Jestem puchem marnym
Wiatr mnie unosi,
Jestem wyschniętą studnią
Z jej dna wycieka nadzieja,
-Kropla po kropli uderza
W oczodoły pustki..
Pukałam do drzwi kamienia
-Nie wpuścił mnie do środka,
Tak pięknie necił barwą
Stroił w pawie pióra,
Tak niezwykle magiczny
-Jak tęcza na niebie
I tak odległy
-Jak druga planeta..
Wiertło toksycznych myśli
Wydrąża prawdę niemocy,
Zdejmuje pancerz hipokryzji..
Błądzę w morzu samotności
Aż po widnokrąg osnutym mgłą:
Egoizmu, cynizmu, zakłamania,
Zamkniętym w kokonie
Bliźniaczych szablonów..
Rzuć mi kotwicę
Dojrzyj we mgle !
Spraw, bym znalazła
Bezpieczną przystań
U Twojego boku..












