
Niebo runęło na głowę-
Płomyk nadziei zgasł.
Wolności mgnienia powiew,
Odszedł ,gdy nastał brzask
Brakuje w sidłach powietrza-
Jesteś, jak w sieci ćma.
Chcesz poczuć szczęście jeszcze,
Ściskać w dłoni swój czas.
Nie słyszeć dogadywania
I trzaskających drzwi,
Gdy on wraca nad ranem,
A spać byś chciała ty.
Marzysz, by wyfrunął z gniazda-
Gdy z ptaszka wyrósł ptak,
By poza nim wyrastał
Ze swoich dzieci rad.
Może on wreszcie dojrzeje-
Uwije gniazdo swe?
Nie możesz tracić nadziei,
Że życia pozna treść…













