Wciąż jeszcze widzę ich twarze... Wiersze Jakuba Ciećkiewicza i Elżbiety Wojnarowskiej
JAKUB CIEĆKIEWICZ:
Chciałem przeczytać wielki testament Arabów.
Chciałem przemierzyć kraj, który historycznie zaczyna się w niebiańskiej Alhambrze, a kończy w złotodajnym Timbuktu. Który rozciąga się od świętego Kerouanu w Tunezji, po Mauretanię i Saharę Zachodnią.
Chciałem poznać grzeszne miasto Tanger.
Chciałem odszukać tereny upraw marihuany w górach Rif i znaleźć leśne obozy, w których mieszkają uciekinierzy z całej Afryki w oczekiwaniu na nielegalny szmugiel do Europy.
Chciałem pokłonić się świętemu miastu Fes, gdzie na ogromnej górze, od 1200 lat rzemieślnicy przekazują sobie tajemnice fachu, a na zwieńczeniu zakwita nauka - na najstarszym uniwersytecie świata.
Chciałem nocą pić herbatę miętową na tarasie Grande Cafe de France w Marrakeszu i słuchać szalonego odgłosu piszczałek berberskiej kapeli.
Chciałem pojechać na Saharę, żeby zaspokoić wielką, narastającą tęsknotę za pustynią i światem Tuaregów.
Chciałem zrobić zdjęcia do afrykańsko-arabskich wierszy Elżbiety Wojnarowskiej.
Musiałem się nauczyć mówić po francusku.
Musiałem przemierzyć 10 tysięcy kilometrów: autobusami, autostopem, koleją, grande taxi.
Musiałem mieszkać w noclegowniach, w których tylko śpiwór dawał ochronę przed brudem, i w domach Arabów. Jadać w przydrożnych grillach i na ulicach miast.
Musiałem podejmować ryzyko.
I choć wydałem wszystkie oszczędności - wróciłem spełniony.
Zrobiłem 360 zdjęć. Zapisałem notes. A przed zaśnięciem wciąż jeszcze widzę ich twarze, wciąż słyszę ich głosy...
Granica
ELŻBIETA WOJNAROWSKA
Wychudzeni starcy
jakby wyschnięci od upału pędzącego wprost z pustyni
siedzą w kucki
lub oparci o drzwi lepianek
drzemią
czasem palą wodne fajki
obserwują spod przymrużonych powiek
twoje nieukrywane zaciekawienie
z jakim im się przyglądasz
Obok gromada
półnagich dzieci
otacza cię żebrząc z nawyku
kury gdaczą swojsko i nobliwie
Jesteś jakby u siebie
a jednak zupełnie gdzie indziej
Jesteś niby z nich
mimo to obcy
Ale to oni nie ty
mają w oczach mądrość
i nie możesz pojąć
skąd się wzięła
w ich życiu bez celów i pośpiechu
Gdzie przebiega granica
za którą osiąga się taki spokój
Krajobraz pomarańczowy
ELŻBIETA WOJNAROWSKA
Tony wydzieranych z żółtej gleby
kamieni
układanych pieczołowicie
w kilometry ogrodzenia
poranione dłonie
przygarbione plecy
zdarte paznokcie
pracujących w pocie czoła
od świtu do zmierzchu
wyrywanie ziemi z letargu
wbrew woli natury
przepocone galabije
drą się na strzępy
sadzenie drzew pomarańczy
worki strząsanych kwiatów
za olejek
pięć dirhamów
musi starczyć
na chleb dla pięciorga












