Mrugał do mnie złotym okiem
Z białej mąki piasku,
Gdy złowiłam go swym wzrokiem
O porannym brzasku.
Niczym skarb z głębin mitycznych
Czekał na mnie długo,
By mi uśmiech swój magiczny
Rzucić długą smugą .
Czy łez drzewo moc wylało,
Jak ranna dziewica,
Kiedy ranę zabliźniało
W postaci żywicy?
Bo miliony lat minęło ,
By łzy w kamień zmienić ,
Bym podziwiać mogła dzieło
Natury, dar cenić.
Drzewo dawno w niebyt przeszło -
O łzach zapomniało,
A wycieczką w czas zamierzchły
Jest ten kamyk mały.
Z niego biżuterię cudną
Rzemieślnik wytworzy,
Bogactw da namiastkę złudną,
Wiekową , jak morze.












