
Pierwszą galerię fotograficzną, którą zamieszczam w Kronikarzu, dedykuję Markowi Różyckiemu jr. - honorowemu redaktorowi naczelnemu Kronikarza i Lesławowi Adamczykowi - redaktorowi naczelnemu i wydawcy Kronikarza. Zdjęcia wykonałem w okolicach Lalik na pograniczu Beskidu Żywieckiego i Beskidu Śląskiego. Są to okolice im bliskie, mające duże znaczenie w ich życiu.
Zdjęcia, które wykonuję, nie są robione aparatem za kilka tysięcy, z jeszcze droższym osprzętem, a aparatem kompaktowym Sony DCS – S730 wielkości paczki papierosów, który przypięty do paska, zawsze mam pod ręką,. Moją pasją jest malowanie światłem i długie wycieczki rowerowe po ścieżkach Krainy Lessowych Wąwozów i Wrzelowieckiego Parku Krajobrazowego.
Przez swoje zdjęcia staram się pokazać piękno krajobrazu i otaczającą nas dziką przyrodę zachowaną jeszcze w nienaruszonym stanie.
Chciałbym ukazać także odrębność kulturową poszczególnych regionów, zwłaszcza Ziemi Lubelskiej, ich tradycję i obyczaje w szybko postępującym procesie globalizacji, która doprowadza do ujednolicenia i powoduje, że wszystkie miejsca zatracają swoją dawną odmienność i tożsamość. W przyszłości mam zamiar objąć swoim obiektywem cały kraj.
W poszukiwaniu emocji, oryginalnych pejzaży, dobrego światła oraz przygody, przemierzam rowerem tysiące kilometrów, odwiedzając najdalsze zakątki Ziemi Lubelskiej z ich otwartymi przestrzeniami i unikalnymi zjawiskami przyrodniczymi. Czasami zdarza mi się utrwalić na zdjęciach ciekawe miejsca lub niepowtarzalne zdarzenia z mojego regionu, czy też miejsc odległych, tylko dzięki znajomym i przyjaciołom, którym dziękuję za pomoc w realizacji mojej fotograficznej pasji.
Wstaję, gdy jest jeszcze ciemno, a przejmujący chłód i wilgoć dają się we znaki. Dobre światło pojawia się niespodziewanie i z zaskoczenia, wynagradzając trudy nie tylko wędrówki szlakami rowerowymi, ale również częstego niedospania. Pierwsze promienie słońca zawsze mają w sobie coś niesamowitego i niepowtarzalnego, jakąś potężną dawkę energii. Wyłaniają się powoli zza horyzontu i swym ciepłym blaskiem stopniowo oświetlają czubki drzew, kolejne pagórki. Delikatnie odbijają się w wodzie, tworząc grę świateł i z każdą chwilą płoną coraz mocniej, dając długie cienie. Uwolnione ciepło wyzwala zastygłą na liściach rosę, tworząc bajkowe mgły, a cała przestrzeń wydaje się odrealniona.
Podróżuję również o zachodzie, kiedy słońce chowa się szybko za horyzontem, tworząc niepowtarzalną paletę barw.
Zapraszam do obejrzenia mojej galerii i do odwiedzania następnych, które będę zamieszał cyklicznie na Kronikarzu. Dziękuję za wspólnie spędzony czas.
Link do galerii:












