Ryk samochodów przecina ciszę nocy,
Odkleja plaster ran dnia codziennego.
Ciężki oddech ciemności,
Zamyka w swe sidła udręczone umysły.
Poczwary ludzkie uciekające przed światłem
Wylegają na ulicę,
Podpierają karki stalowych latarni
-Bełkocąc niewyraźnie pieśni
Wydobywające się z przeżartych gardzieli.
Zabite słońcem błoto ożywa
-Plugawiąc Świętą Matkę Ziemię.
Niczym dojrzałe owoce s p a d a !
-Zalewając miasto zapachem zgnilizny
Przystrojonej :
W suknie ulicznych dziewczyn,
Łachmany żebraków,
Wytrychy złodziei,
Kastety morderców.
-Śmieje się z człowieka poczciwego,
Wystawionego na żer ich krwiożerczych dziobów.
Powoli noc wygasa,
A blady świt pożera czerń miejskich ulic...












