
W zawieszeniu
nie pytam wiatru ile rozwiał nadziei
nie gubię, dopóki życie wzlatuje myślą
plączę, jak tkacz przeplatam dni.
w barwny kobierzec otulam płochliwe
i drepczące najciszej, słowem
nie ma lądu w przestrzeni chmur
nie szukam, a patrzę by poczuć miękkość.
niesforny trzepot kołyszę do snu melodią
zapomnienia mają swój urok.













