Cóż powiedzieć, było miło ale szybko się skończyło. Jednak zostały zdjęcia i wspomnienia - czego więcej trzeba?
Trochę moich wspomnień, bo jesień za oknem ...
To powspominajmy - LIGURIA, Włochy, ale nie te koło Warszawy, bo mi tam za daleko, ale te w "kozaku".
Włochy. Zawsze marzyłam by tam znów pojechać, bo ... no cóż latka lecą, z dziecka stałam się panienką, później mężatką, ..., pracownikiem ... Nie było czasu, pieniędzy, możliwości ... Pozostały tylko wspomnienia uczennicy szkoły podstawowej pt. "jak pięknie tam było".
Zatem jak tylko powstała w naszych głowach /i portfelach też/ możliwość krótkiego wypadu do Włoch - decyzja ... LIGURIA.
Dużo by opowiadać o tym, co widzieliśmy, co jedliśmy - oj, bo jedzenie także może być pasją!
Powiem krótko. Podobały mi się maleńkie miejscowości, miasta mnie przeraziły, za głośno jak dla mnie. Odzwyczaiłam się od hałasu. No i przerażają mnie kierowcy włoscy, szok, jak oni się zachowują na drogach! Nie dość, że jest ciasno, bo wieczne roboty drogowe, ograniczenia do 20 - 30 km na godzinę a ci jadą ... 80km/h ! Trąbią, machają, krzyczą coś do ciebie... I do tego wszystkiego jeszcze włoska policja - każdy polski policjant chyba by dostał zawału, gdyby był świadkiem takiego oto zdarzenia - roboty drogowe, ruch wahadłowy ... po środku drogi stoi jakaś koparka czy walec ... Ograniczenie do 20km!!! A policjant mimo CZERWONEGO ŚWIATŁA każe nam jechać i gwiżdże na nas, że szybciej! Ale jak szybciej skoro !!! - z naprzeciwka jedzie wprost na nas samochód? Już się nie dziwiłam, że włoskie auta są tak bardzo poobijane ... no i wszech obecne skutery! Mariusz - mój mąż śmiał się, że czuł się jak "głowa państwa" pod eskortą i z prawa i lewa na skrzyżowaniu skutery, motory ... mało za to rowerów !
Ale trzeba przyznać, że Włosi świetnie zorganizowane mają place zabaw dla dzieci! Michaś był zachwycony, bo miał gdzie się wyszumieć! Najlepsza była restauracja w Sanremo nad brzegiem morza z całym placem zabaw dla dzieci ! Plac zabaw oczywiście ogrodzony - czyli bezpieczny! No i plaża piaszczysta w przeciwieństwie do Imperii, gdzie powitały nas kamienie - ale uwaga ... rozmówki polsko - włoskie mile widziane, a za wejście na piaszczyste plaże się płaci !!!
No i te widoki, gaje oliwne, morze, tanie jedzonko, owoce, owoce morza, warzywa ... mniamniam! - nie kupujcie mrożonych owoców morza!!! - tylko świeże!!! Łatwo powiedzieć, skoro sama kupuję mrożonki ... :(
I jeszcze - dla mnie szok "kwiatowy", wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy w zwykłych ogródkach przydomowych zobaczyłam "od tak" rosnące sobie orchidee, storczyki, goździki, kalie ... i takie jeszcze ***takie coś*** co ja nazywam pawim piórem a co przypomina wyglądem irysa z czubkiem - kolor pomarańczowo-granatowy, taki ostry pazur ... a co w Polsce kupujesz "cięte" za ciężkie pieniądze! :'( - ale niestety na tych roślinkach jest mnóstwo "gadziny" - mrówek, pluskwiaków i pająków!
CARAVONICA to mała wioseczka, z około 200 mieszkańcami, więc już sam nasz przyjazd był sensacją ... Nikt z nas nie zna włoskiego, a oni nie znają ... niemieckiego czy angielskiego, którym my staramy się jakoś tam posługiwać, więc ręce od rozmów bardzo bolały. Najlepsze było odnalezienie "miejsca zamieszkania", ale Włosi są niesamowici ... jakaś pani wsiadła do samochodu i jazda :D, pół wsi zaangażowane w oglądanie "kosmitów" - później się oczywiście okazało, że koło domku przejeżdżaliśmy z 3 razy…
Miejscowość położona jest +/- 360 m n. p. m. wśród gajów oliwnych, stare zabudowania, cudowne maleńkie, wąskie uliczki ... do Imperii 20km, do Sanremo ok. 45km, do Genui 1,5h jazdy autem. W wiosce jest kościółek, sklep i restauracja. CISZA !!!! ... spokój wśród gajów oliwnych, naprawdę jest gdzie chodzić na spacerki! - ale uwaga kościół jest tylko otwarty podczas nabożeństw!!! – a szkoda, bo to zabytek z początków XVI wieku!
Zakwaterowanie? Szukaliśmy małego, cichego miejsca. Bez basenów, sauny czy super nowoczesnej tandety... Ofert jest mnóstwo! Znaleźliśmy naszą cicha przystań. Starsze państwo wynajmuje wysokie podpiwniczenie swojego domu turystom, a że Carawonica nie jest jakoś specjalnie oblegana... to i ceny przyzwoite! Zwłaszcza po sezonie!
... ale jedna jest wada, na którą warto się wyczulić !!! Ogólnie trzeba się spodziewać, że przed "wprowadzeniem się" trzeba zakasać rękawy i ... posprzątać !!! po swojemu, mi przeszkadzał kurz - koty kurzowe walające się po mieszkaniu - i niestety brudna - jak na mój gust - łazienka. Mam nadzieję, że ci, którzy przyjechali po nas będą zadowoleni, bo „brudzik” narastający od gości do gości ... został sprzątnięty moimi "łapkami".
**************
No i jeszcze... jedno za czym ja tęsknię w Szwajcarii. Pewnie się Wam to nie spodoba ..., bo kto przy zdrowych zmysłach ... lubi cmentarze ? No to powiem, że nie mam tzw. "żółtych papierów" a wizyty na cmentarzu lubię ... lubie je odwiedzać. Dlaczego? Tego nie potrafię Wam wytłumaczyć, może dlatego, że tu właśnie spotyka się przeszłość z dniem dzisiejszym a także z jutrem ...
Kiedyś usłyszałam słowa, że pamięć o minionym czasie jest w nas póki żyjemy i żyją, ci, którzy o nas pamiętają ... no i po głowie chodzą mi wciąż przy okazji "odwiedzin" na różnych cmentarzach słowa księdza Twardowskiego - "śpieszmy się kochać ..."
Dla mnie to zupełna ... "nowość" ... przyzwyczajeni /??? jej, ale to brzmi!/ jesteśmy, że w tradycji polskiej składamy do grobu ciało zmarłego lub - co jest coraz bardziej "popularne" palimy w piecach krematoryjnych ... doczesne szczątki ... w Carawonice zauważyłam zupełnie co innego ... trumny są umieszczane w tzw. ścianach - grobowcach.
Pewnie bym jeszcze długo mogła opowiadać, ale co tam ... Chyba starczy na dziś, bo bardzo się rozochociłam na następny RAZ ... a tu ani wolnego a i przeciagi w kieszeniach się porobiły ....
i na koniec...
Oj warto było być …












