
Gdy anioły w chmurach lekko tańczą walca,
Wirują jedynie na opuszkach palców -
Strzepując iskrzący śnieżek nam obficie
Byśmy ich płatkami mogli oczy sycić
A inne na harfach im melodie grają -
Złe moce w ten sposób przegonić starając
I lecą tak płatki niczym puch łabędzi,
Co każdą szczelinę wnet bielą wypełni
A dzieci się śmieją, cieszą się śnieżkami -
Wkrótce lepić będą z niego też bałwany
Te z nosem z marchewki i garnkiem na głowie -
Od których imienia bliźnich swoich zowiesz…
Jednak ten śniegowy się tym nie przejmuje
I usta w uśmiechu swoim pokazuje -
Za nic ma znaczenie, to pejoratywne,
Które jest dla niego całkiem obce, dziwne
Może, gdy dorosły na niego popatrzy -
Z radością dziecięcą się on mu skojarzy,
Nawet kiedy zima już dawno odejdzie
On w tym słowie radość odtąd widzieć będzie…












