dziś myśli nie chcą się uczesać
i zapleść w warkocz wierszem
są jak bezwolna lalka
lub jak bezgłośny hejnał
a nawet w szumie wiatru
nie słychać dziś muzyki
deszcz wali w dach dość głośno
jak w bębny muzyk lichy
świat płacze niosąc skargi
nad nami czy nad sobą
powody są z pewnością ciężkie
jak fabryczny ołów
spłukuje go z obłoków
na ziemię ukochaną
by oddech stał się rześki
by ptaków lżejszy lot był
a zło całego świata dobra matka wessie
lecz kiedyś nie wytrzyma
wybuchnie lawą grzmiącą
pochłonie jak kukiełkę marną
nas i wszystko wokół
zaczniemy znów od nowa
jak dzikie bezrozumne stwory
walkę o pokarm o przetrwanie
na stertach tych popiołów
(C) Jolanta Sztadhaus












