
W Ogrodzieńcu, znajduje się najpiękniejszy i największy zamek Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Jego kubatura wynosi aż 32000 m3, a jego mury skrzętnie wkomponowane zostały w skały wapienne.
Wchodząc przez bramę wspomnianego zamku, na bardzo obszerne warowne przedzamcze po lewej stronie mamy pozostałości stajni i wozowni. Przed bramą wiodącą do zamku górnego, zachował się mały fragment fosy. Kiedyś był tu most zwodzony. Sama wieża przylega do skał, ma ona 6 kondygnacji i widać w niej strzelnice kluczowe.
Arkadowy dziedziniec główny, ze wszystkich stron otoczony wysokimi kamiennymi murami z otworami okiennymi. Kiedyś zdobiły je jeszcze krużganki, ale nic już z nich niestety nie zostało. W najniższych i najwyższych kondygnacjach urządzono pomieszczenia gospodarcze oraz komnaty dla służby. Sale reprezentacyjne znajdowały się na drugim piętrze. W narożniku południowo –wschodnim, stoi potężna cylindryczna wieża. Od południa dobudowany jest budynek zwany Kurzą Stopą. Dolne jego kondygnacje zajmowały kazamaty ze strzelnicami, a powyżej była komnata zwana białogłowską, a jeszcze wyżej bogata sala balowa.
W skrzydle zachodnim stoi wysoka wieża z machikułami, w części mieszkalnej pod dawną sypialnią odkryto tam tajny pokoik bez okien. W tej części zamku znajduje się drugi dziedziniec zwany dolnym.
Na zachowanych murach można dostrzec wiele detali kamieniarki renesansowej i barokowej. Ruiny otoczone są murem obwodowym długim na 400 m, połączonym z fantastycznymi skałkami wapiennymi, do których przylegają portale z kartuszami herbowymi Bonerów. Między skałkami dookoła zamku prowadzi ścieżka spacerowa, którą koniecznie trzeba przejść.
Z zamkiem związana jest legenda o Stanisławie Warszyckim, kasztelanie słynącym z okrucieństwa i ogromnego bogactwa ukrytego w Ogrodzieńcu i Dankowie. Z tego powodu był nawet posądzany o konszachty z diabłem. W księżycową noc pojawia się on pod postacią czarnego psa ciągnącego 3-metrowy łańcuch i strzeże do dziś wielkiego skarbu, który ukrył w podziemiach. Miał to być posag jego córki Barbary, ale nie dostała ona od niego nawet jednego talara. Wielu próbowało odnaleźć ten skarb, ale oczywiście bezskutecznie.
Podobno Warszycki bardzo brutalne traktował własne żony i poddanych. Jedną stale chłostał na dziedzińcu zamkowym na oczach służby, a drugą o 40 lat młodszą, za niewierność żywcem zamurował, a następnie wysadził tę część zamku. Niektórzy twierdzą, że kasztelan był pierwowzorem postaci sienkiewiczowskiego Kmicica, bo podobnie jak on był patriotą i okrutnikiem.
Ewa Michałowska- Walkiewicz












