Dim lights Embed Embed this video on your site
Jesienne, Zaduszkowe, listopadowe wędrowanie… Kręte drogi wschodnich stron mojej Małej Ojczyzny… i tej większej troszkę… Pośród już czerniejących pól, choć drzewa jeszcze tak kolorowe i nostalgicznie radosne… Wędrowanie w poszukiwaniu pamięci bliskich, którzy odeszli na wieczną wędrówkę, gdzieś tam pośród zawieruszonych nadziei.
Wędrowanie w sobie tylko znanym poszukiwaniu utraconych bliskości, w poszukiwaniu gdzieś tam, zawieszonego w minionej przestrzeni ciepła serdeczności bliskiej… w poszukiwaniu utraconych już złudzeń, niedośnionych snów, nie napisanych wierszy o tej jakże bolesnej a jednak ciepłej tęsknocie…
I miałem takie odczucie na małym wiejskim cmentarzu, gdzieś na granicy dróg wszelkich i cywilizacji chyba, że to wędrowanie może być także dobrym oczekiwaniem na łaskę przebudzenia, na łaskę ujrzenia co nie zawsze widzialne jest…
Pośród zachłystujących się złorzeczeniem głośników, łam gazet ociekających smakowitym złem i sensacją!
Wystarczy zatrzymać się w biegu choćby na chwilę… wyciszyć to zabieganie i powrócić tam, do krainy dobrych myśli, gdzie pory roku będą równocześnie …jak Marek Grechuta śpiewał…
Dobrych dni Wam życzę Drodzy Przyjaciele moi…
Latka lecą...i uczta duchowa z obcowania z Magdą U.
Mówi Ona, że wie że jest starszą panią i należałoby się powoli już pakować a ciągle nie chce się Jej szukać tych walizek, bo chce żyć jakby była młoda i tak by miało być do końca Jej dni… ze wszystkimi tego konsekwencjami… A wyznanie to przecie wszystkim nam bliskie... no może tylko obce jest mojej kochanej Amelce... ale jej to jeszcze wiele obcych jest naszych zmartwień... i dobrze...
Przemijanie... ileż w tym żalu i tęsknot... ileż obaw i nie wiadomo do kogo kierowanych pretensji... Ale na pocieszenie wiem, że i tak kiedyś przyjdą Zaduszki... daleko poza wierzejami lata i będzie kolorowo-jesiennie... I bardzo podniośle i cicho... Tego wieczoru, tam przy milionach świec jest może najłatwiej pogodzić się z losem... I wtedy może najbardziej odnaleźć pocieszenie wszystkim tym, którzy stracili kogoś bliskiego. Bo przecie można także tak powiedzieć: Jaki to wielki cud nad cudy, że mogliśmy na swej drodze spotkać tych jakże niezwykłych i kochanych ludzi, jaki to cud nad cudy, że mogliśmy razem z nimi iść choćby chwilę przez to cudowne, niepojęte życie…
Jeszcze trochę i kolejna rocznica śmierci Waldusia. Bardzo bliski duchowo… Przyjaciel… Jakby brat młodszy. Powracają we wspomnieniach nasze wspólne muzyczne fascynacje… Madonny Polskie… Jesienin… Nie zrealizowane wspólnie projekty a tak z uporem i konsekwencją realizowane przez Niego zamysły. Poznał nas teatr. Najpierw Wrocławski Kalambur a później już, Misterium ... Miliony słów i zdarzeń. Beczka wódki i beczka soli... Rozmowy do rana i sen przypadkowy ot tak gdzie nas zaniosło. A potem wszystko od nowa ... tak!
„Od nowa”, bo nic starego nam nie bywało przeżywać...Coś nas gnało i gnało... i do szczęścia brakowało przyjaciół i wina, gdy świat się za oknem kończył tam gdzie się zaczynał. Ech złudzenia jak na skrzydłach prosto w jutro niosły... chcieliśmy za wszelką cenę wkroczyć w świat dorosły... Dzisiaj tylko sny zostały. Ale kto je kupi? ... Jak przysłowie powracają: „młody to i głupi”
...Jeszcze niedawno realizował Ofiarę Wilgefortis w Teatrze Wierszalin u Piotrka Tomaszuka... Tam go odnalazłem po latach. Napisał muzykę do filmów Jana Jakuba Kolskiego. Dziesiątki spektakli w większości teatrów w Posce… Wspaniały Zespół akordeonistów o zasięgu światowym… Niedokończona Opera… Później robili z Ewą Maleszą „ Pana Huczka” w Teatrze Lalek. Wpadł na mój koncert w „Spodkach” a potem do bladego świtu u mnie w domu gaworzyliśmy jak by tu reaktywować Madonny Polskie... Pojechał. Umówiliśmy się na premierę… Zadzwonił, że nie wyśle mi muzyki do Jesienina, bo lepiej będzie jak przywiezie ją na premierę P. Huczka.... I za kilka dni telefon. Ewa szlochając w słuchawkę powiedziała, że Waldka już nie ma. Koniec. Premiera była bez Waldka. Do dziś ze smutkiem mijam plakaty w mieście zapraszające na „Huczka”, gdzie na dole w tekście
muzyka - W. Wróblewski napisane czarnym drukiem....Tyle wspomnień....
I mój wiersz Waldkowi poświęcony....
Wigierskie Księżyce - Waldkowi Wróblewskiemu
Kocham to Wielkie Jezioro Zaczarowane....
bo tam się dziwy toczą.....
Sławne baśnią i legendą...
Szczególnie nocą...
gdy wiatr ucicha i osieroca żagle białe.....
A wtedy
gdy ważki śpią ,
wschodzą księżyce zaczarowane...
bez liku...
I nawet później gdy utopione w Wigierskich odmętach
nie chcą gasnąć....
dalej świecą swoim srebrnym blaskiem .....
Uwięzione we wnętrzu Ziemi
rozświetlają jej mroczne głębiny......
Napełniają ją blaskiem !
Dlaczego tak?
Pewnie ,
to Im świecą......
bliskim, kochanym, dalekim
którzy poszli
na wieczną wędrówkę...
I tam poprzez promienie srebrne.....
cichutko mówią do nas....
w noc czerwcową ,
ciepłą....tajemniczą....baśniową...
Jesteśmy w Tobie i z Tobą....
kocham To Jezioro...
Anatol Borowik












