Jest takie miejsce u stóp Himalajów, gdzie kobiety rządzą mężczyznami. Jedni i drudzy nie wiedzą co to małżeństwo, nie wiedzą co to niewierność, nie wiedzą co to zdrada.
Tym ludem wybranym jest plemię Mosuo, które żyje zgodnie z prawami natury od 1500 lat. Zamieszkują północną część gór chińskiej prowincji Yunnan na wysokości 4 tys. m n.p.m., w bliskiej odległości od wschodniej części Himalajów w kierunku Tybetu. Stanowią bardzo silny klan, którego obyczajów i zasad życia nie udało się złamać także władzom komunistycznych Chin, które zabiegały o wprowadzenie instytucji małżeństwa, używając różnych sposobów. Gdy wszystkie metody zawiodły, próbowali przekupić ich pieniędzmi. I na nic się to zdało, bo Mosuo to lud silny, wolny i prawy.
Na zasadach matriarchatu i w sposób wolny i nieskrępowany więzami małżeństwa, żyje znaczna część plemienia (ok. 56 proc. całej populacji), co liczebnie stanowi 40 tys. osób. Dzieci w rodzinach matriarchalnych nigdy nie opuszczają swojego domu. Mężczyźni nie żenią się, kobiety nie wychodzą za mąż, nie wyprawia się wesel, nie bierze ślubów kościelnych. Władzę w rodzinie pełni najstarsza kobieta. To kobiety zarządzają finansami, to im mężczyźni oddają cały swój zarobek. Do kobiet należy też własność plemienna, a więc ziemia, domy i dobytek. Masuo to lud rolniczy, mężczyźni pracują w polu i w domu matki, zajmują się handlem, zwożą drzewo z lasów do budowy domów z bali, natomiast rolą kobiety jest dbałość o dom.
Tu kobiety piastują władzę zgodnie z zasadami matriarchatu i to one dyktują mężczyznom warunki. A jednak mężczyźni czują się szczęśliwi i w pełni życiowo usatysfakcjonowani, bo przypadła im w udziale rola kochanków, to co lubią najbardziej. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni nie wiedzą co to małżeństwo, nie wiedzą co to niewierność, nie wiedzą co to zdrada. Gra wstępna dla ludów Mosuo odbywa się w czasie tanecznej zabawy. Uczestniczy w niej cała wioska, dziewczęta odświętnie odstrojone, w długich płóciennych spódnicach, kolorowych wstążkach i kwiatach we włosach, wabią grą kolorów młodych mężczyzn, którzy im się bacznie, acz nie wyzywająco przyglądają. Znakiem, że "chcę cię mieć" jest dotknięcie opuszkami palców wewnętrznej strony dłoni.
Do seksualnego zbliżenia dojdzie, jeśli dziewczyna otworzy drzwi pokoju i wpuści wybrańca, a jeśli nie wpuści musi on odejść "z kwitkiem" i zadowolić się tylko ochotą. U Mosuo każda dziewczyna, która wchodzi w dorosłość zwykle po skończeniu lat 13, dostaje klucz do własnego pokoju, w którym może przyjmować mężczyzn. Nocne spotkania młodych par są w rodzinie czymś normalnym. Zwyczaj wymaga tego, by mężczyzna przybył nocą, gdy wszyscy już śpią. Dotyczy to też wyjścia - musi wyjść z domu niezauważony o świcie. W tym dniu wszyscy mężczyźni wychodzą z domu. Powieszony kapelusz na drzwiach pokoju oznacza, że nikt z domowników do pokoju nie może wejść. Dokonuje się rytuał miłosny, który wymaga nieskrępowanej ciszy i spokoju. Co dzieje się za drzwiami możemy tylko się domyślać.
Plemię ma swoją unikalną tradycję, jeśli chodzi o zaloty i o związki tzw. „zouhun". Antropolodzy nazywają to "chodzonym małżeństwem", tak jak u nas chodzą ze sobą pary narzeczeńskie. U Mosuo czasami para chodzi ze sobą kilka lat, a czasami spotyka się tylko raz. Jeśli z takiego spotkania urodzi się dziecko, to nikt nie robi z tego problemu, bo dzieci są wychowywane w rodzinie matki. Dzieciom ojców zastępują bracia kobiety, którzy będą obok nich zawsze, kiedy tylko będą tego potrzebowali. Tam dzieci nie rozumieją problemów związanych z rozwodem, z osamotnieniem. U Mosuo wolna miłość i szczęśliwe małżeństwo nie wykluczają się wzajemnie. Tam nikt nie przysięga sobie wierności do końca życia, a kiedy pożądanie wzajemne przemija, pary rozstają się i łączą się w nowe związki. "Ja nie należę do Ciebie, Ty nie należysz do mnie" - śpiewają w tańcu Mosuo.
I cóż my możemy zaśpiewać, gdy rządzą krajem głównie mężczyźni ?












