Słońce kona w ramionach nocy
Ptaki zamknęły swoje gardła
Księżyc przeciera srebrne oczy
Dookoła cisza się wkradła
W kominku krwisty ogień bucha
Kawałki drzewa pożerając
Na dworze straszna zawierucha -
Idzie ze sobą wicher gnając
Wiatr już wiruje w szybkim tańcu-
Jego melodia zadźwięczała
Ktoś się rozgrzewa wina grzańcem
A sosna stara zaskrzypiała
Huragan mieczem przeszył drzewa
Ścinając łeb wiekowej sosny
I koniec smutny jej wyśpiewał
O tym, że nie doczeka wiosny
A potem zima pomyślała -
Jak tu zatrzymać mróz największy
I tony śniegu wysypała
Żeby krajobraz móc upiększyć
Dachom też sople dokleiła
A wicher precz gdzieś hen przegnała
I mroźny pejzaż wyrzeźbiła
Sama - saniami w dal pognała












