Listopadowe święta zaduszne
Podczas Święta Dziadów, wywoływali oni duchy zmarłych przodków, których polscy patrioci pytali, czy jest możliwe odzyskanie niepodległości przez nasz kraj. Szczególnie potrzeba nam było pociechy w te dni, gdy o wolnej Polsce mogliśmy tylko pomarzyć. Jednakże nie tylko podczas naszej niewoli narodowej, Polacy kultywowali rytuały związane ze świętem zadusznym. Za czasów panowania Mieszka I, Polacy w święto Dziadów, palili na swoich podwórkach ognie i obserwowali zachowanie się dymu. Gdy dym ten, kłębił się tuż przy ziemi, oznaczało to, że zmarli mają do żyjących jakieś żale i uzasadnione pretensje. Zaś, gdy dym ładnie unosił się do góry, stanowiło to nieodłączny dowód na to, że zmarli odeszli od nas ze spokojem.
Na Opolszczyźnie rytuał ten przeszedł do historii jako zwyczaj dymu i ognia. Ze świętem Dziadów, związany był także kilku dniowy rytuał modlitewny. Polegał on na wznoszeniu do Boga modłów za spokój duszy bliskich zmarłych. Modły te wieńczył rytuał ofiarny polegający na składaniu zmarłym na ich grobach kawałków chleba lub resztek mięsnego jadła. Wszyscy wierzyli, że można tym sposobem uprosić zmarłych, aby ze świata podziemnego roztaczali nad żywymi swoja opiekę. Niekiedy takie obrzędy trwały cala noc, podczas nich najstarszy z rodu, próbował wywołać duchy zmarłych, aby bliżej przedstawić im problemy świętujących osób. W czasach panowania Bolesława Chrobrego, na dobre zadomowił się zwyczaj, w którym na święto zaduszne, przed wejściem do domu zawieszano białe płótno, aby pokazać duchom zmarłych, że nie zapomniano o nich nigdy. Za czasów panowania Kazimierza Odnowiciela, zwyczaj ten trochę zanikł, jednak w niektórych regionach Polski, takich jak Warmia i Mazury, zwyczaj ten był kultywowany, aż do czasów Anny Jagiellonki i króla Batorego. Wracając do panowania dynastii Jagiellonów, na szeroką skalę, kultywowany był w naszym kraju, zwyczaj wywoływania duchów przeddzień święta zmarłych. Wierzono, bowiem, że podczas ich święta, przypadającego na pierwszy dzień listopada, nie będą chciały one mówić prawdy. Gdy ostatni z Jagiellonów Zygmunt August, został wdowcem po śmierci jego ukochanej Barbary Radziwiłłówny, prosił on mistrza wiedzy tajemnej Twardowskiego, aby wywołał mu dusze drogiej żony. Twardowski został niejako zmuszony przez króla do takiego rytuału w dzień święta zadusznego. Toteż, duch Barbary nie chciał nawiązać kontaktu z Zygmuntem Augustem, tylko przeszedł obok niego obojętnie. Gdy zaś na tronie Polski zasiadał Stanisław Leszczyński, znany był w naszym kraju zwyczaj obchodny, polegający na nie zamykaniu przez księdza proboszcza kościoła, w noc święta zadusznego. Musiał także ksiądz zostawić na ołtarzu, kielichy i księgi święte, bo jak wierzono, o północy zbierali się w kościołach zmarli, by uczestniczyć we mszach, za odnalezienie właściwej drogi do wieczności. W dziewiętnastowiecznych regionach Roztocza Lubelskiego, utrzymywał się zwyczaj wróżebny, który polegał na chodzeniu przez cały dzień w ubraniach, które pozostawili zmarli, w szafach swoich pieleszy domowych. Uważano, bowiem, iż sen, który przyśnił się takiej osobie zwiastował najbliższa przyszłość. W podzięce za takie prorocze sny, składano na grobie zmarłej osoby, w której ubraniach chodzono chleb upieczony z mąki przaśnej bez zakwasu.
W wieku ośmiu lat, Leszek Biały, został koronowany na króla Polski. W czasie zjazdu polskich książąt w Gasawie w 1227 roku, Leszek Biały został zamordowany. Aby nie mściła się jego dusza, na Polakach z rąk, których poniósł haniebną śmierć, w dzień zaduszny, palono świece gromniczne i modlono się za spokój jego duszy. Zwyczaj ten przeszedł do historii naszego narodu, jako zwyczaj gromniczny. Podobno też, od niego zaczęto kultywować palenie świec na grobach naszych zmarłych. Gdy podczas zaborów naszej ojczyzny, na mocy porozumienia zawartego w Tylży miedzy Napoleonem a carem Aleksandrem, utworzono na ziemiach Polski, Księstwo Warszawskie, namiestnikiem głównym na jego terenie został generał Józef Zajączek znany jako żołnierz polski biorący udział w bitwach napoleońskich. Podobno miął on nieślubną córkę Agatę z baronową ziem kujawskich, niejaką Anielą Mioduską. Dziecko było chowane w nader cieplarnianych warunkach, toteż przy pierwszych spacerach jesiennych zaziębiło się ono do tego stopnia, że w niedługim czasie umarło. Mioduska, codziennie rano odwiedzała mogiłę ukochanego dziecka, a w dodatku postanowiła rozkopać grób, by zobaczyć jak jej córka wygląda. Po pewnym czasie, postanowiła z nieżywego dziecka, zdjąć zmurszale ubrania i nałożyć nań czyste i świeże. A miało to miejsce tuż przed świętem zadusznym. Zaraz więc z tyłu zajętej kobiety, pojawiła się upiorna zjawa, która zabroniła zbolałej matce, zakłócania spokoju świętego miejsca jakim jest cmentarz. Aby odkupić winy, upiór nakazał kobiecie głośne odmawianie modlitwy za spokój duszy zmarłego dziecka. Podobno od tego momentu, w religii katolickiej, nastał zwyczaj głoszenia wypominek za dusze naszych zmarłych.
W dzień Dziadów, jak nakazywał stary obyczaj sięgający czasów Jagiellonów, nie powinno się przeglądać w lustrze, aby czasem nie ujrzeć złego upiora bądź też złośliwej strzygi. Aby zatem żadne z domowników nie zapomniawszy się i w tafle lustra nie spojrzało, gosposie domów, zasłaniały wszelkie lustra białym suknem. W regionach Podlasia, znany był jeszcze zwyczaj wczesnego podawania pokarmu bydłu i wszystkim zwierzętom, zamieszkałym w gospodarskich obejściach. Zwyczaj ten, był szczególnie kultywowany poprzez patriotów polskich, którzy właśnie w dzień zaduszny zbierali się już śmielej w stodołach i oborach, w celach konspiracyjnych. W razie denuncjacji, tłumaczono się szykowaniem paszy dla bydła, która musiano podąć bydłu akurat w tym dniu wcześniej niż zwykle. Na Pomorzu Zachodnim znany był także zwyczaj prośny, podczas którego wywoływano ducha zmarłej bliskiej osoby, by prosić go o opiekę nad całym domostwem. Wywołany duch przychodził zawsze w porannej mgle, i tylko niezwykle pobożni mogli go ujrzeć. Jak czytamy w powieści Henryka Sienkiewicza „Pan Wolodyjowski”, po zmierzchu w dzień Dziadów, czyli jak mawia autor o zorzy zadusznej, różne dziwne rzeczy można było spotkać, na przykład żołnierze polscy, gdy czekali na wyprawy wojenne przeciwko nawałnicom tureckim, widzieli jak właśnie o wspomnianej porze, strzygi rzucały się koniom do gardła. Aby temu zapobiec, we wspomniane święto Dziadów, żołnierze skrapiali konia wodą świeconą. Zwyczaj ten przeszedł nawet do wieku dwudziestego, o czym wspominali ułani mazowieccy z III Pułku Szwoleżerów w Suwałkach.
EWA MICHALOWSKA WALKIEWICZ












