Z opowiadań mojego ojca Józefa Cyry zapamiętałem okoliczności śmierci nieznanego żołnierza niemieckiego, którego jako jeńca wojennego rozstrzelali sowieci na terenie wsi Przybysławice koło Minogi (woj. krakowskie) zimą 1945 r.
Był to Bawarczyk, który nie chciał już dalej walczyć i znalazł schronienie u rodziny Mularczyków w Przybysławich, mówiąc im o swojej rodzinie i pokazując zdjęcia żony oraz trójki dzieci. O jego pobycie dowiedział się miejscowy komunista Piotr Karpała (późniejszy członek PPR/PZPR, zmarły w 1950 r.), który powiadomił o tym zdarzeniu stacjonujący w pobliżu, już po przejściu frontu, tyłowy oddział sowiecki. Żołnierze tego oddziału wzięli do niewoli bezbronnego Bawarczyka, rozebrali go do bielizny i rozstrzelali obok domu Stanisława Niewiary, jednego z mieszkańców Przybysławic.
Ciało zabitego zostało znalezione niedaleko domu rodzinnego mojego ojca Józefa Cyry w Przybysławicach. Było ono w strasznym stanie, cały brzuch zabitego był wygryziony przez wałęsające się po pobliskich polach psy.
Mój ojciec wraz z miejscowym młodym chłopcem Piotrem Calikiem, zamordowanego Bawarczyka pochował pod stojącym do dzisiaj dużym krzyżem przydrożnym w Przybysławicach.
Ojciec, kiedy żył, kilkakrotnie opowiadał mi to tragiczne zdarzenie, nadmieniając, że nieśmiertelnik Bawarczyka rozłamał i jego połówkę pozostawił przy zwłokach pogrzebanego, natomiast drugą połówkę zabrał ze sobą i najprawdopodobniej później ją przypadkowo zgubił. Moja kuzynka Stefania Niewiara, mieszkająca w Minodze i pamiętająca tamte czasy, z kolei twierdzi, że wspomnianą połówkę nieśmiertelnika mój ojciec podobno miał przesłać do Polskiego Czerwonego Krzyża.
Adam Cyra












