Jak Afrodyta z piany się rodzi -
Piękna i czysta jak kropla rosy,
Można o wschodzie lub o zachodzie
Wielbić jej piękno z wielkim patosem
Możesz zobaczyć ją w oczach Merlyn
Na srebrnym , wielkim , szklanym ekranie,
Albo gdzieś w Luwrze u Mony Lisy,
Czy też w marmurze wykutym dla niej
W bezrękiej Wenus z greckiego Milo
W chwili narodzin piękna motyla,
W ptaków świergocie w porannym brzasku,
W bursztynu złocie na białym piasku
W każdej epoce i w każdym mieście
Wreszcie, od pór roku niezależnie -
Czy to wiosna, lato, jesień, zima,
Ona niezmiennie dobrze się trzyma!
Choćbyś cierpiał Wertera katusze -
Ty chcesz całować jej nagi brzuszek
I alabaster piersi jej wielbić -
W miękkość jej ciała błogo się wgłębić.
I tak wirować z nią ponad światem
Gdzieś nad Sekwaną albo Eufratem,
Może w alkowie , albo też w lesie -
Doznawać stale wciąż z nią uniesień…











