podobieństwem tej góry do Kopca Kościuszki w Krakowie. Argumentację tę Strzelecki powtórzył w sprawozdaniu dla gubernatora Gipps'a.

W latach późniejszych, gdy na próżno usiłowano dopatrzyć się podobieństwa miedzy szczytem Kościuszki i jego Kopcem, zbyt wielką wagę przywiązywano, moim zdaniem, do pretekstu użytego przez Strzeleckiego, a zbyt małą do jego motywów i intencji. Strzelecki niewątpliwie wiedział, że wejdzie na najwyższy szczyt kontynentu co najmniej kilka tygodni wcześniej. Przygotował się do nadania wybranego imienia, a później wykazał sporo talentu dyplomatycznego, którym zapewnił nadanej przez siebie nazwie przetrwanie. W sprawozdaniu przekazanym do gubernatora Nowej Południowej Walii napisał że...

„...w obcym kraju, na cudzej ziemi, lecz wśród wolnego ludu ceniącego wolność i jej bojowników, nie mogłem powstrzymać się, aby nie nadać temu szczytowi nazwy Góry Kościuszki”[6].

Przez sześćdziesiąt lat słowa te zdobiły obelisk na szczycie. Ale brzmią one i brzmiały wówczas cokolwiek ironicznie, zważywszy, że kolonia karna składała się głównie z więźniów, a miejscową ludność, to jest Aborygenów, ścigano jak dziką zwierzynę. Czego się jednak nie robi dla słusznej sprawy.

Snując powyższe refleksje przez kilka dni penetrowałem górskie przestrzenie miedzy Mt. Townsend i Mt. Kosciuszko, starając się możliwie dobrze poznać trasę Strzeleckiego. Między tymi dwoma szczytami rozciąga się długa głęboka dolina (Wilkinson Valley) i każdy współczesny turysta wybiera drogę prowadzącą przez rozlegle plateau, a nastopnie stokiem Mt. Mueller i głównym grzbietem. Nie mógł inaczej postąpić Strzelecki. Byłoby to wbrew logice i jego górskiemu doświadczeniu.

Otóż na tym plateau, odległym zaledwie o kilka minut marszu od Mt Townsend, można zaobserwować, że położony dalej na południe wierzchołek North Ramshead (2177 m n. p. m) przybiera kształt kopca naczelnika i „układa się” pod szczytem Mt. Kosciuszko.
Zamieszczone powyżej zdjęcie dokumentuje to w sposób ewidentny (fragment zdjęcia po prawej).

Czy wypowiedź Strzeleckiego nie mogła nastąpić w tym właśnie miejscu? Dziennik Mcarthura nie daje odpowiedzi na to pytanie. Moim zdaniem, w poszukiwaniu podobieństwa miedzy szczytem, a kopcem zupełnie niesłusznie koncentrowano uwagę na samym wierzchołku Mt. Kosciuszko, zamiast wnikliwie prześledzić drogę Strzeleckiego.
I dodatkowa uwaga. Widok z plateau nie jest łatwy do uchwycenia gołym okiem. Zdjęcie wykonałem obiektywem o ogniskowej 200 mm. Ale Strzelecki był przecież w podobnej sytuacji. Miał sekstans z lunetą.

Na szczycie Mt. Townsend (lub na sąsiadującym z nim plateau). Strzelecki i Mcarthur rozstali się. Ten ostatni zszedł niżej, gdzie pozostawiono Aborygenów - przewodników, by zorganizowali nocleg.

Paweł Edmund Strzelecki powędrował samotnie na Mt Kosciuszko, gdzie spędził około 4 godzin. Za pomocą sekstansu pomierzył współrzędne geograficzne i sprawdził swój kompas na podstawie wyliczonego azymutu geograficznego. Odczytał również wskazania barometru (Syphon Gay Lussac's Mountain Barometer) oraz użył przyrządu Wollastona do pomiaru temperatury wrzenia wody. Do obliczeń używał Almanachu Żeglarza (odpowiednik Rocznika Astronomicznego) i tablic logarytmicznych.

Po zapadnięciu zmroku zszedł nową drogą w dolinę Wilkinson, przewróciwszy się kilka razy wraz z instrumentami, co prawdopodobnie miało wpływ na uzyskane później dokładności pomiarów.

Strzelecki wyliczył współrzędne geograficzne dla Mt Kosciuszko na 36 stopni 54 min. (szerokości) i 148 stopni 15 min. (długości). Obecnie wielkości te są oceniane na 36 stopni 27 min 26,624 sek. i 148 stopni 15 min 50,356 sek.
Płk. Clews, za którym cytuję te dane, stwierdza, że błąd pomiaru szerokości wynika z prostego faktu - Strzelecki pojawił się na wierzchołku około czwartej po południu i nie mógł wyznaczyć współrzędnej w zwykły sposób z pomiaru pozycji słońca.

Nieco dziwniej przedstawia się sprawa z wyznaczeniem wysokości najwyższego szczytu Australii. Początkowo Strzelecki poinformował Mcarthura, że wynosi ona 7800 stóp (obecnie ocenia się na 7310 stóp - 2228 m), ale w sprawozdaniu do gubernatora Gipps'a podał inną wielkość - 6510 stóp. H. Clews wyjaśnia, że dziennik Mcarthura wskazuje, iż w w dniu 12 marca nastąpiła zmiana pogody. Niż spowodował, że w wyniku pomiaru Strzelecki uzyskał zbyt dużą wysokość. Ale skąd wzięła się druga rzędna, zawarta w sprawozdaniu?

Otóż Strzelecki - przypomina Clews - schodząc z Mt Kosciuszko przewrócił się kilka razy i prawdopodobnie uszkodził barometr. Gdy cała wyprawa zeszła z gór do obozu u ich podnóża, wykonał tam powtórny pomiar wcześniej wyznaczonej wysokości i stwierdził różnicę. Nie dociekając jej właściwej przyczyny, na podstawie tej różnicy skorygował (wyrównał) wysokość Mt Kosciuszko znacznie w dół i taką wielkość przekazał w swoim raporcie. O słuszności tej hipotezy świadczy fakt, ze następna rzędna, wyznaczona po zejściu z gór, ma duży błąd, z tym samym znakiem.

Kilka miesięcy później Strzelecki zwrócił się do gubernatora Tasmanii - Johna Franklina o dostawę nowego barometru.

Osiągniecie Strzeleckiego nie zawierałby tak wielu zagadek, gdyby zachowały się jego notatki polowe wraz z dziennikami pomiarowymi. Niestety, dokumentów tych nie ma, nie oglądali ich również mu współcześni. Istnieje przypuszczenie, że jeden z uczestników wyprawy (James Riley, który nie brał udział w wejściu na Mt. Townsend), po zejściu Strzeleckiego i Mcarthura do bazy, udał się sam w drogę powrotną i wraz z końmi oraz częścią bagażu mógł zabrać też wspomniane notatki. Jeśli tak, to Strzelecki rozstał się z nimi na dłuższy czas, co mogło wpłynąć na nieścisłości w raporcie.

Nie wiadomo co się stało z notatkami później. Strzelecki w swoim testamencie wyraził życzenie zniszczenia wszystkich swoich prac i zanim krewni w Polsce zdążyli interweniować, Anglicy wykonali wolę zmarłego.

Dalsza trasa wyprawy wiodła na południe przez region, który - na cześć Gubernatora - nazwał Strzelecki Gippsland. Strzelecki pisał w liście do Adyny Turno [1]:

„Kraj ten jest cudowny... Nazwałem go na cześć gubernatora sir George'a Gippsa - Ziemią Gippsa; jeziora, osiem rzek, które posiada, nazwałem imionami ludzi najbardziej wybitnych w Nowej Walii.
Jednak najwyższy szczyt z łańcucha gór zwanego Alpami Australijskimi, szczyt który króluje nad tym kontynentem, którego nikt przede mną nie zdobył, szczyt z wiecznymi śniegami, otoczony ciszą i dostojeństwem naokół - zachowałem i poświęciłem, aby przypomnieć i przekazać temu nowemu kontynentowi imię drogie i święte dla każdego Polaka...”

x x Tablica została odsłonięta przez polskiego ambasadora Noskowskiego w 1940 r. (!), z okazji setnej rocznicy wejścia P. E. Strzeleckiego na Mt Kosciuszko.

Odnośniki: [1] - [5] - [6] - [8] - [11] sprawdź w „Literaturze”
Uaktualniona wersja artykułu dr Janusza Rygielskiego pt.: „Geodezyjne aspekty wejścia P. E. Strzeleckiego na Mt Kosciuszko”, opublikowanego w Przeglądzie Geodezyjnym w Polsce w roku 1985

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Szlakiem Strzeleckiego.

Janusz Rygielski.

 

Z doliny Geehi przez Hannels Spur.

Dolina Geehi w Górach Śnieżnych przypomina nieco polskie Bieszczady. Oprócz jednej chałupy zapewniającej komfortowy nocleg na betonowej podłodze, znajduje się tam pole namiotowe i droga łącząca Thredbo z Khancoban. Poza tym tylko góry, niżej nieco zalesione, wyżej przebłyskujące wspaniałymi połoninami Mt Townsend, drugiego co do wysokości szczytu Australii, wznoszącego się 1800 metrów nad doliną.

Z tego miejsca Strzelecki rozpoczął swą pierwszą część wyprawy na najwyższe wzniesienia kontynentu. Było to w marcu, na początku australijskiej jesieni, kiedy już niemal wszystkie śniegi spłynęły z wierzchołków w doliny.

swampy-plains-river
swampy-plains-river
Gdy stanąłem w punkcie startu nad Swampy Plain River w listopadzie, a więc późną wiosną, zmartwiłem się, że w tym miejscu nie wybudowano jeszcze mostu. Poprzedniego dnia przekonałem się jak przeprawa przez potok wygląda w praktyce. Mniej więcej metr od brzegu, gdy woda sięga powyżej kolan, prąd ścina z nóg, przewraca na plecy (czyli na plecak ☺ ) i spławia w dół. Na szczęście potoki w Snowy Mountains mają tylko kilka metrów szerokości. Pomagając sobie rękami można po kilku sekundach wylądować na przeciwnym brzegu. Ważne jest tylko, aby wybrać odpowiednie miejsce do przeprawy.

Pół godziny później, z plecakiem cięższym o kilka kilogramów, rozpocząłem podejście na Hannels Spur – długi i stromy grzbiet porośnięty głównie akacją (wattle).

Szlak zbliżony do hipotetycznej drogi Strzeleckiego w 1840 roku został wytyczony w latach trzydziestych tego stulecia przez pasterzy wołów Hannela i Pierce’a. Hannel był farmerem, ale chciał spróbować szczęścia w wypasach. Pierce należał do rodziny, która pierwsza osiedliła się w górnej części rzeki Murray. Wkrótce po wycięciu drogi w chaszczach okazało się, że ze względu na jej duży spadek nie nadawała się ona do przeganiania bydła. W 1946 roku, gdy założono Park Stanowy Kościuszko, droga została przecięta ponownie. Ale używana była rzadko. Agresywna roślinność wspomagana dużą ilością wody deszczowej przejmowała odebraną jej czasowo własność. Dziś jest to ścieżka czasami bardzo wyraźna, czasami nikła, ginąca gdzieś pod krzakami, czasami całkowicie niewidoczna.

Zadanie współczesnego bushwalkera jest proste – iść do góry. Ale na tej logiczno-matematycznej drodze zdarzają się fragmenty zatarasowane zwalonymi drzewami i kompletnie zarośnięte. Gdzieniegdzie pojawia się nagle kilka ścieżek. Nie są one wydeptane przez ludzi, ale przez urocze zwierzątka- wombaty, mające tu pełno swoich jam. Zdarzyło mi się raz, że idąc taką ścieżką doszedłem do sporej wombaciej dziury. Korekta tego błędu kosztowała mnie prawie godzinę.

Gdzieś koło południa upał zrobił się nie do wytrzymania. Mimo że w lesie, czułem się jak w piekarniku. Zmęczony położyłem się na zwalonym pniaku. Za chwilę obok mnie usiadła, dysząc ciężko, spora jaszczurka. „Przydałoby się trochę deszczu” – powiedziałem do niej. Nie mogę powiedzieć, czy przytaknęła. Ale faktem jest, że w tym samym momencie huknął grzmot. Chwilę później padał już ulewny deszcz.
Temperatura obniżyła się raptownie. Potem deszcz przestał padać, ale było coraz zimniej. Miliony drobnych, żółtych kwiatów akacji stały się zbiornikami wody. Każdy krok przez krzaki był lodowatym prysznicem. Przemoczony, zmarznięty i zmęczony, po kilku godzinach zacząłem odczuwać, co to znaczy hipotermia, wyczerpanie organizmu spowodowane zimnem. Częsta przyczyna wypadków w Snowy Mountains. Więc gdy o piątej po południu pojawiła się niewielka polanka (Moiras Flat), natychmiast zdecydowałem się na biwak. W plecaku niemal wszystko było mokre. Ocalała piżama, cienki śpiwór i kapelusz. Włożyłem stopy do kapelusza i cały wraz z głową schowałem się do śpiwora.

Głód obudził mnie około ósmej wieczorem. Zapaliłem latarkę i zabrałem się do studiowania mapy i przewodnika. Okazało się, że doszedłem do jedynego na trasie miejsca nadającego się na biwak i że pięćdziesiąt metrów od namiotu znajduje się woda. Poświeciłem we właściwym kierunku. Tylko pięćdziesiąt metrów gęstwiny mokrej wattle. Rozebrałem się do naga i z manierką w garści poddałem się tej próbie. Gorąca zupa była znakomita. Z nogami w nakryciu głowy spałem doskonale. Zupełnie nie czułem pijawek, które przylepiły się do mnie podczas wyprawy po wodę.

Warianty wejść.

walk_kosciuszko
walk_kosciuszko
Zwykłe wejście na Mt Kościuszko jednym z trzech szlaków turystycznych nie
tadek
tadek
stanowi żadnego problemu. Najłatwiejsza i najkrótsza droga,  od górnej stacji wyciągu krzesełkowego w Thredbo, dostępna jest dla emerytów, kobiet w ciąży i niemowlaków. Ale jest to droga raczej nieprzyjemna. W trosce o ochronę górskiej przyrody ustawiono tam, kilkanaście centymetrów nad gruntem, metalową siatkę. Marsz po tej siatce, oprawionej w ramy, przypomina wędrówkę po łóżkach pozbawionych pościeli i materacy, ustawionych niekończącym się szeregiem na wysokości ponad 2 tys. metrów nad poziomem Pacyfiku. Intencją pomysłodawcy było ograniczenie erozji gleby wydeptywanej przez turystów. Ale w ten sposób, likwidując jeden problem stworzono nowy. Zdewastowano krajobraz, pozbawiając wędrowca całkowicie poczucia kontaktu z naturą.   Następna, łatwa, choć znacznie dłuższa droga prowadzi z przełęczy Charlotte Pass, do której dojeżdża się z siedziby dyrekcji Parku Narodowego w Sawpit Creek, mijając po drodze stację sportów zimowych w Perisher Valley i Chalet Kosciuszko. Badaczy nazw polskich na mapie Australii pragnę zapewnić, że chodzi tu o dom wypoczynkowy. Na przełęczy wybudowano, znów w trosce o ochronę przyrody, około 200-metrowy drewniany pomost ze schodami. Stąd widać najwyższe szczyty kontynentu z Mt Kosciuszko i Mt Townsend na czele. Wyżej jazda samochodem jest zakazana.

Droga jest monotonna, o jednolitym stopniu nachylenia, ale za to można tu spotkać bardzo interesujące przykłady wysokogórskiego eukaliptusa (snow gum), a po około godzinie marszu wchodzi się w płaskie źródliska Snowy River, osadzone w surowym, skandynawskim jakby krajobrazie. Tu znajduje się najpiękniejsze schronisko - Seaman’s Hut, zbudowane z kamiennych bloków, przypominające „Utulną pod Rysami” w tatrach Słowackich. Polityka dyrekcji Parku Narodowego Kościuszko zmierza do wyeliminowania obiektów noclegowych z części wysokogórskiej, a pozostałe, rzadko rozsiane na ogromnej przestrzeni, pełnią rolę schronów możliwych do wykorzystania w trudnych sytuacjach.

seamans_hut
seamans_hut
„Seaman’s Hut”
ze względu na walory architektoniczne i historyczne znaczenie, spełnia rolę zabytku i ma pozostać w parku na zawsze. Nazwałem ten obiekt schroniskiem, choć posiada on zaledwie cztery łóżka i to bez materacy. W szafce znajdują się zapałki, ogarki i nieco jedzenia. Obowiązkiem każdego użytkownika jest pozostawienie czegoś z własnych zapasów. Do schroniska mogą dojechać samochody osobowe za pozwoleniem dyrekcji Parku.

Dalszy odcinek drogi nadaje się tylko dla pojazdów terenowych z napędem na cztery koła. Piechur w pół godziny wychodzi na przełęcz Alice Rawson, gdzie spotyka szlak prowadzący z Thredbo. Z przełęczy ładny widok na niewielkie jezioro Cootapatamba i krótkie strome podejście na Mt Kosciuszko (obecnie zamknięte) lub wędrówka okrężną drogą jezdną, prowadzącą na sam szczyt.

Trzeci szlak, zwany Jeziornym, prowadzi z Charlotte Pass, jest znacznie dłuższy, ale ciekawszy.

albina-lake
albina-lake
Częściowo ma on charakter ścieżki przyrodniczej, posiadającej tablice informacyjne ze zdjęciami objaśniającymi lodowcowe pochodzenie tutejszego krajobrazu. Ze szlaku widać najpiękniejsze
<-- jezioro Albina
leżące w dolinie przypominającej tatrzański krajobraz.

Poza tymi szlakami, na Mt Kosciuszko można wejść co najmniej na trzy inne sposoby. Należy jednak pamiętać, że odbywając wędrówki w tym rejonie trzeba zawsze rozwiązać istotny problem transportu. Niemal wszystkie wycieczki muszą być planowane z powrotem do punktu wyjścia. Aby więc przejść trasę Strzeleckiego musiałem albo powrócić do doliny Geehi, albo też zostawić samochód na Charlotte Pass i najpierw zejść przez góry do punktu startu w Geehi. Zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie zakładając, że powrót drogą Strzeleckiego powinien być łatwiejszy.

Drogę w dół wybrałem rzadko odwiedzanym grzbietem Townsend Spur, a potem jego odgałęzieniem prowadzącym do zbiegu potoków Geehi i Kościuszko.
Na całym odcinku tej trasy nie ma nawet śladu ścieżki. Po wejściu w las traci się orientację. Wiedząc o tym, pojechałem na odległy punkt widokowy, by z przeciwnej strony doliny Geehi przestudiować planowane zejście. Spędziłem też jedną noc w Seaman’s Hut, by spokojnie zapoznać się z topografią Mt Kosciuszko i Mt Townsend. Potem czekałem kilka dni na pogodę. Wędrówkę skalkulowałem na dwa i pół dnia. W dyrekcji Parku powiedziano mi, że jeżeli nie wrócę po czterech, to wyślą helikopter. Ale usłyszałem: „Trzymaj się grzbietu. Jeśli zejdziesz z niego, to nie znajdziemy cię nigdy…” Gdy któregoś popołudnia zaczęło się przejaśniać, ruszyłem.

 

Z Charlotte Pass do Doliny Geehi.

Z tą optymistyczną przestrogą zajechałem późnym wieczorem na Charlotte Pass. Na pustej przełęczy zaparkowałem samochód, założyłem plecak i patrząc w gwiazdy zanurzyłem się w królestwie poskręcanych w cudaczne kształty eukaliptusów.

Lubię samotne wędrówki w górach, nocą. Nie znam lepszego odprężenia i lepszej próby. Jeśli zdarzyło mi się cokolwiek wartościowego wymyślić, to dzięki tym właśnie samotnym górskim chwilom.

Bardzo szybko dotarłem do kamiennej bryły Seaman’s Hut. Tu spotkał mnie zawód. Dwie pary okupowały schronisko i jakkolwiek były gotowe zwolnić jedno łóżko, zrezygnowałem z towarzystwa. Postanowiłem skrócić trasę dnia następnego i przez źródliska Snowy River wyruszyłem od razu do schronu nad jeziorem Albina. Ten odcinek drogi oznakowany jest dla narciarzy tyczkami, których w nocy, rzecz jasna, nie widać. Teren jest częściowo podmokły, przecięty wieloma strumykami. Oczywiście zmoczyłem się kilka razy, ale przed północą osiągnąłem schronisko – metalową trumnę z przestrzenią dla co najwyżej dwóch osób.

Obudziłem się w najpiękniejszym miejscu Alp Australijskich, przypominającym Dolinę Pięciu Stawów z polskich Tatr. Jezioro o wydłużonym kształcie otoczone stromymi stokami, gdzieniegdzie urwiskami. Za progiem jeziora błękit niekończących się pasm górskich. Poza pudłem, w którym spałem i ruinami schroniska, żadnych śladów cywilizacji. Pakując się po śniadaniu zauważyłem dużego czarnego pająka. Był tak osobliwy, że dla pokazania jego rozmiarów położyłem obok kluczyki od samochodu i uwieczniłem na zdjęciach. Pracownicy Parku wyjaśnili mi potem, że to funnel web spider, jeden z najbardziej jadowitych pająków. Potrafi atakować z odległości kilkunastu centymetrów.

Trawiastymi półkami, wśród urwisk, wydrapałem się na Mt Alice Rawson, od którego to szczytu ciągnie się w kierunku północnym Townsend Spur, wyglądający z daleka swojsko, beskidzko. Po krótkim marszu granią z efektownym przejściem przez okno skalne, ląduję na wierzchołku, od którego odgałęzia się boczny grzbiet w kierunku zachodnim – moja dalsza droga. Widzę ten grzbiet, ale nie mam pojęcia, jak się na nim znaleźć, bowiem mój wierzchołek kończy się w tym kierunku urwiskiem. Cofam się nieco i próbuję obejść tę skałę, ale nie mogę. Gęste krzaki tworzą zaporę nie do przebycia. Próbuję pod nimi, nad nimi – nic z tego. Wreszcie desperackim ruchem rzucam się do przodu i moje ciało poddane prawu grawitacji leci nieco w dół, ale zatrzymuje się w powietrzu, ponieważ gałęzie trzymają plecak. Wisząc odpinam paski i spadam około metra w głęboką trawę.

Pomaszerowałem dalej wąskim, zarośniętym grzbietem aż do miejsca, gdzie kierując się bardziej intuicją niż rozsądkiem zacząłem schodzić północnym stokiem. Po kilku minutach znalazłem się na dużej, prawdopodobnie naturalnej, polanie, którą wypatrzyłem z Olsen’s Lookout studiując trasę wędrówki. A więc jestem na dobrej drodze. Teraz zmiana grzbietu i niedługo dojdę do połączenia potoków Kościuszko - Geehi.

Było popołudnie, kiedy tak pomyślałem. Do zbiegu potoków naprawdę doszedłem po sześciu godzinach. Gąszcz, gąszcz i jeszcze raz gąszcz. Zwalone drzewa, kamienie, nory. Wszystko to okryte trawą i liśćmi. Co któryś krok, to upadek. A potem mała pułapka topograficzna. Obniżenie grzbietu i za nim górka. To już ta ostatnia.

Słyszę potok Geehi.

geehi
geehi
Tak blisko. A może lepiej zejść na dół teraz i pomaszerować dalej brzegiem. A przedtem zamoczyć się w zimnej wodzie. Było to zaledwie sto metrów różnicy wysokości, ale schodziłem z piętnaście minut. Od wody dzieli mnie już tylko pasemko przybrzeżnych krzaków i nieco głazów. Podchodząc do nich, muszę stanąć. Raz, dwa, trzy, cztery dorodne węże. Cofam się, hałasuję, rzucam patykami. Gady ustępują mi z drogi.

Przymierzam się do dalszej wędrówki – brzegiem. Niestety jest to niemożliwe. Zarośla są tak gęste, że nie mogę się przesunąć dalej niż dwa metry. Trudna decyzja, wracam do góry na przełęcz. Tym razem to małe podejście zabrało mi ponad godzinę. Myślę, że nie będzie miało końca, aż wreszcie, szczęśliwy, rozpoznaję grzbiet znajdując zardzewiały kapsel od butelki po piwie. Potem znów wędrówka między wykrotami, aż po lewej stronie usłyszałem Kosciuszko Creek i prawie w ciemnościach doszedłem do zbiegu potoków. Szczerze mówiąc oczekiwałem tutaj, no jeśli nie mostu to przynajmniej kładki. Ponieważ niczego tam jednak nie było, pomyślałem więc, że w tym miejscu musi być bród i z ufnością wszedłem do rwącej wody. Zresztą nie miałem wyboru. Oczywiście woda zwaliła mnie z nóg, przewróciła na plecy i poniosła w dół, szczęśliwie wycelowałem w drugi brzeg. Złapałem jakiś konar, wygramoliłem się na kamienie i niemal natychmiast padłem znów pod ciężarem wody, która wtargnęła do plecaka.

Co dalej? Znając układ dróg w tym rejonie zdecydowałem się przeć przez krzaki do góry. I szczęśliwie nie później niż po pół godzinie wymacałem twardą nawierzchnię szosy. Dalsza część była spacerem. Przed północą dotarłem do schroniska w dolinie Geehi. Zrzuciłem plecak i mając w perspektywie „łatwą” trasę Strzeleckiego natychmiast zasnąłem na betonowej podłodze.

 

Artykuł dr Janusza Rygielskiego wydrukowany w IMT Światowid

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Kościuszko w niebezpieczeństwie.

Przemysław Przybylski

 

Polacy w Australii alarmują - miejscowe władze chcą zmienić nazwę najwyższego szczytu kontynentu. Mount Kosciuszko z niczym im się nie kojarzy i zbyt trudno się wymawia. Czy uda się obronić bohatera ?!

Kiedy 12 marca 1840 r. polski podróżnik i geograf Paweł Edmund Strzelecki
stanął na wierzchołku bezimiennej góry, nawet nie przypuszczał ile kłopotu sprawi swym odkryciem przyszłym mieszkańcom Australii.

„Szczególny widok tego wierzchołka uderzył mnie tak silnie przez swe podobieństwo do kopca w Krakowie, usypanego na grobie bohatera narodowego Kościuszki, że choć w cudzym kraju, na cudzej ziemi, ale wśród ludu ceniącego wolność i jej obrońców, nie mogłem powstrzymać się od tego, żeby nie nadać górze nazwy Mount Kosciusko”

- napisał kilkanaście dni później w raporcie z wyprawy dla gubernatora Nowej Południowej Walii.

O ile większość współczesnych historyków australijskich nie ma żadnych wątpliwości kto i kiedy zdobył Górę Kościuszki, co jakiś czas pojawiają się w nowe hipotezy poważające osiągnięcie Strzeleckiego. Pod koniec XIX w. powszechnie uważano, że właściwym zdobywcą góry jest austriacki zoolog, doktor R. von Lendenfeld, który w 1885 r. ogłosi, że Strzelecki wcale nie wszedł na najwyższy szczyt Gór Śnieżnych i sam sobie przypisał jego zdobycie (górę nazwał Mt. Towsend).
W latach 70. XX w, na krótko pojawiła się hipoteza (zdobywając nawet pewną popularność w Polsce), że Górę Kościuszki zdobył jako pierwszy inny Polak, lwowianin Jan Lotski, który penetrując Góry Śnieżne sześć lat przed Strzeleckim, miał odkryć i nazwać najwyższy szczyt Australii imieniem króla Williama IV. Strzeleckiemu wielokrotnie zarzucano również błędy w pomiarach wysokości szczytu i jego położenia geograficznego. Oficjalna literatura wskazuje, że błędy są niewielkie i wyjaśnia je niedoskonałością instrumentów pomiarowych.

Aborygenizowanie Kościuszki

Prawdziwa wojna o Kościuszkę wybuchła w 2000 roku. George Martin, burmistrz małego miasteczka Tumbarumba położonego u podnóża Gór Śnieżnych (najwyższego pasma Alp Australijskich), ogłosił, że nazwa szczytu powinna zostać zmieniona, ponieważ „noga Kościuszki nigdy nie stanęła na australijskim kontynencie, a Strzelecki był oszustem”. Sprawę szybko podchwyciły australijskie media i miejscowi politycy.

Właśnie rozkwitła moda na aborygenizowanie wszystkiego co tylko się da, w ramach zadośćuczynienia tubylcom win popełnionych przez białych osadników – opowiada Ernestyna Skurjat, do niedawna dziennikarka polskiej sekcji radia SBS w Sydney. Politycy wykorzystali okazję, żeby zdobyć parę punktów i przyjęli ustawę umożliwiającą nadawanie podwójnych, europejsko -aborygeńskich nazw obiektom geograficznym.
Władze Parku Narodowego Kosciuszko ogłosiły rozpoczęcie prac nad nowym planem zagospodarowania przestrzennego, uwzględniającym m.in. zmianę nazwy, a w mediach rozgorzała dyskusja na temat wątpliwości związanych z odkryciem i nazwaniem Góry Kościuszki.

Australijska Polonia zareagowała natychmiast.

„Niektóre australijskie grupy nacisku chcą doprowadzić do tego, by Kościuszko znalazł się na śmietniku historii. Uważamy, że jest to policzek wymierzony przeciwko naszemu spadkowi kulturalnemu i pamięci tego wybitnego człowieka
(...)
Nasza unikatowa australijska kultura opiera się na społeczeństwie wielo-kulturowym i naszych historycznych związkach z kulturą europejską. Dlatego zmiana nazwy Góry Kościuszki byłaby zdradą naszej historii i smutnym krokiem wstecz oraz wyrazem moralnego bankructwa”
- napisał w liście otwartym do władz Parku prezes Polskiego Towarzystwa Kulturalnego w Adelajdzie.
Podobne listy do premiera rządu federalnego, członków parlamentu i mediów wystosowała Rada Naczelna Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej a także kilkanaście tysięcy osób polskiego pochodzenia mieszkających w Australii (w tym potomkowie Strzeleckiego).

Kilka miesięcy później w Perth zawiązało się Stowarzyszenie -Mt Kościuszko Inc., które rozpoczęło szeroko zakrojoną kampanię na rzecz popularyzacji osoby Tadeusza Kościuszki i obrony dobrego imienia Pawła Edmunda Strzeleckiego.

„Krzyczymy głośno i gdzie się da, że nam, Australijczykom polskiego pochodzenia, ta nazwa nie jest obojętna. Że jest to sprawa zauważenia i uznania przez władze wkładu naszej grupy etnicznej w rozwój Australii od początku kształtowania się tego wielo-kulturowego tygla”

mówi Anna Habryn, Prezes Stowarzyszenia.

Kosciusko czy Kosciuszko ?

Zwolennicy zmiany przekonują, że Góra Kościuszki powinna nosić aborygeńską nazwę Targangil lub Munyong, ponieważ rdzenni mieszkańcy Australii zasiedlali jej okolice na długo przed przybyciem pierwszych europejczyków. Jednak Janusz Rygielski, prezes Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i Nowozelandzkiej, dowodzi, że nazwa nadana przez Pawła Strzeleckiego jest jedynym określeniem kiedykolwiek używanym w tym konkretnym przypadku.

„Aborygeńska nazwa wierzchołka Mt Kościuszko nigdy nie istniała. Niemal wszyscy europejscy badacze odkrywający ziemie australijskie, korzystali z tubylców w roli przewodników i skwapliwie odnotowywali wszelkie lokalne nazwy. Ale żaden z nich nie zauważył nie tylko lokalnej nazwy najwyższego szczytu kontynentu, ale również żadnego z dziesięciu innych najwyższych wierzchołków Gór Śnieżnych otaczających Mt Kościuszko. Wszystkie one do dziś posiadają angielskie nazewnictwo i Aborygeni nigdy nie twierdzili, że powinny nazywać się inaczej”
tłumaczy J. Rygielski.

Warto wspomnieć, że nazwa Góry Kościuszki (2228 m n.p.m.) już raz była zmieniana. Strzelecki oryginalnie nazwał ją Mount Kosciusko, nawiązując do angielskiej pisowni nazwiska Kościuszki, której ten używał podczas kariery wojskowej w USA (pod takim nazwiskiem wydana jest słynna książka „Manewry artylerii konnej”, która do I wojny światowej była wykorzystywana jako podręcznik w akademii wojskowej w Westpoint).
W 1997 roku, władze australijskie przychyliły się do żądań polskich emigrantów (wspieranych przez ambasador R.P Agnieszkę Morawińską), którzy twierdzili, że pisownia „Kosciusko” jest obrazą honoru polskiego, i do nazwy najwyższego szczytu Australii dodano brakujące „z”.

Polonezy w arsenale

Większość Australijczyków, choć ma kłopoty z wymówieniem nazwy szczytu, jest przeciwnych zmianie na łatwiejszą do zapamiętania nazwę aborygeńską. W -sondażu telefonicznym- przeprowadzonym w styczniu ubiegłego roku przez dziennik „The West Australian” aż 93 proc. dzwoniących osób opowiedziało sić przeciwko tym pomysłom.
Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadała, ale australijscy Polacy wolą dmuchać na zimne.
- W czasach szalejącej „politycznej poprawności” nie bierze się pod uwagę argumentów racjonalnych, tylko emocjonalne - mówi Ernestyna Skurjat. - Australijczycy nie czują żadnego związku z Kościuszką i jeśli my o niego nie powalczymy, bez żalu o nim zapomną.

Polonia domaga się przede wszystkim zmiany tekstu na tablicy informacyjnej ustawionej na szczycie góry, z notką o Strzeleckim i Kościuszce (obecna tablica pomniejsza zasługi Strzeleckiego). Udało się już doprowadzić do wydania kilku broszurek informacyjnych i zorganizowania ogólno-australijskiego konkursu wiedzy o Strzeleckim dla gimnazjalistów. W planach jest budowa Muzeum Strzeleckiego, produkcja filmu dokumentalnego dla australijskiej telewizji i wydanie płyty z balladami o Strzeleckim i jego narzeczonej Adynie Turyno.

Od października 2004 r. po Australii krąży objazdowa wystawa pt. „Tadeusz Kościuszko - bohater narodów”, przygotowana przez Muzeum Historyczne Miasta Stołecznego Warszawy na zlecenie ambasady polskiej w Canberze.
W styczniu 2006 r. wystawę zaprezentowano w budynku parlamentu stanowego w Sydney. Przy tej okazji portal internetowy Puls Polonii wydał płytę CD z nagraniem dwóch polonezów i walca skomponowanych przez Kościuszkę. Płytę, wraz z broszurką informacyjną w języku angielskim, dostał przewodniczący parlamentu, dyplomaci, a także premier i ministrowie rządu federalnego i największe stacje radiowe.
W tym roku kampania popularyzacji wiedzy o Kościuszce rozwija się. 17 lutego na szczycie Góry Kościuszki odbył się koncert, podczas którego polonezy i walce napisane przez generała zostały po raz pierwszy w Australii publicznie zaprezentowane. Udział w koncercie wzięli najważniejsi politycy australijscy, a relacje z tego wydarzenia przekazywały największe media.

Tekst ukazał się 15.02.2007 w serwisie www.oceania.stosunki.pl

Do „dyskusji o nazwie”.

 

Najwyższa góra na kontynencie australijskim (chociaż na okolicznych wyspach są wyższe) została odkryta i nazwana Mount Kosciusko w 1840 roku przez polskiego badacza sir Pawła Edmunda de Strzeleckiego.

KCMG (Knight Commander of St Michael and St George)
CB (Companion of the Bath)
DCL (Doctor of Civic Law)
FRS (Fellow of the Royal Society)
FRGS (Royal Geographical Society)
... takiej pisowni używał sam Strzelecki w języku angielskim, co jest uwidocznione na mapach przez niego sporządzanych, a też w sprawozdaniu o odkryciu Ziemi Gippsa. Nie była to pomyłka lecz uproszczenie ułatwiające wymowę, uznawane za właściwe i często stosowane w poprzednich stuleciach.
Nierzadko sam Tadeusz Kościuszko przy podpisie opuszczał zgłoskę „z”. Także książka przez niego wydana w 1808 roku w Nowym Jorku nosi tytuł: „Maneuvers of Horse Artillery by General Kosciusko ”.

W 1851 roku nazwę Mount Kosciusko oficjalnie na mapy Australii naniósł geodeta rządowy T. Townsend i oficjalnie nazwa nie była zmieniana do 1997 roku, kiedy to staraniem Polaków, z okazji 200 rocznicy urodzin P. E. Strzeleckiego, stanowa (NSW) Geographic Names Board zadecydowała, że należy nazwę uzupełnić literą „z ”.
Obecnie najwyższy szczyt kontynentu australijskiego nosi oficjalną nazwę Mount Kosciuszko. Sukcesywnie jest ona wprowadzana na terenie Parku Narodowego, w nazwach ulic itp.

I to jest prawdziwa historia nazwy Góry Kościuszki.
Oficjalnie nie było innych nazw, ale w okresie ponad 150 lat od odkrycia góry, różni naprawiacze historii wiadomego autoramentu „odkrywcy, naukowcy, autorzy”, często robili zamach na górę; usiłowali przesuwać w inne miejsce, zmieniać nazwę itp. ale Kozjosko i Strezleki sami się obronili.

 

Witold Łukasiak
Melbourne, 13.01.06

Miejsce przypisane przez historię.

 

Gość „Rzeczpospolitej”
Bogusław Majewski - rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

Czy polski MSZ podjął jakieś kroki w sprawie zmiany nazwy najwyższego szczytu Australii, Góry Kościuszki?

Tamtejsza polska placówka dyplomatyczna, w bliskiej współpracy z australijską Polonią, jest już od dawna zaangażowana w działania na rzecz zachowania obecnej nazwy góry i otaczającego ją Parku Narodowego. Tak zwane „lobby aborygeńskie” już od czterech lat forsuje sprawę zmiany nazwy, co doprowadziło, w ostatnim czasie, do społecznych konsultacji ogłoszonych w tej sprawie przez dyrekcję Parku Narodowego w Nowej Południowej Walii.

Planuje się wprowadzenie nazw aborygeńskich równolegle do utrwalonych europejskich.
Australijczycy polskiego pochodzenia oczywiście się temu sprzeciwiają. Swój sprzeciw wyraził także pisemnie ambasador RP. W odpowiedzi otrzymał on zapewnienie od ministra ds. środowiska stanu Nowa Południowa Walia, że „Kosciuszko National Park” pozostanie główną nazwą tego słynnego Parku.

Bez względu na finał tej sprawy, trzeba mieć na uwadze fakt, że rząd tego stanu przyjął politykę wprowadzania nazewnictwa aborygeńskiego w stosunku do wielu nazw geograficznych i obiektów dziedzictwa kulturowego znajdujących się na jego terenie. Jest to element polityki mającej przypomnieć o wielokulturowości Australii, której częścią jest jednak także Polonia.

By wzmocnić naszą argumentację, w ostatnim czasie MSZ zleciło Muzeum Historycznemu m.st. Warszawy przygotowanie wystawy „Tadeusz Kościuszko. Bohater narodów”. Będzie ona eksponowana w kilku miejscach Australii, miedzy innymi w stolicy. Założeniem jest, by na zakończenie objazdu znalazła one sobie stałe miejsce na terenie Parku.
Kilka lat temu w ramach „oczyszczania” jego terenu ze szczytu Góry Kościuszki zniknęły dwie mosiężne tablice poświęcone jej odkrywcy Pawłowi Edmundowi Strzeleckiemu. Po poszukiwaniach prowadzonych przez ambasadę tablice te niedawno odnalazły się. Mamy nadzieję, że po konserwacji trafią one na miejsce, które przypisała im historia.

Artykuł ukazał się w dzienniku „Rzeczpospolita” 1 października 2004 r.

Nasz komentarz:

Niestety jak się później okazało tablic nie zamontowano ponownie na istniejącym cokole, za to na osobnym miejscu umieszczono całkowicie inną tablicę.
Stanowisko nasze w tej sprawie wyraziliśmy w -Biuletynie- z sierpnia 2005.

 

Kosciuszki nie oddamy.

Witold Łukasiak

 

Na najważniejszą ze swoich czterech australijskich wypraw badawczych Sir Paweł Edmund de Strzelecki wyruszył z Sydney 22 grudnia 1839 roku. Po drodze dołączyli do niego młodzi osadnicy, James Macarthur i James Riley, krajowiec Charles Tarra oraz dwóch zesłańców przydzielonych do pomocy.

Strzelecki jako pierwszy Europejczyk samotnie wszedł na najwyższy szczyt kontynentu australijskiego i nazwał go Górą Kościuszki, 12 marca 1840 r. O nadaniu górze imienia polskiego i amerykańskiego bohatera narodowego, walczącego „za wolność waszą i naszą” powiadomił tego samego dnia czekających niżej towarzyszy. Zdarzenie to Mcarthur opisał w swoim pamiętniku.

Po pokonaniu zwartego buszu na terenie dzisiejszego Gippsland (który polski badacz nazwał tak na cześć gubernatora kolonii), grupa Strzeleckiego („szkielety w łachmanach”, jak ich sam określił) dotarła do Melbourne 19 maja 1840 r. Bezzwłocznie po przybyciu, Strzelecki napisał Raport o odkryciu Ziemi Gippsa, który wraz z mapą nowych terenów przesłał gubernatorowi do Sydney, co w archiwach Ministerstwa Kolonii zarejestrowano pod sygnaturą „ C-O 206/22. Thursday, July 30, 1840 ”. Żeby osadnicy mogli jak najwcześniej zacząć zagospodarowywać żyzne ziemie, zwane później spichlerzem Australii, Strzelecki umieścił swoje opracowanie w gazecie Port Philip Herald z 26.06.1840r.

W Raporcie… napisał:

„Szczególny widok tego wierzchołka uderzył mnie tak silnie przez swe podobieństwo do kopca w Krakowie, usypanego na grobiex bohatera narodowego Kościuszki, że choć w cudzym kraju, na cudzej ziemi, ale wśród ludu ceniącego wolność i jej obrońców, nie mogłem powstrzymać się od tego, żeby nie nadać górze nazwy Mount Kościuszko”.

W liście do Adyny Turno (Launceston, 1 sierpnia 1840) pisał:

„najwyższy szczyt z łańcucha gór zwanego Alpami Australijskimi, szczyt, który króluje nad tym kontynentem, którego nikt przede mną nie zdobył, szczyt z wiecznymi śniegami, otoczony ciszą i dostojeństwem naokół - zachowałem i poświęciłem, aby przypomnieć i przekazać temu nowemu kontynentowi imię drogie i święte dla każdego Polaka, dla każdego człowieka miłującego wolność i honor.
Dzisiaj szczyt ten górujący nad Nową Walią nazywa się Góra Kościuszki ”.

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Polak pierwszy odkrył, zmierzył i opisał najwyższą górę Australii (2228 m). Podważanie praw odkrywcy i żądanie zmiany nazwy, która od 160 lat figuruje na mapach świata i weszła do historii Australii, jest nieetyczne i bezsensowne. A czyni to za pośrednictwem mediów, które ochoczo podchwyciły temat, burmistrz miasteczka Tumbarumba (3862 mieszkańców), zagubionego na terenach Nowej Południowej Walii.

W ramach dorocznych wycieczek „Tumbatrek”, w których uczestniczą politycy, dziennikarze, działacze społeczni, w tym roku zorganizowano wspinaczkę na Górę Kościuszki. Z tej wysokości pan burmistrz pierwszy raz ogłosił swoje rewelacje. Zdarzenie dokładnie opisał Janusz Rygielski w artykule "Zamach przeciwko Polsce „Tygodnik Polski” 09.02.2000.

W wywiadzie telewizyjnym dla sydnejskiego Channel 9, w programie Today Show, wojowniczy burmistrz nazwał Strzeleckiego oszustem i żądał zmiany nazwy Góry Kościuszki. W innym wywiadzie, dla „Sydney Sun-Herald” z 13.02.2000, proponuje w ramach modnej teraz akcji pojednania przywrócić nazwę aborygeńską (upatrzył sobie termin 1 stycznia 2001 roku, setną rocznicę zjednoczenia stanów australijskich) i nawołuje do ogólnonarodowej debaty nad Strzeleckim i Kościuszką. To samo czyni Canberra Times (Capital Times) i zachęca czytelników do podawania nowych nazw.

Pan burmistrz źle trafił, gdyż akurat Kościuszko i Strzelecki byli wybitnymi humanistami, walczącymi o demokrację i równouprawnienie, szczególnie wrażliwymi na niedolę krajowców.

Strzelecki widząc postępowanie białych w Australii pisał:

„Odkąd prawnie uznano, a raczej wykrętem prawnym osądzono, że krajowcy nie są prawowitymi właścicielami ziemi, ponieważ jej nie uprawiają, zaczęto obchodzić się z Australijczykami jak z bydłem. W układach zaś, na mocy których Nowa Południowa Walia przeszła w posiadanie Anglii, nie dano im nawet prawa głosu.”

Handel niewolnikami nazwał:
„piętnem, które nikczemna chciwość wycisnęła na cywilizacji europejskiej”...
... „jednym z najokropniejszych nieszczęść”.

A tak pisał w pamiętniku po bytności na okręcie z niewolnikami:

„Skoro spojrzałem na pokład brygu, uczułem coś takiego, jak gdyby nagle ogniwa łączące mnie z cywilizacją zostały zerwane”. I dodał: „pióro wypada mi z ręki, twarz ukrywam ze wstydu i upokorzenia na myśl o klęskach spowodowanych przez występki bliźnich moich ”.

Kościuszko cały swój majątek ofiarowany przez wdzięcznych Amerykanów przeznaczył na wykupienie niewolników, a także założył szkołę dla dzieci murzyńskich, która do dziś nosi jego imię.

To nie Kościuszko i Strzelecki powinni przepraszać Aborygenów. Jeśli burmistrz chce się wykazać, to dlaczego naszym kosztem? Niech zaproponuje inne nazwy do zmiany na aborygeńskie. Dobrze nadaje się Sydney przed Olimpiadą. A jeszcze lepiej związane z nazwiskiem „odkrywcy” Angusa McMillana, który masowo mordował Aborygenów i zyskał miano „Butcher of Gippsland ”. Najlepiej jednak niech zapozna się z książkami Alana C. J. Andrewsa Kosciusko: The Mountain in History, Tabletop Press, Canberra 1991 i Lecha Paszkowskiego Sir Paul Edmund de Strzelecki: Reflections on his life, Australian Scholarly Publishing.

x Jest to zapewne skrót myślowy, bo Kopiec został usypany „ku pamięci” Kościuszki, pochowanego w Szwajcarii.

 

Artykuł wydrukowany w Tygodniku Polskim nr. 20 z 08.03.2000

Historia nazwy - kontrowersje.

Janusz Rygielski

 

W dniu 12 marca 1840 roku Paweł Edmund Strzelecki wszedł samotnie na najwyższy szczyt Australii nadając mu nazwę Kościuszki, gdyż - jak stwierdził - szczyt ten przypominał mu Kopiec Kościuszki w Krakowie.

Zorganizowana sześć lat później ekspedycja pomiarowa dowodzona przez generalnego geodetę Nowej Południowej Walii T. S. Townsenda potwierdziła osiągnięcia Strzeleckiego i na sporządzonej wówczas mapie usankcjonowała nadaną przez polskiego podróżnika nazwę.

W 1870 roku geodeci z Ministerstwa Miernictwa sąsiedniego stanu Wiktoria, wykonując pomiary na swoim terenie „dowiązali się” do jednego z wierzchołków leżących w Nowej Południowej Walii (obecnie Mt. Townsend), błędnie identyfikując go jako Mt. Kościuszko.

Piętnaście lat później, w 1885 roku, pojawił się w tym rejonie austriacki zoolog dr Robert Lendlmayer von Lendenfeld, który, dysponując ową błędną mapą, zauważył rzecz oczywistą, że rzekomy Mt. Kościuszko nie jest najwyższym szczytem. Uczony ten wszedł na najwyższy wierzchołek, a więc na Mt. Kościuszko, nazwał go Mt. Townsend, po czym z najbliższej miejscowości przesłał do Sydney telegram o odkryciu najwyższego szczytu Australii. Austriak nie kwestionował, że przed nim wszedł na ten wierzchołek T. S. Townsend i F. von Mueller (przyrodnik niemiecki). Ogłosił jednak, że on sam wszedł pierwszy na najwyższy szczyt Australii ze świadomością tego osiągnięcia [1], [2]. Innymi słowami, uznał się za faktycznego odkrywcę.

Fanfaronada Lendenfelda narobiła zamieszania w podręcznikach geografii i mimo że w 1892 roku została definitywnie wyjaśniona przez kompetentne służby geodezyjne Australii, w wielu publikacjach honorowana jest do dziś, m. in. w [2]. Ulegli jej nawet polscy autorzy [3], [10]. Później, kiedy zauważono, że Mt. Kościuszko w najmniejszym nawet stopniu nie przypomina Kopca Kościuszki, wyrażano dodatkowe wątpliwości dotyczące odkrycia Strzeleckiego.

W 1969 roku pojawiła się na krótko teoria głosząca, że faktycznym zdobywcą najwyższego szczytu Australii był osobliwy Polak - lwowianin Jan Lotski, który penetrując Snowy Mountains sześć lat przed Strzeleckim ochrzcił najwyższy zdobyty przez siebie szczyt imieniem króla Williama IV x.

Jak dotąd, Strzelecki i Mt. Kościuszko dzielnie znoszą wszelkie pomówienia.

W kręgach profesjonalnych, tj. geodetów, geografów, historyków - dużą rolę odegrało i wciąż cieszy się dużym uznaniem opracowanie pułkownika H. P. G. Clewsa [5], który w latach czterdziestych sporządził mapę topograficzną rejonu Mt. Kościuszko, a w latach pięćdziesiątych wykonał tam pomiary związane z realizacją gigantycznego programu budowy zapór wodnych i tuneli (Snowy Mountains Scheme). Clews, opierając się na studiach terenowych i analizie dokumentów, dowiódł przekonująco, że Strzelecki wszedł jako pierwszy na najwyższy szczyt kontynentu ze świadomością tego faktu i wydedukował hipotetyczną trasę wędrówki polskiego odkrywcy.

x Oba powyższe nieporozumienia zostały bardzo dobrze wyjaśnione przez Alana E. J Andrews'a [1]

Odnośniki: [1] - [2] - [3] - [5] - [10] sprawdź w „Literaturze”

Ciąg dalszy w artykule dr Janusza Rygielskiego pt.„Geodezyjne aspekty wejścia P. E. Strzeleckiego na Mt Kosciuszko, opublikowanym w Przeglądzie Geodezyjnym w Polsce w roku 1985.

Dodaj komentarz

Regulamin komentowania w serwisie kronikarz.org.pl

  1. Redakcja serwisu kronikarz.org.pl zastrzega sobie prawo do usuwania lub moderowania komentarzy zawierających treści obraźliwe albo odbiegających od tematu komentowanej wiadomości. Decyzję o usunięciu całości lub fragmentu wpisu podejmuje Moderator i jest to decyzja nieodwołalna (więcej informacji pod Regulaminem w Forumowym ABC)

  2. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji przekazów reklamowych i linków do stron zewnętrznych.

  3. Prosimy o unikanie błędów ortograficznych oraz komentarzy pisanych w całości WIELKIMI LITERAMI.

  4. Zapytania, opinie i uwagi skierowane bezpośrednio do redakcji serwisu prosimy przesyłać na nasz adres e-mail.

  5. Redakcja zastrzega sobie prawo do blokowania użytkowników, którzy nagminnie łamią regulamin komentowania na serwisie kronikarz.org.pl.

  6. Niedopuszczalne jest umieszczanie przez uczestników dyskusji treści sprzecznych z prawem.

  7. Proszę pod jednym tematem podpisywać się jednym pseudonimem. Autorzy komentujący jeden artykuł za pomocą różnych nicków będą blokowani, a komentarze usuwane.

  8. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu.
    Redakcja nie ponosi jakiejkolwiek odpowiedzialności za treść zamieszczonych na stronie komentarzy.


Kod antysapmowy
Odśwież

Jesteś tutaj: Opinie Ciekawostki MT Kościuszko