
O porze jesiennej już przecież wszystko było,
Słota i słońce, liście i złote kasztany,
A do mnie mglistym rankiem zapukała miłość,
W wiatrem zszargane, rude paletko odziana...
Roześmiana jak jabłka w słońcu sczerwieniałe,
Gałązką wrzosową wdzięcznie w palcach kręci,
Usta ma malinowe, od soków nabrzmiałe,
Jest piękna, jak najpiękniejszy sen z mej pamięci...
Dlaczego teraz, kiedy jaskółek już nie ma,
A drzewa swoje strojne sukienki zrzucają,
Nie czas na to, do zimy szykuje się Ziemia,
Październik przecież, ona powinna przyjść z majem...
Patrzę przeciągle w oczy przybysza brązowe,
Rozświetlone radością, jak na niebie słońce,
Aż gasną we mnie wszystkie niepotrzebne słowa,
Tak pochmurnie przed chwilą w sercu mym dźwięczące...
Wejdź proszę, szepczę i drzwi szeroko otwieram,
Po to, aby się wtulić w ramiona stęsknione,
Nieważna pora roku, tutaj będę szczera,
Gdy jesteś, żyję, kiedy Ciebie nie ma, konam...
