Ciężko mi, Boże, żyć na twoim świecie,
Zawsze mnie boli, niedostatek gniecie,
A nie mam przed kim pożalić się szczerze
I często rozpacz mnie straszliwa bierze.
Ale co począć, czy tu moja wieczność?
Czy moje życie nigdy nie przeminie?
O nie, tu tylko znikoma doczesność,
Kiedyś to wszystko przepadnie i zginie.
Chociaż mi ciężko co dzień gorycz piję,
I zewsząd razy zmagają mnie srodze,
Jednak to wszystko zwycięsko przeżyję
I nie ustanę w swej pielgrzymki drodze.
O, nie ustanę, bo skończą się bóle,
A gorycz wyschnie w światowym kielichu,
Przeminą szybko utrapienia chwile,
Jak głos przemija w szybkobieżnym echu.
I przyszłość lepsza przecie mnie nie minie
Po trudach życia uciążliwej męce,
Nagroda przyjdzie za ból i cierpienie
Dadzą ją kiedyś wszechmogące ręce.
W beznadziejności i chwili cierpienia
Wiem przed kim serce zbolałe otworzę,
Gdzie będę szukał ochłody i cienia -
Przed jednym tylko Tobą wielki Boże.
Józef Cyra












