Od innych nadbałtyckich kurortów Rowy znacznie się różnią. Jest to doskonałe miejsce wypoczynku dla rodzin z małymi dziećmi. Ludzie, którzy jadą nad morze bawić się na dyskotekach, czy też szukają innych nocnych atrakcji, czeka rozczarowanie. Po godzinie 22.00 panuje tu niczym niezmącony spokój. Plaże, mimo że miejscami wąskie, nie są zatłoczone, a ceny w sklepach umiarkowane. Mam wrażenie, że w rowach jest taniej niż w innych większych nadmorskich kurortach.
Zwolennika pieszej wędrówki, jakim jestem, zraziło coś innego. Jedną z atrakcji turystycznych, którą szczycą się Rowy jest wejście do Słowińskiego Parku Narodowego, który w tym miejscu graniczy z jeziorem Gardno. I tu niespodzianka - za wejście do lasu trzeba zapłacić prawie pięć złotych. Jeśli chcę przedostać się do wsi Gardna Leśna, to muszę albo zapłacić haracz za przejście przez las, albo przejść po drugiej stronie jeziora drogą, która jest o kilkanaście kilometrów dłuższa. Ciekawostką jest, że jeśli będziemy przechodzić wokół jeziora Gardno zgodnie z ruchem wskazówek zegara, to zapłacimy za bilet. Idąc w odwrotnym kierunku - nie, bo za wejście do S.P.N. od strony wsi Człuchy płacić nie musimy...
PS. Pozdrowienia znad Bałtyku dla wszystkich czytelników.
Tekst i foto : Piotr Żyła












