Wybrańcy Bogów mają rubinowe oczy
I szare, blade, twarze z pergaminu
Spuchnięte myśli i domy mroczne-
Co w obłokach wysoko marzeń płyną.
Ich kieszenie z anoreksji słyną-
Przeświecając w marynarkach smutku,
A barki wraz z karkiem u nich tytanowe,
Bo dźwigają wciąż nowe ciężary cierpień
Za miliony, kilogramów wręcz tony.
Bywają krótko w obecnym wymiarze,
A Bogowie im dość często każą-
Szybować w wielobarwnej tęczy
W zamian za przejażdżkę w pociągu
Ekspresu życia niewyżytego…












