Żyły w pałacu raz dwa wampiry
-Jeden był duży,a drugi mały,
Codziennie sobie uczty robiły
I jeszcze inne też zapraszały.
Mały się wzruszał kiedy ucztował
Bo żal mu było niedoszłych ofiar,
Drugi wyrzuty głęboko schował
-Nigdy przed zbrodnią się on nie cofał !
Gdy zapadała już ciemność nocy
-To słychać było krzyki i jęki,
Bo we władaniu wampirzej mocy
Panny cierpiały okropne męki.
W ten sposób szybko minęły lata
A one były coraz to młodsze
I tak parały się fachem kata
-Krew wypijały dla swoich potrzeb.
Aż pewien człowiek usłyszał o nich
-Wnet postanowił zabić te stwory
Z kołkiem drewnianym wyruszył do nich
I czekał długo północnej pory.
Kiedy zobaczył upiory dzikie
Z białymi kłami,co z trumny wstały
-Kołkiem uderzył ,a one z krzykiem
Okropnie szybko przed nim zwiewały .
Daleko jednak już nie uciekły
-Bo w sercach miały okropną ranę
Ledwie do trumien się swych dowlekły
I śmierć już poznać było im dane.












