Dim lights Embed Embed this video on your site
Pamiętam to dokładnie. Dzień, godzinę – ludzi wokół, gdy się o tym dowiedziałem. Zbiegło się to z obroną mojej pracy licencjackiej. Ty odeszłaś dzień wcześniej w całkowitej tajemnicy przede mną. Rodzina milczała, nawet siostra, która tego dnia pomagała mi wybrać garnitur. Dosłownie chwilę po obronie dowiedziałem się o Twojej śmierci. Ojciec powiedział mi: „Mama umarła”. Byłem przekonany, że chodzi mu o babcię, która i mnie wychowała. Mówił jednak o Tobie. W jednej chwili zapomniałem o ocenie na dyplomie, świętowaniu. Rozpłakałem się. Dopiero w tym momencie zrozumiałem, że kochałem Cię Mamo. Mimo tego, że nigdy nie byliśmy razem… Mimo tego, że byłaś chora. Mimo tego, że tak naprawdę Cię nie pamiętałem. Zawsze chciałem odwiedzić Cię w szpitalu… mijają 3 lata od kiedy przepadła na to okazja. Odeszłaś.
Myślałem, że TY skrzywdziłaś mnie, a to ja skrzywdziłem Ciebie…
Pisałem Ci w kartkach świątecznych (w małej tajemnicy przed tatą), że Cię kocham. Ja i moje rodzeństwo – Monika, Robert, Marcin. Nie wiem, czy w to wierzyłaś. Ja w to nie wierzyłem. Mam nadzieję, że teraz wiesz jak było naprawdę. Wiem, że Cię kiedyś spotkam i wtedy nadrobimy ten stracony, jakże cenny czas. Nie doceniłem Ciebie, może nawet nie szanowałem. Może i nie kochałem. Teraz jest inaczej. Od czasu, kiedy sam zachorowałem, wiem przez co przechodziłaś. Niezrozumienie, krytyka, trudności z samoakceptacją. Podobno tam, w Górze Kalwarii byłaś szczęśliwa. Miałaś namiastkę życia. Jednak czym jest takie życie w porównaniu z tym, które straciłaś?
A straciłaś wiele. Męża, dzieci, dom i przyjaciół. Nie wiem jaka jest Twoja prawdziwa historia. Ojciec milczy, ale często poruszam Twój temat z wujkiem Andrzejem - Twoim bratem. Odeszłaś pozostawiając za sobą dużo bólu, niewiele wspomnień i jednocześnie dając mi to czego nigdy nie czułem – miłość do Ciebie. Miłość i wielki szacunek. Byłaś zawsze daleko, teraz jesteś mi tak Bliska. Kocham Cię Mamo.
Twój syn Łukasz












