Trochę się zastanawiałam, czy pisać o chatce. Czasem nachodzi człowieka pokusa, żeby takie miejsca zachować dla siebie. Zwłaszcza jak ktoś nie lubi tłoku.
Poniżej szczytu Niemcowej w Beskidzie Sądeckim leży mały przysiółek o tej samej nazwie. Mieści się tu małe schronisko turystyczne.
Chatka, znana jako Niemcowa, powstała w 1974 r., w chwili wykupienia przez Almatur starego gospodarstwa. Pierwsze prace remontowe zaczęto rok wcześniej, wnosząc z trudem zdobyte materiały budowlane... w plecakach. Studenckie Schronisko Turystyczne "Chatka pod Niemcową" było zarządzane przez studentów Politechniki Krakowskiej pod egidą Almaturu. Środowisko ukształtowało kilka pokoleń, a trzeba przyznać, że jest to miejsce pod tym względem wyjątkowe - nawet w porównaniu z innymi o podobnym charakterze. Chatka ma bogatą historię oraz znakomite tradycje. Obecnie Niemcowa znajduje się w rękach prywatnych, jednak niezmiennie zachowała dawny klimat i stare dobre zwyczaje.
Schronisko tworzą dwie drewniane chatki kryte gontem, w których łącznie nocleg znajdzie 50 osób w wieloosobowych salach (w okresie zimowym 30), ponadto latem można rozbić namiot na polanie. Chatka jest czynna przez trzy wakacyjne miesiące, ferie oraz we wszystkie weekendy (od piątku po południu do niedzieli wieczór lub poniedziałku rano). W większe święta (23 XII–3 I, Wielkanoc, 1 XI) - zamknięte.
Warunki są iście spartańskie. W chatce nie ma elektryczności, bieżącej wody także (źródełko jest jakieś 50 m niżej), centralnego ogrzewania brak, toalet nie ma nie tylko w pokojach, ale nawet w budynku. Na zewnątrz jest sławojka, wdzięcznie zwana Fantazją. Używa się świec i latarek, nie ma pryszniców. Prycze w pokojach mają tylko koce (należy przynieść własny śpiwór). Trzeba palić w piecach, nanieść wody, można porąbać drwa. Zachęcająca jest samoobsługowa kuchnia z mnóstwem kubków, sztućców i garnków. Obok jest miejsce z miednicą i wiaderkiem, gdzie można zmyć z siebie kurz cywilizacji. Przed chatami jest huśtawka i specjalnie przygotowane miejsce na ognisko. Ponadto jedyne w swoim rodzaju pochyłe (!) boisko do siatkówki i stoły do cymbergraja. Powstała też dodatkowa, tzw. letnia kuchnia, dla turystów śpiących pod namiotami. W domach poniżej można kupić mleko.
Życie koncentruje się w ogólnodostępnej kuchni z piecem, gdzie wieczorami grają gitary i snują się magiczne opowieści i historie z życia wzięte. Każdy witany jest kubkiem gorącej herbaty i ciepłym słowem. Niepodzielną władzę sprawuje Jurek "Haris", opiekun i dobra dusza Niemcowej. Historię chatki można prześledzić, zapoznając się ze starymi chatkowymi kronikami.
Niezwykła jest aura tego miejsca. Znam wielu, którzy zaglądnęli tu „na chwilę”, po drodze czerwonym szlakiem (głównym beskidzkim) na Radziejową czy Prehybę, a zostali na długo i wracają co rok. Rzecz jasna z ambitnych planów nic nie wyszło – nigdzie już dalej nie doszli, ale nikt tego nie żałował. Na czym polega magia? Może na tym, że nie ma telewizora, że słucha się siebie nawzajem? Że wszyscy traktowani są jednakowo: i starzy wyjadacze, i świeżo przybyli? Że słucha się z szacunkiem doświadczonych, a z uwagą młodych?
A może na żarcie już na wstępie, kiedy zziajanych przybyszów z językami do pasa, wita napis nad kuchennym okienkiem: „Frytki i piwo”; a wkrótce okazuje się, że nie ma ani jednego, ani drugiego (no chyba, że wniesiemy piwo na własnych plecach, a frytki sami usmażymy, częstując wszystkich chętnych). Za to wita nas życzliwy uśmiech "Harisa" i podany kubek herbaty, która po mozolnej wędrówce smakuje jak nic innego.
Faktem jest, że niezwykła energia panująca w chatce przyciąga tu od wielu lat ciekawych i nietuzinkowych ludzi. A ponieważ od pionierskich działań studentów PK minęło prawie 40 lat, ówcześni ojcowie-założyciele pojawiają się tu, przyprowadzając następne pokolenia. Mało tego, kilkoro dzieci nieomal wychowało się na Niemcowej.
Z werandy roztacza się wspaniała panorama pasma Jaworzyny Krynickiej i doliny Popradu. Zaś spod lasu - szczególnie rankiem - można podziwiać Tatry. Za to wszystko - 12 zł za nocleg.
Aby dostać się na Niemcową, trzeba tam dojść (chyba że dysponuje się samochodem terenowym), więc nie zachęcę do odwiedzenia chatki wielu osób. Odpadają te, których miłość do gór kończy się jedynie na deklaracjach, albo – w najlepszym razie - na włóczeniu się po dolinkach.
Chatka położona jest na wysokości ok. 960 m n.p.m. Przysiółek nosi nazwę Trześniowy Groń. Administracyjnie należy do wsi Kosarzyska w gminie Piwniczna, choć nazwa chatki „Niemcowa” sugerowałaby jej przynależność do ryterskiego przysiółka, położonego po drugiej stronie szczytu. Ta formalna nieścisłość wynikła w czasach tworzenia schroniska studenckiego w latach 70. XX w., jednak Niemcowska nazwa tak zakorzeniła się w środowisku, że nikt później tego nie prostował.
Na Trześniowy Groń najkrótsza droga wiedzie z Kosarzysk chatkowym szlakiem (jakieś 45 min pod górę).
Dojście z Piwnicznej-Zdroju żółtym szlakiem trwa niecałe 1,5 godz. Droga łagodnie pnie się w górę wśród pól i przysiółków. Widać Kicarz i grupę Jaworzyny, później Kosarzyska, za nimi długi grzbiet Eliaszówki. Uroczy odcinek grzbietowy doprowadza do kapliczki. Znajdujemy znak strzałki z rysunkiem domku i skręcamy w dół, dochodząc do chatki.
Prawie 3 godz. potrwa droga z Rytra szlakiem czerwonym, słynnym "chodniczkiem". Z centrum Rytra szlak prowadzi wąską ścieżką wyłożoną betonowymi płytami, biegnącą wśród pól i gospodarstw. Podejście jest strome, mozolnie wspinamy się na Kordowiec (763 m), potem na Niemcową (1026 m), ale trud wynagradzają nadzwyczajne widoki; widać nie tylko całe Rytro, ale i pasmo Jaworzyny, Dolinę Roztoki, Radziejową.
Można też spróbować sił, zdobywając chatkę od strony Szczawnicy, idąc przez Wielki Rogacz z Jaworek (około 3-4 godz.).
Z Niemcowej spacerowo osiągniemy szczyt Wielkiego Rogacza (1182 m), niewiele dalej jest najwyższa w Beskidzie Sądeckim Radziejowa (1262 m). O ile Radziejowa jest zalesiona, to z Rogacza mamy jedną z najpiękniejszych panoram Sądeczyzny; widać grupę Jaworzyny, Eliaszówkę i Suchą Dolinę, Pieniny, Góry Lewockie, Magurę Spiską i Tatry. Można wybrać się na wycieczkę w Pieniny do Jaworek, do Doliny Małej i Wielkiej Roztoki, rezerwatu "Baniska", na graniczną Eliaszówkę czy prawie dziewicze tereny Lubovnianskiej Vrchoviny po słowackiej stronie granicy.
Tekst Agnieszka Jaskulska
Zdjęcia www.niemcowa.com












